Rajską krainą jej dzieciństwa był radziwiłłowski Nieśwież, dziś 15-tysięczne miasteczko na Białorusi, a wtedy – przed II wojną światową – miasto powiatowe na pograniczu II Rzeczypospolitej, w województwie nowogródzkim. Choć brutalnie wyrwali ją z tego raju Sowieci, to zawsze do niego wracała.

Stanisława urodziła się co prawda w Nieświeżu (27 maja 1930 r.), jednak jej ojciec Jan nie pochodził z Kresów, lecz z Ziemi Tarnowskiej. Urodził się we wsi Żukowice Nowe 4 stycznia 1902 r. Przynajmniej taka data wynika z dokumentów, choć na symbolicznym nagrobku Jana na Cmentarzu Komunalnym w Tarnowie-Krzyżu jako data urodzenia widnieje rok 1900.
Szczęście przerwane tragedią
Jako młodziutki, 17-letni chłopak, Jan Wiatr uciekł z domu, by wziąć udział w wojnie polsko-bolszewickiej. Mając 23 lata wstąpił do Policji Państwowej i uczył się w szkole posterunkowych w Nowogródku, skąd trafił do pracy do Nieświeża. Tam jego nowo poślubiona żona, Olga z d. Kuryłło, mając 22 lata, urodziła mu córeczkę, której rodzice nadali imię Stasia. To było ich jedyne dziecko.
W 1936 r. Jan dosłużył się stopnia starszego posterunkowego, ale szczęśliwe życie rodziny przerwała wojna. Po ataku Armii Czerwonej na Polskę, 17 września 1939 r. Jan poszedł na wojnę i tego samego dnia został aresztowany przez Sowietów na stacji kolejowej w Horodzieju. Wszelki ślad po nim zaginął. Dopiero w wolnym kraju Stanisława dowiedziała się, że wiosną 1940 r. ojciec przebywał obozie jenieckim w Ostaszkowie. Sowieci rozstrzelali go między 17 a 21 kwietnia w Twerze w ramach zbrodni katyńskiej, wraz z ponad 6 tysiącami innych jeńców wojennych. Skrycie pochowali go w Miednoje.
Rząd radziecki się uchyla
13 kwietnia 1940 r., jak do tysięcy innych rodzin ofiar zbrodni katyńskiej, do Olgi i Stanisławy Wiatr przyszli enkawudziści i kazali się pakować. Wywieźli kobiety do Kazachstanu, do kołchozu w Ilince w obwodzie północnokazachstańskim.
Wacława Boguszewskiego z Nieświeża Sowieci także aresztowali w 1939 r. i wywieźli do łagru. Jego rodzina też trafiła do Ilinki. Zwolniony z łagru po zawarciu układu Sikorski-Majski, zdołał dotrzeć do swoich i tak opisywał to miejsce:
„Wygnańców z powiatu nieświeskiego przewieziono do kołchozu Ilinka i zalecono radzić sobie samym. Trzeba było wpraszać się na mieszkanie kątem u tubylców, przeważnie za jakieś usługi i pomoc w gospodarstwie. (…) Kolonia wygnańców polskich składała się, z nielicznymi wyjątkami, z samotnych kobiet, względnie kobiet z dziećmi. Część ich mężów była oficerami, nic nie wiedzieliśmy o ich losie. Jedna z pań w Ilince znała naszego ambasadora, rozpytywała go w tej sprawie. Ambasador poinformował tylko tyle, iż rząd radziecki uchyla się od odpowiedzi. (…) W rezultacie na około 20 rodzin polskich w Ilince byli tylko dwaj mężczyźni, ja byłem trzeci”.
W. Boguszewski, WSPOMNIENIA Z LAT 1939-1944, W: wSPOMNIENIA SYBIRAKÓW, T. 5, WARSZAWA 1991, S. 174.
Kiedy Sybiracy mogli już mówić…
Z zesłania Olga i Stanisława wróciły w 1946 r. Olga przeżyła jeszcze 13 lat, choć ciężko chorowała. Zmarła w 1959 r. w wieku 51 lat. Córka pochowała ją na Cmentarzu Miejskim w Tarnowie.
Stanisława ukończyła studia, wyszła za mąż, pracowała jako nauczycielka języka rosyjskiego w II LO w Tarnowie.

Po upadku komunizmu w Polsce, kiedy Sybiracy mogli już otwarcie mówić i o deportacji, i o zbrodni katyńskiej, jako jedna w pierwszych w Tarnowie, aż do przejścia na emeryturę, poświęciła się popularyzacji wiedzy o sowieckich represjach. Założyła wówczas zespół młodzieżowy pod nazwą „Sybiracy”, z którym przygotowywała programy patriotyczne. Odkryty w sobie talent poetycki również poświęciła w dużej mierze opowiadaniu o dramacie Sybiru. Kolejne lata swojego życia spędziła na propagowaniu wiedzy o Sybirze i o zbrodni katyńskiej. Wygłosiła tysiące prelekcji dla dzieci, młodzieży, nauczycieli, duchownych, a nawet więźniów. W latach 1993–1997 współtworzyła ok. 200 audycji radiowych z cyklu „Tobie Polsko”, które były emitowane na falach radia diecezjalnego „Dobra Nowina”. Uczestniczyła w warsztatach edukacyjnych i w „Wieczorach patriotycznych przy świecach” organizowanych przez Klub Inteligencji Katolickiej im. Abp. Jerzego Ablewicza. Była inspiratorką konkursów literackich, plastycznych i historycznych, wywiadów i spotkań ze świadkami historii, opracowań metodycznych lekcji historii, a nawet pracy magisterskiej na temat religijności Sybiraków. Z jej inicjatywy powstała pamiątkowa tablica i pomnik Sybiraków.
Swoje przeżycia uwieczniła w wierszach, które znajdują się w wydanych tomikach „Piołun z kropelką rosy”, „Zapomniana melodia”, „Ballada o utraconym domu”, „Powiem wam jak było” i w wielu antologiach.
Służąc innym
Była wieloletnią członkinią i – od 1995 r. prezeską – tarnowskiego oddziału Związku Sybiraków, a od 2007 r. – prezeską honorową. Kierowała też miejscowym Stowarzyszeniem Rodzin Katyńskich. Przez wiele lat opiekowała się i wychodziła naprzeciw potrzebom członków obu organizacji, starała się, aby zostali dostrzeżeni w środowisku i uhonorowani odpowiednimi do zasług odznaczeniami. Z jej inicjatywy w Tarnowskiej Alei Dębów Pamięci rośnie dąb poświęcony Janowi Wiatrowi.
Nigdy nie zapominała o swoim rodzinnym mieście: „Wspomnienie Nieświeża na Syberii dawało siły do przetrwania. Nieśwież uosabiał Polskę. W ciemnej, zimnej ziemiance długo w noc mama opowiadała mi o Nieświeżu i to była najpiękniejsza, niekończąca się bajka. A ja teraz cały czas o tym piszę i mówię, czy na spotkaniach z młodzieżą, czy w klubach, czy przy każdej innej okazji. To dla mnie zaczarowane miasto…” – mówiła w jednym z wywiadów. Nieśwież odwdzięczył się jej po latach. Władze tego miasta przyznały jej honorowe obywatelstwo.
Stanisława Wiatr-Partyka zmarła 8 listopada 2023 r. i spoczęła na Cmentarzu Komunalnym w Tarnowie-Krzyżu.
Była uhonorowana wieloma odznaczeniami, m.in. Złotym Krzyżem Zasługi, Medalem Komisji Edukacji Narodowej, Medalem Stulecia Odzyskanej Niepodległości, Krzyżem Zesłańców Sybiru, Medalem „Pro Memoria”. Była też laureatką Nagrody Literackiej im. J. Mackiewicza za rok 2014.
Na tablicy na grobie rodziców Stanisława Wiatr-Partyka umieściła swój wiersz:
…bo On został w lesie, a las to katyński bez ptaków
I dzwony nie biły i było milczenie pół wieku
A ja wciąż szukam na ziemi na niebie znaków
A Ona po stepie się błąka i czeka i czeka…


