Zbigniew J. Wójcik
Stosunkowo późno policja carska natrafiła na trop zaangażowania w powstaniu styczniowym dr. Benedykta Dybowskiego, wykładowcy zoologii warszawskiej Szkoły Głównej. Wiedziano o jego kontaktach z członkami rządu powstańczego, bo ujawnili to jej informatorzy. Otrzymał w 1863 r. zezwolenie na wyjazd do Kijowa i czeskiej Pragi, oficjalnie motywowany poszukiwaniem pracy na tamtejszych uniwersytetach, czego zresztą nie traktowano jako zakamuflowane przestępstwo. Aresztowano go w lutym 1864 r. W czasie śledztwa w Cytadeli Warszawskiej konsekwentnie odmawiał „współpracy”. Wystarczyło to by skazać go na 12 lat ciężkich prac (katorgę) na Syberii. Miał szansę ucieczki. Pozostał solidarny ze skazanymi na zesłanie.
12 lat katorgi
O wyroku skazującym dowiedział się wcześniej od remontujących gmach X Pawilonu. Czas przygotowania do wyjazdu przeznaczył – kontaktując się nielegalnie z dr. Tytusem Chałubińskim, podobnie jak i on profesorem Szkoły Głównej – na staranne przygotowanie do wyjazdu: zabranie niezbędnej apteczki do leczenia towarzyszy partii zesłańczej (był przecież doktorem medycyny i chirurgii Uniwersytetu Berlińskiego) oraz instrumentarium do kolekcjonerskich prac zoologicznych. Głównym jego celem na katordze, podobnie jak i podczas następującego po tym okresie osiedlenia pod nadzorem policji (mówiło się dawniej: posielenia), było utworzenie „kółka” kolekcjonerskiego oraz przesyłanie zebranych okazów do Władysława Taczanowskiego, kustosza Gabinetu Zoologicznego Szkoły Głównej (od 1869 r. rosyjskojęzycznego Uniwersytetu Warszawskiego). Miało to przynosić im określone dochody na utrzymanie się oraz zakup niezbędnego oprzyrządowania. W czasie podróży plan ten uzupełnił zamiarem zbadania fauny Bajkału, uważanego przez dotychczasowych badaczy jeziora za ubogą.
Grupa badawczo-kolekcjonerska
Z warszawskiego dworca Petersburskiego (dziś Wileńskiego) koleją grupa zesłańcza dotarła przez Petersburg i Moskwę do Niżnego Nowgorodu. Stąd statkami przez Kazań do Permu, dalej traktem przez Ural i zachodnią Syberię do Irkucka, gdzie dotarli jesienią 1864 r. Oczekiwanie na zamarznięcie Bajkału przeznaczył Dybowski na staranne rozpoznanie przyrodniczej literatury dotyczącej środkowej Syberii, przede wszystkim samego Bajkału. Po lodzie pokrywającym powierzchnię jeziora dostano się na jego wschodni brzeg, skąd traktem doprowadzono zesłańców do miejscowości Siwakowa nad rzeką Indogą, gdzie niebawem przybyłych skierowano do wyrębu drzew w tajdze i spławu pni w dół rzeki. Zesłańczy starosta układał plan wyjść do lasu w taki sposób, by Dybowski mógł być głównie lekarzem obozowym. Taki stan tolerował naczelnik, satrapa i pijak, wiedząc iż w Irkucku zesłaniec ma znajomych, w tym lekarza Józefa Łagowskiego (nb. zesłanego za pomoc medyczną powstańcom na Wołyniu) oraz Ryszarda Maaca, urzędnika od spraw oświaty. Wiedział także, choć tego się jedynie domyślamy, że Dybowski wcześniej rozpoczął starania o przeniesienie do Siwakowej przebywających za Bajkałem w innych obozach zesłańców myśliwych: Wiktora Ignacego Godlewskiego i Alfonsa Parvexa oraz zdążających na Wschód innych skazanych: geologa Aleksandra Czekanowskiego i chemika Mikołaja Hartunga. Razem z innymi mieli stanowić zalążek grupy badawczo-kolekcjonerskiej. Zabrało to nieco czasu, ale dobrała się zgrana grupa z doświadczonymi myśliwymi. Dybowski dowiedziawszy się o urządzaniu uzdrowiska w Darasuniu (na południowy wschód od miasta okręgowego Czyta) postanowił podjąć starania o przeniesienie całej grupy właśnie tam. I osiągnął to po pewnym czasie.
Zasadą moją będzie leczenie darmo…
W ogłoszonym w 1930 r. Pamiętniku dra Benedykta Dybowskiego od roku 1862 zacząwszy do roku 1877 podano szczegóły zabiegów o zmianę miejsca pobytu grupy myśliwsko-kolekcjonerskiej. Przede wszystkim musiał udowodnić, że potrafi wyleczyć chorą dziewczynkę mającą kłopoty z oczyma. W swojej podręcznej aptece miał lekarstwo uniwersum – chininę. Łatwo dostępny był spirytus i ocet. Zdecydował się na przemywanie i kąpiele. Dziecko wyzdrowiało. Później wyleczył dziesiątki chorych w Darasuniu, Czycie (tu m.in. w czasie epidemii tyfusu) i w innych regionach Syberii Wschodniej, zawsze własnymi lekarstwami, zawsze bezpłatnie. Chodził jednak po ziemi. Dlatego odnotował:
„Na dochód z pracy lekarskiej nie liczyłem wiele, bo raz postanowiwszy, że zasadą moją będzie leczenie darmo, pozostawałem wierny tej zasadzie, atoli miałem nadzieję, że uzyskawszy pozwolenie na broń myśliwską, będziemy mogli zdobyć tyle materiału ornitologicznego, iż po sprzedaniu części jego będą pieniądze na dalszą pracę”
Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku I862 zacząwszy do roku 1878, Wyd. Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Lwów 1930, s. 102.
Praktycznie, przy popycie na okazy z dalekiej Syberii, Taczanowski wysłał im wystarczające sumy na utrzymanie się, zwłaszcza gdy znaleźli się osiedleniu, nie otrzymując już tzw. karmowego. Ba, gdy udało im się uzyskać zezwolenie na dłuższy wypad badawczy na Daleki Wschód, pokryli koszty podróży całkowicie z własnych zasobów, odmawiając przyjęcia dotacji warunkowej irkuckiego gubernatora. Bodaj tylko raz Dybowski miał większe kłopoty z przyjęciem honorarium za wyleczenie miejscowego Sybiraka. Kiedy pieniędzy nie przyjął – wpędzono mu do izby, w której pracował – owce…
Przyrodniczy rekonesans badawczy
Przepisy obowiązując zesłańców skazanych na ciężkie roboty były w tym czasie w Rosji jednoznaczne. Utraciwszy wyrokiem prawa stanu niejako automatycznie odzyskiwał je – podobnie jak ważność dyplomu doktorskiego – po zakończeniu odbywania wyroku (w tym przypadku nastąpiło to dopiero w 1877 r.) W tej sytuacji sprzedaż okazów osobliwej fauny, przy znacznym popycie na Zachodzie, stało się podstawą ich dochodów. Otrzymywali niewielkie honoraria za druk doniesień naukowych. Niektórzy wspierani byli przez rodziny z kraju. Jako określona grupa społeczna raczej byli biedni. Z zasady żyli skromnie, alkoholu nie pili.
Benedykt Dybowski wybrał zawód lekarski, bo to ubożejącemu szlachcicowi dawało perspektywy godziwego życia. Od dzieciństwa pasjonował się zwierzętami i uzyskał kwalifikacje nauczyciela akademickiego z tego zakresu. Jako lekarz praktyk pełnił swą powinność głównie w czasie pobytu katorżniczego za Bajkałem, czyli do opuszczenia Darasunu w 1868 r. Leczył ludność miejscową, urzędników, kuracjuszy. Niemal zawsze z sukcesem. Przez kilka miesięcy w 1869 r., będąc już na osiedleniu w Kułtuku, na polecenie władz odbył kilkumiesięczną podróż na Daleki Wschód w rządowej komisji inspekcyjnej gen. Iwana G. Skołkowa. Chętnie skorzystał z nadarzającej się okazji, bowiem mający uczestniczyć w tym wyjeździe lekarz – zesłaniec (z pozwoleniem na praktykę zawodową) dr Józef Łagowski ciężko zachorował. Do obowiązków Dybowskiego należało opatrywanie rany po amputacji ręki generała. Z pewnością był dobrze opłacany. Dodatkowo wyjazd traktował jako przyrodniczy rekonesans badawczy.

Chinina, spirytus i ocet
Jak na krainę położoną z dala od wyższych szkół lekarskich w drugiej połowie XIX w. Syberia miała stosunkowo dobrze zorganizowaną służbę medyczną. Wykształceni w wojskowych akademiach medyko-chirurgicznych oraz na wydziałach medycznych uniwersytetów absolwenci na ogół byli stypendystami rządowymi – tym samym znaleźli się –tu dobrowolnie. W samej Czycie było ich kilku, w tym bodaj trzech Polaków. Starali się wspierać w pracy z chorymi, przede wszystkim prosić Dybowskiego o pomoc w przypadkach szczególnie kłopotliwych.
Jeden z przypadków, w leczenie którego był zaangażowany Dybowski podczas pobytu w Zabajkalu, jest interesujący z uwagi na pewne konotacje. Tak to ujął w swym Pamiętniku:
„Ważny urzędnik w Czycie, często podróżujący po okręgu. W czasie rozjazdów wiele razy przeziębiony. Główne jego kłopoty to silne pocenie się w nocy (przy mocnym śnie). Po wysłuchaniu szczegółów dolegliwości, Dybowski zalecił masaż, nacieranie skóry suknem, „[…] a potem lekkie zwilgocenie skóry ciepłą wodą, z dodaniem do niej Chininum muraticum, spirytusu i octu […]”. „[…] takie obmywanie ciała, przy poceniu się wypróbowałem na sobie i na jednym z kolegów swoich w Berlinie z dobrym skutkiem. W dalszym ciągu rozmowy, przyrzekłem, że napiszę do kolegów lekarzy w Warszawie prosząc o poradę w tym specjalnym przypadku. […] upewniłem go, że tu nie ma obawy o «czachołkę». (Opis szczegółowy choroby pana Isprawnika przesłałem listownie Taczanowskiemu do Warszawy, prosząc o radę prof. Chałubińskiego)”.
Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku I862 zacząwszy do roku 1878, Wyd. Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Lwów 1930, s. 118-119.
Domyślamy się, że tego rodzaju listów było więcej, a wymiana nazwiska kustosza uniwersyteckiego przyspieszało dotarcie listów do adresata.
Dodajmy, że chinina, spirytus i ocet to u Dybowskiego podstawowe środki lecznicze chorób pospolitych – z dodatkami masaży i kąpielami. Nie wszystkich uratował od zgonu, ale wielu z pewnością.
…wykonałem operację, wypalając rozpalonym żelazem…
Przywołane przypadki leczenia pacjentów raczej wskazywały na następstwo zaniedbań natury higienicznej. Stąd przy wymienionych medykamentach skutki były zawsze pozytywne. Podobno Dybowski przeprowadził poważną operacje, choć do czynności chirurgicznych odnosił się niechętnie. Sam raczej nie chorował na Wschodzie. Ba, nawet podczas wędrówki do Irkucka miał ostatecznie pożegnać się dolegliwościami z więzienia w Warszawie. Bodaj dwa razy zachorował jego najbliższy towarzysz z zespołu badawczego. Jeden z przypadków miał miejsce w czasie drogi z Darasunia do Irkucka w 1868 r. Kiedy zatrzymali się na nocleg w Wierchnieudińsku, ich pies Dunaj pogryzł ręce Godlewskiemu. Wścieklizna. Oto zapis z wydarzeń na jednym z przystanków:
[…] wykonałem operację, wypalając rozpalonym żelazem, wszystkie liczne ranki na rękach Godlewskiego. Następnie przyłożyłem na każdą rankę nieco maści wizykatoryjnej i plaster lepki, obandażowałem starannie ręce i byliśmy pewni, że następstw żadnych z ukąszenia nie będzie […] Godlewski zażywał przez pewien czas małe dozy chininy i ten groźny na razie wypadek skończył się pomyślnie”
Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku I862 zacząwszy do roku 1878, Wyd. Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Lwów 1930, s. 284-285.
Słowem proza zawodu lekarskiego, dająca jednak obraz lecznictwa „ratunkowego” na Syberii w tym czasie.

***
Dokumentacja archiwalna posługi lekarskiej Dybowskiego w czasie zesłania praktycznie nie istnieje. To, co mogło się zachować w Czycie (dotyczy pobytu w Siwakowej, Czycie i Darasuniu), dokumentuje najwyżej pozwolenie na różne wyjazdy z przepisanego miejsca pobytu (np. wyjazdu z uzdrowiska do stolicy regionu dla stłumienia epidemii). W archiwach Irkucka musi być dokumentacja wyjazdu w 1869 r. na Daleki Wschód w składzie komisji gen. Skołkowa, bo jego wyjazd miał jednoznacznie charakter lekarski. Cząstkowe amnestie zmniejszyły 12-letni wyrok do lat czterech. Na osiedleniu w Irkucku zaliczony został do grupy rzemieślników, co oznaczało przynależność do stanu mieszczańskiego. Łatwiej dostawał zezwolenia nawet na dalekie wyprawy, ale prawa posługi lekarskiej – oficjalnie – nie miał. Zachowała się, zwłaszcza w Czycie, bardzo bogata dokumentacja archiwalna odnośnie pomocy udzielanej przez miejscową administrację oraz władze Cesarskiego Rosyjskiego Towarzystwa Geograficznego w przesyłaniu okazów fauny wysyłanych do warszawskiego Gabinetu Zoologicznego, co wiązało się z wpływem do kasy zesłańców określonych sum, a w konsekwencji na ich znaczną ruchliwość terenową, także na wschód.
Klasyk hydrobiologii światowej
Lata 1864–1877 – w odbiorze interesujących się losami Dybowskiego i jego najbliższych współpracowników (poza tymi, którzy byli w Siwakowej i Darasuniu, w zespole irkucko-kułtuckim od 1868 r. szczególnie aktywni byli także Władysław Księżopolski, Jan Czerski, Feliks Zienkowicz i Józef Kalinowski) – są okresem studiów limnologicznych. Główny obiekt badawczy to akwen jeziora Bajkał, który okazał się bogaty w faunę, a przy tym w głębi urozmaicony morfologicznie. Wykonano mapy dokumentujące, sondując dno zawsze z powierzchni lodu. Rozwiązano zagadkę głębokomorskiej ryby gołomianki, której masowe ginięcie związane było z jej żyworodnością, a nie gazami naturalnymi.
Talenty techniczne Wiktora Ignacego Godlewskiego okazały się istotne. Aparaty, które wykonał w kuźni w Kułtuku, umożliwiły nawet pobieranie próbek z dna jeziora. Opracowanie Dybowskiego i Godlewskiego z 1870 r. pt. Etiudy u jugozapadnoj okoniecznosti Bajkała. I. Fiziko-geograficzeskije zamietki, to początek nowoczesnej limnologii syberyjskiej (nb. wyróżniono autorów małymi złotymi medalami CRTG). Monografia Dybowskiego z 1874 r. Beiträge zur näheren Kenntnis der in dem Baikal-See vorkommenden niederen Krebse aus der Gruppe der Gammarden stanowi historyczny początek intensywnego rozpoznania świata organicznego tego fenomenu przyrody.
Pozostał klasykiem hydrobiologii światowej. Gromadzone na Syberii okazy przesyłał do znanych centrów naukowych Europy, gdzie stały się podstawą znaczących studiów specjalistycznych. Wyróżniano Dybowskiego za to przez lata. W 1928 r. nawet Akademia Nauk ZSRR mianowała go swoim członkiem zagranicznym.
Niełatwy, dobry i bezinteresowny
Czuł się Dybowski (i był) zoologiem. Stąd przed aresztowaniem w 1864 r. z Chałubińskim – lekarzem i wybitnym botanikiem – opracowali „plan awaryjny” zajęć na Syberii, gdyby realizacja posługi lekarskiej nie dawała możliwości zarobku na utrzymanie. Ułożony w Warszawie plan realizował konsekwentnie, od 1868 r. organizując w Kułtuku prywatną stację badawczą. Z treści wspomnianego Pamiętnika wynika, że nie był człowiekiem „łatwym”, choć zawsze dobrym i bezinteresownym. Wszyscy jego współpracownicy pozostali jego bliskimi przyjaciółmi, także po powrocie do Europy.

***
Nakreślona sylwetka Benedykta Dybowskiego, skazanego na 12 lat na ciężkich robót i późniejsze osiedlenie na Syberii pod nadzorem policji jest obrazem człowieka sukcesu, a zarazem względnie liberalnych stosunków w zauralskiej Rosji lat 60. i 70. XIX w. Prawdziwość relacjonowanych faktów jest bezdyskusyjna, bo ją zweryfikowano źródłami archiwalnymi oraz wspomnieniami zesłańców. Pamiętać jednak trzeba, że nieoficjalny status Dybowskiego był szczególny. W pierwszym etapie studiów w Dorpacie (dziś Tartu w Estonii) poznał wielu światłych uczonych, którzy w latach późniejszych zajmując wysokie stanowiska w administracji, szkolnictwie i Rosyjskiej Akademii Nauk, wpierali go pomocą i radą.
Z pewnością jednak Dybowski nie czuł powołania lekarskiego, jak np. Chałubiński. Mimo to potrafił, dysponując ograniczonym zestawem lekarstw, wyleczyć nawet bardzo ciężkie przypadki. Był przede wszystkim człowiekiem życzliwym dla innych, niezależnie od ich statusu społecznego, narodowości czy religii.
Miał szczęście do ludzi
Niewątpliwie miał dużo szczęścia w doborze współpracowników. Ale posiadał też umiejętność oceny lokalnych uwarunkowań społecznych. Miał np. zawsze stosowne ubranie, gdy wybierał się z wizytą do gubernatora (pamiętajmy, że był wtedy zesłańcem). Te i inne względy zdecydowały, że po zakończeniu katorgi mógł znaleźć się w Irkucku w grupie osiedleńców jako rzemieślnik. Łatwiej mu było współpracować z miejscowym oddziałem CRTG i wyjednać możliwość założenia stacji badawczej w Kułtuku nad Bajkałem (nb. także miejsce wakacyjnego wypoczynku dla wielu zesłańców mieszkających w Irkucku).
Wśród tych, których Dybowskiemu udało się wciągnąć do „kółka kolekcjonerskiego” w Darasuniu był także Aleksander Czekanowski, później wybitny geolog syberyjski. Na osiedlenie skierowano go do zapadłej wsi w dolinie Angary opodal Bracka. On i jego koledzy, bez własnych środków na utrzymanie, skazani byli na śmierć. Dybowskiemu udało się zorganizować im pomoc, a niebawem samego geologa przenieść do Irkucka, gdzie pracował naukowo w Muzeum CRTG. Tamże, znów z czynnym udziałem Dybowskiego (i Czekanowskiego) zatrudniono genialnego samouka – Jana Czerskiego. Takich wybrańców losu było jednak niewielu. Liczni zesłańcy, pozbawieni pomocy od pozostałych w kraju rodzin, często marli z głodu. Są różne szacunki liczby tych, którzy zza Uralu nie wrócili do kraju. Mieszczanie i wieśniacy w masie swojej wtapiali się w tamtejszą społeczność. Prawdopodobnie tylko trzecia część przedstawicieli szlachty zdołała pokonać bariery (m.in. finansowe) powstrzymujące przed decyzją podróży do kraju, a i tam niektórzy mieli trudności z adaptacją.
Rozstawałem się z Syberią w głębokim smutku…

Swój pamiętnik Dybowski zakończył następująco: „Wyjeżdżając [z Godlewskim], pozbyliśmy się niepotrzebnych rzeczy, a zarazem koni – te kupił Księżopolski za pożyczone przez [Henryka] Wohla pieniądze, ma je spłacać częściowo. Czerskiemu darowałem swój «Benesch und Wasserlein». On wiernie mnie służył podczas badań nad fauną Bajkału, kosztował mnie przed laty 80 rubli srebrnych. Te dała mnie siostra moja Kotowiczowa, a kupił go za granicą w Berlinie mój prof. Reissner. Jedną fuzję darowałem Księżopolskiemu, drugą Czerskiemu. Rozstawałem się z Syberią w głębokim smutku”.
Prof. dr hab. Zbigniew J. Wójcik, geolog i historyk nauk przyrodniczych. Przewodniczący Komisji Badań nad Historią Syberii Komitetu Historii Nauki i Techniki PAN.
Śródtytuły pochodzą od redakcji.
Bibliografia:
Pamiętnik dra Benedykta Dybowskiego od roku I862 zacząwszy do roku 1878, Wyd. Zakład Narodowy Imienia Ossolińskich, Lwów 1930;
Timofiejew M., Prace kolekcjonerskie i badawcze polskich powstańców 1863 r. w Zabajkalu, „Studia i Materiały z Dziejów Nauki Polskiej”, ser. C, z. 21. 1976, s. 41–52.


