Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit

Kolory Sybiru

25/05/2026

Anna Pisula

Motto: Jedyne, co było piękne tam w Kazachstanie, to kwitnące wczesną wiosną na stepach tulipany. Całe stepy, nasączone po zimie wodą, stawały się zielone. Gdy tylko stopniał śnieg, czasami już nawet pod koniec marca zakwitały tulipany, różnego rodzaju, kształtu i koloru. W myślach pytałam siebie: kto je tu posadził?*

Tomasz Zan znalazł się na zesłaniu w Orenburgu w grudniu 1824 r. wskutek wydarzenia, które przeszło do historii pod nazwą „procesu filomatów i filaretów”. Rok później opuścił więzienne mury, trzeba jednak pamiętać, że już od października 1823 r. przebywał w areszcie na wileńskich Łukiszkach. Łącznie oznaczało to dla „Arcypromienistego” półtora roku pozbawienia wolności. Nietrudno wyobrazić sobie, jak duży wpływ wywarło na niego doświadczenie zamknięcia, gdyż w następnych latach, mimo wciąż trudnych przeżyć, zdawał się wręcz chłonąć ogrom nowych wrażeń. Zsyłka stała się dla niego ogromnym wyzwaniem poznawczym. Filomata z zainteresowaniem zbierał obserwacje dotyczące rdzennej naduralskiej ludności, a nad przyrodą tamtych terenów prowadził pogłębione badania entomologiczne, mineralogiczne, botaniczne i geologiczne. Zan, mimo gruntownej edukacji w obszarze nauk przyrodniczych pod kierunkiem braci Śniadeckich, jako absolwent wydziału matematyczno-fizycznego Uniwersytetu Wileńskiego nie posiadał pełnego akademickiego przygotowania do pracy przyrodnika. Reprezentował raczej wciąż oświeceniowy typ odkrywcy, czyli człowieka, który stał się badaczem nieco przypadkiem: „pod wpływem nieoczekiwanego zdarzenia w karierze, spotkania, wypadków politycznych czy pragnienia realizacji młodzieńczych snów”. W niemniejszym stopniu niż do zdobywania informacji na temat otaczającego go świata, przymusowe opuszczenie domu skłoniło Zana do kontemplacji i głębokich refleksji. Ich wyrazem stały się sposoby obrazowania syberyjskiego pejzażu.

Grafika przedstawiająca mężczyznę w futrze
Tomasz Zan w kościele oo. Dominikanów w Połocku. Litografia Paula Petita. www.polona.pl

Przed listopadowym powstaniem

Na szczególną uwagę zasługuje nie tylko miejsce, lecz także moment historyczny, w którym promienisty poeta znalazł się na zesłaniu. Przymusowy pobyt w dalekiej Rosji spotkał już wówczas – do lat 20. XIX w. – niektórych konfederatów barskich i uczestników insurekcji kościuszkowskiej, jednak stworzone przez nich teksty pozostawały w dużym stopniu nieznane. W polskiej kulturze nie utrwalił się jeszcze język opisu syberyjskiego doświadczenia (na to czas przyjdzie dopiero po powstaniu listopadowym, gdy zesłania będą miały charakter masowy), dlatego też Zan nie mógł posłużyć się innymi tekstami jako inspiracją. Jego własne utwory prozatorskie, analizowane w tym artykule, również zresztą nie współtworzyły intelektualnej atmosfery epoki. Listy od niego otrzymywali, rzecz jasna, tylko określeni adresaci, natomiast dziennik został wydany dopiero w 1929 r., dzięki pracy Marii Dunajówny. Dla zrozumienia momentu dziejowego, w którym rozpoczęła się zesłańcza twórczość Zana, należy też pamiętać, że nastroje polityczne do 1823 r. były dużo łagodniejsze niż w późniejszych latach, zwłaszcza tych następujących po powstaniu listopadowym. Polscy twórcy, mimo oczywistej świadomości zaborów, rzadko wyrażali wówczas silną wrogość wobec cara bądź państwa rosyjskiego. W atmosferze intelektualnej lat 20. XIX w. nie było jeszcze miejsca chociażby na mickiewiczowski mesjanizm. Zesłańcy tacy jak Zan nie mogli więc postrzegać swoich przeżyć przez jego soczewkę, jednak oni również wypracowywali sposoby przekraczania bolesnego doświadczenia i poszukiwania w nim znaczeń, zarówno realnych, jak i transcendentnych. Na sposób, w jaki robili to „rówieśnicy Mickiewicza”, wywierało wpływ ich pokoleniowe doświadczenie dwóch epok. Pamiętając więc o oświeceniowym wychowaniu Zana i nie przesądzając jednoznacznie o jego przynależności do formacji romantyków, chciałabym w tym tekście pokazać, jak bardzo ustalenia dotyczące dróg romantycznej teorii poznania przydają się przy analizie tekstów tego twórcy – i jak ogromnie jest przy tym Zan indywidualny w nadawaniu sensu swojemu przeżyciu.

„Na kolor fioletowy nie jest oko romantyka czułe”?

Świat, który filomacki zesłaniec zobaczył po opuszczeniu więziennych murów, różnił się znacząco od tętniącego życiem uniwersyteckim Wilna. Ufortyfikowany Orenburg całą swoją architekturą przypominał wielkie więzienie. Stanowił obszar pograniczny, łączący Europę z Azją, co potęgowało wrażenie obcości. Dla precyzji wywodu należy zaznaczyć, że zesłanie Zana nie mieściło się w obrębie zesłań syberyjskich w sensie ściśle geograficznym – Orenburg stanowił jednak część Syberii w rozumieniu epoki. Sam Joachim Lelewel w 1831 r. relacjonował: „Tomasz Zan […] osadzony na rok do więzienia na Siberii w Orenburgu, dotąd jest w tym mieście więźniem”. Pobyt Zana w tym mieście rozpoczął się od traumy osadzenia w twierdzy, wśród przestępców kryminalnych, w ciemności i zaduchu. Nic dziwnego więc, że po odzyskaniu wolności szukał ukojenia w świecie przyrody, za którą tęsknił podczas długiej izolacji, gdy pisał „jak to mile więźniowi wśród duszności śnią się gaje i kwiaty”. Jego szczególny stosunek do natury znalazł wyraz w opisach krajobrazu. Jak twierdziła Alina Kowalczykowa, „krajobraz Sybiru został zaanektowany przez pisarzy jako szczególnymi więzami z Polską spojony, przesycony polskim duchem i historią”; „Polskę – podkreślała badaczka – widywali romantycy w każdym pejzażu – gór, stepu, Syberii” . Podobnie uważał Jan Trynkowski, według którego zasadą łączącą opisy pejzażu i przyrody sporządzane przez polskich zesłańców syberyjskich jest odnoszenie wszelkich spotkanych zjawisk do oddalonej ojczyzny. […]

Kolorowa akwarela przedstawiająca miasto na stepie
Orenburg, 1849 r. Akwarela autorstwa Bronisława Zaleskiego. Zbiory Muzeum Pamięci Sybiru

Tym bardziej przykuwa uwagę, że opisy Zana odróżniają się od najbardziej rozpowszechnionego wzorca doświadczania i opisywania Sybiru. Filomata nie tylko Syberię dostrzegał, lecz nawet ją kontemplował i znajdował w niej dobro, czego wyrazem stały się opisy krajobrazów zapisywanych na kartach dziennika i korespondencji. Widać w nich szczególny stosunek do natury. Postrzegane przez Zana pejzaże przekraczały opozycję „swój” – „obcy” oraz „znajomy” – „egzotyczny”; nie zawsze też dumania nad przyrodą prowadziły Zana w stronę refleksji nad zesłańczym losem. Jako przykład posłużyć może następujący fragment z prowadzonego na zesłaniu dziennika:

Chociaż dalekich i nowych przedmiotów postrzec dla ciemności powietrza nie można było, przecież stepy, nową zielonością okryte i tchnieniem wiosny ożywione, miłe wrażenie czyniły. Jechaliśmy na południe do Azelu, równoodlegle od gór. Złociły się stepy wyższe srebrnikiem – potentilla, a drogi żółtą cykorją, doliny – jaskrem obficie, czasami też tulipanami leśnemi, gdzie niegdzie fioletowy lub paljowy maleńki irys.

T. Zan, Notatka z 7–11 maja 1829 roku, w: idem, Z wygnania. Dziennik z lat 1824–1832, oprac. M. Dunajówna, Wilno 1929, s. 169.

Bogactwo dostrzeganych przez Zana barw jest nieprzeciętne, co słusznie podkreślali Zbigniew Sudolski, a później Paweł Sobol. Autor dziennika przedstawiał kolory w niezwykle różnorodny sposób. Konfrontacja opisów Zana z rozprawą Stefanii Skwarczyńskiej na temat barw w czasach romantyków pozwala jeszcze bardziej docenić jego oko do kolorów. Wybitna badaczka rozważała międzyepokowe zmiany w postrzeganiu barw. Stanowiły dla niej kwintesencję procesów zachodzących między autorem tekstu a jego odbiorcą, w przypadku gdy dzieli ich, czasem złudnie niewielki, dystans czasowy. […]

Jeśli zwiastunem romantyzmu rzeczywiście było zwiększenie wrażliwości na doznania kolorystyczne, to Zan stanowił znakomity przykład przedstawiciela tej formacji. Pod względem postrzegania konkretnych barw wyłamywał się jednak ze swojej epoki. Skwarczyńska zauważała bowiem:

Na kolor fioletowy nie jest oko romantyka czułe; dziś w całokształcie naszej kolorystycznej wrażliwości odgrywa on bardzo wielką i samoistną rolę. […] Odkrył go jednak właściwie impresjonizm. Przed nim był wartością jakby niedostrzeganą. Poeci romantyczni słabo go odcinali od tonów niebieskich; zlewał się niemal z nimi.

S. Skwarczyńska, Wartość treściowa kolorów w romantyzmie a dzisiaj: na tle badania relacji między
twórcą a odbiorcą
, „Pamiętnik Literacki” 1932, nr 3–4, s. 284
Fotografia pustej przestrzeni w kolorze fioletowo-różowym
Zimowy, kazaski step po południu. Fot. M. Zwolski

Tymczasem u Zana również fiolet odgrywał istotną rolę, co można dostrzec w następującym fragmencie dziennika: „Przechadzka na górę za młyn. Irysy kwitną koloru fioletowego, jedne bliżej do błękitu, drugie do czerwoności, paljowego i z ciemnawemi na odgięciach owalkami” . Jeśli więc zawierzymy obserwacjom Skwarczyńskiej, powinniśmy uznać, że Zan miał nieprzeciętną, prekursorską w swojej epoce zdolność odróżniania zbliżonych do siebie barw – takich jak fiolet, przechodzący miejscami w czerwień, a kiedy indziej w błękit. Odnotowywał też istnienie w przyrodzie tak nieoczywistych kolorów jak chociażby „seledynowy” lub cytowane wcześniej „błękitny” i „paliowy”. W świetle mitu Syberii nie jest to bez znaczenia. Poprzez kolory Zan tworzył bowiem zupełnie inny jej obraz niż zostanie skonstruowany niebawem w III części Dziadów Adama Mickiewicza i Anhellim Juliusza Słowackiego, które syberyjski pejzaż zdefiniują przede wszystkim poprzez biel. […] Wielobarwna Syberia Zana to przykład obrazu tej ziemi jeszcze sprzed utrwalenia się w latach 30. XIX w. konwencji postrzegania jej jako krainy pustej, białej, rozległej i pokrytej śniegiem. […]

Fotografia przedstawiająca zaśnieżoną przestrzeń i błękitne niebo
Step zimą. Fot. M. Zwolski

Bogactwo wizualnych wrażeń w opisach Zana miało szczególną postać. Tak różnorodny świat zacierał granice między obiektami, tworząc z nich obraz niczym niezakłóconej całości. Dla Zana zachwycająca była płynność między kolorami tworzącymi pejzaż. Fascynacji tej dowodzą używane przez autora dziennika określenia, takie jak „rozpływać się” oraz „przechód jednej od drugiej barwy”:

Raz całe niebo chmurą przeświecającą się jest okryte, na stronie zachodniej ciemną i gęstą, od jej brzegu prostopadle zawieszona biała rozpływa się [wszystkie podkreślenia – A.P.] rzeka, która nieznacznie czerwienieje za zbliżaniem się niewidzialnym słońca, która na koniec wychodzi, rzuca słabe czerwone promienie na zasmucone niebo, kilka minut kąpie się rozżarzone i niknie, rzeka się zapala, czerwienieje, czyni się złotą, srebrną, błękitną i ciemną. Co za wdzięczny i opisać się nie mogący przechód nieznaczny jednej do drugiej barwy.

T. Zan, Notatka z 5–8 marca 1825 roku,w: idem, Z wygnania. Dziennik z lat 1824–1832, oprac. M. Dunajówna, Wilno 1929, s. 50.

Zan próbował odmalować słowem naturę, stosując znaną z techniki impresjonistów zasadę rozmywania konturów poszczególnych obiektów. To przejścia między elementami przyrody stawały się dla niego najważniejsze. Zacierał granice rozdzielające poszczególne obiekty, a jego opis kolorów koncentrował się na całym, rozpościerającym się przed oczami pejzażu. Kluczowym słowem dla oddania stosunku filomaty do natury jest „całość” – rozumiana jako współistnienie i harmonijny związek wszystkich elementów krajobrazu. […]

Droga polna
Kazachski step latem. Fot. J. Szewczyk

Syberyjska droga (samo)odkrycia

Barwy stanowiły ważny obszar w koncepcjach romantycznego poznania. Znamienne, że antologia na temat romantycznej epistemologii autorstwa Marii Cieśli-Korytkowskiej zaczyna się właśnie od historii pewnej polemiki w sprawie koloru. Teoria kolorów Johanna Wolfganga Goethego – ponieważ właśnie to dzieło wyznaczyło zdaniem badaczki dyskusję – wyrażała sprzeciw poglądowi reprezentowanemu przez Isaaca Newtona, uznającemu barwę za właściwość rzeczy samej w sobie. Autor Fausta podkreślał znaczenie podmiotu poznającego, który nie odbiera świata w sposób obiektywny, lecz nadaje mu właściwości, a postrzegając rzeczywistość, jednocześnie ją stwarza. Tym samym wrażenia optyczne świadczą o patrzącym w nie mniejszym stopniu niż o kontemplowanym obiekcie. Ślady takiego myślenia zostały wyrażone również przez Tomasza Zana. Filomata pisał wprost, że obrazy postrzegane przez zmysł wzroku przybierają kształty, ponieważ zostają w szczególny sposób zinterpretowane przez duszę:

Oko samo nie jest w stanie odróżnić wielu razem wrażeń od mnóstwa przedmiotów, czyni to dusza przez porównanie i wrażeń w oku uczynionych, i wrażeń przez inne myśli odebranych. Takim sposobem tworzy się pojęcie o wielości i odległości, a nawet o ich wielkości.

T. Zan, Obejrzenie ziemi [i ludzi], w: Archiwum filomatów …, s. 104.

Zatem to nie oko, lecz dusza przetwarzała recypowane wrażenia i nadawała im właściwość. […] Wrażenia kolorystyczne opisywane przez Zana stawały się szczególnie intensywne, kiedy kierowały jego wzrok w stronę nieba:

Najmilsze chwile − przypatrywanie się zachodzącemu słońcu, co dzień rozmaitemu: już przez mgłę i ciemne chmury słup tylko ognisty zapala w okrąg siebie obłoki, już we mgle rozżarzony okrąg daje się oku widzieć, niknie zostawując po sobie jasność czystą czerwoną przezroczystą − już nad sobą rozciągniony obłok zapaliwszy, jasne, zarumienione kąpie się w złotem przezroczystej jasności, od której białe obłoczki zewsząd wiszące rumienią się, a cały widnokrąg pokrywa się różem.

T. Zan, Notatka z 11–15 lutego 1825 roku, w: idem, Z wygnania. Dziennik…, s. 45.
Fotografia zachodu słońca nad stepem
Zachód słońca nad kazaskim stepem. Fot. J. Szewczyk

Obserwacje zachodów słońca i zachwyt tym zjawiskiem wyrażany w dzienniku Zana został już zauważony przez Zbigniewa Sudolskiego. Badacz doszukiwał się przyczyny Zanowej fascynacji w tęsknocie za domem, podkreślając, że zesłaniec w konstrukcji opisów „zwrócony jest zawsze na Zachód” . Taka fascynacja zachodem słońca była, zdaniem Jana Trynkowskiego, powszechna wśród zesłańców. Można jednak wskazać jeszcze jedną bardzo prawdopodobną przyczynę, dla której „najmilsze chwile” Zana są związane właśnie z obserwacją tego zjawiska astronomicznego. Jak starałam się wcześniej pokazać, w rozmyciu, „rozpływaniu się” kolorów filomata znajdował ogromną wartość – wizualną oznakę harmonijnego związku wszelkich elementów przyrody ze sobą. Zachód słońca natomiast był szczególną chwilą w ciągu dnia. Wtedy bowiem, za sprawą rozlewających się barw, można było zaobserwować związek całej natury z niebem. Dla Zana-chrześcijanina stanowiło to przejaw obecności sfery sacrum ujawniającej się właśnie w fenomenach natury. Podobnym momentem był wschód słońca. Cały pejzaż mienił się wtedy kolorami pochodzącymi od nieba:

Nim się zebrali i urządzono siedm sań, kontemplowałem wschód słońca. Mróz był wielki, chmury i mgły różne brały przemiany i kolory od promieni. Słup biały ukazał się w górę nad słońcem, wznosił się, jaśniał i rozwiał się z chmurą. Dwie tęcze, jak dwie kolumny, stały przed górą, a między drugie góry wykradłszy się, błyszczały na śniegu.

T. Zan, Notatka z 1–15 grudnia 1829 roku, w: idem, Z wygnania. Dziennik…, s. 151.

„Rozwianie” i „wkradanie się” kolorów kolejny raz pokazuje najbardziej fascynujące Zana zjawisko: subtelne pojawianie się barw, ich wzajemne wpływanie na siebie i łączenie łagodnym rozmyciem poszczególnych obiektów. Wschody i zachody słońca były dla filomaty tak ważne, że – jak wyznawał w liście do Adama Mickiewicza – wspinał się na góry i schodził z nich, by, „odmieniając wysokości postrzegania”, przedłużyć chwile obserwacji interesującego go zjawiska.

Podobnie zresztą Zan opisywał słońce jeszcze przed zesłaniem, co jest istotne, zdaje się bowiem przeczyć łatwo nasuwającej się hipotezie, że doświadczenie Syberii stanowiło dla niego przełom, impuls do zmiany w postrzeganiu świata. […]

Zwraca zatem uwagę ciągłość twórczości Zana. Opisy zorzy oraz zapadającego wieczoru są niemalże identyczne zarówno przed przymusowym opuszczeniem ojczyzny, jak i po tym wydarzeniu. Trudno jest więc przypisać Zanowi ten sam stosunek do przemian nieba, jakim zdaniem cytowanych wcześniej badawczy cechowali się często syberyjscy zesłańcy. Nie wydaje się bowiem, by to zwrócenie wzroku ku Polsce było jego największą motywacją. Wschód słońca nie był dla Zana mniej ważny od zachodu. Obie te chwile zostawały w bogaty (i podobny) sposób opisane, w dodatku bardzo podobne fragmenty można znaleźć jeszcze w tekstach sprzed zesłania, choć na pewno zjawiska te percypowane na Syberii różniły się od doświadczanych jeszcze w ojczyźnie. Zdaje się, że sensu tych zjawisk Zan dopatrywał się właśnie w cechach najbardziej przez siebie eksponowanych – barwach rozlewanych przez słońce na cały świat przyrody. Pod tym względem zadziwiająca jest konsekwencja Zana. Najlepiej ilustrują ją jego własne słowa, padające w liście do Onufrego Pietraszkiewicza:

Jestem jakby hojdający się na harmonii zawieszonej na promieniach, wiesz, jak mile krew bieży, lecąc ku górze, spuszczając się ku ziemi […]. Cóżby ze mną w Petersburgu zrobiono? I na Syberii jedno dla mnie miłe, rozkoszne świeci zorze, słońce, które tak lubimy – nigdy, nigdy nie zachodzi.

T. ZAN, List do Onufrego Pietraszkiewicza z 12/14 grudnia 1823 roku z Wilna, w: Archiwum filomatów,
t. 4: Listy z więzienia
, Warszawa 2000, s. 118.

Powyższy fragment pochodzi z listu napisanego przez Zana jeszcze w wileńskim więzieniu na Łukiszkach. Był to okres, w którym jego dostęp do światła słonecznego był znacznie ograniczony. Poza tym Zan znajdował się wtedy na granicy dwóch etapów życia – po szczęśliwym okresie filomackim, a przed losem wciąż jeszcze nieznanym i niesprecyzowanym, a wobec tego budzącym niepokój. Wtedy właśnie musiał konfrontować się z mglistą, niepewną przyszłością, która mogła przynieść mu wszystko. W powyższym liście „I na Syberii jedno świeci dla mnie słońce” było hiperbolizującym wyznaniem. Uderzające, że kiedy zsyłka nie była już wyobrażeniem, lecz faktem, Zan niezachwianie podtrzymywał swoją pogodę ducha, dla której inspirację stanowiła obserwacja najbardziej interesujących go zjawisk atmosferycznych. Dlatego zesłańczy dziennik przepełniają opisy wschodów i zachodów słońca. Stanowią one cyklicznie powtarzalny rytuał przyrody, niosący metafizyczne przesłanie. Słońce reprezentowało dla Zana nieustanność i wytrwałość przyrody – niewzruszoną wobec podziałów między ludźmi. Każdego dnia rozlewało swoje barwy na kulę ziemską, udowadniając tym samym związek wszystkiego, co się na niej znajduje, z niebem. Wiele mówiący jest wpis w dzienniku, w którym autor zapisków uskarża się na ludzki los, pełen cierpienia, w którym jednak co jakiś czas zdarzają się przebłyski zza zasłony – chwile rozkoszy takiej, jaka jest udziałem raju. Zostają one porównane do kolorów i promieni:

Święte słowa każą mnie cierpieć; widzę i słyszę cierpienia mnie podobnych; niemi mamy kupować przyszłego życia rozkosze, jakie często, choć w słabym promieniu, dają się doświadczyć żyjącej duszy, na chwilę od cierpień wypoczywającej. Jestże to rozkosz umysłu? Nie jestże to dzielność imaginacji, które ubarwia szczęśliwe marzenia wypoczywającego?

T. Zan, Notatka z 16 grudnia 1824 roku, w: Z wygnania. Dziennik…, s. 19.

Zan zacierał granicę między metaforą a dosłownym znaczeniem tych słów, konsekwentnie stosował je bowiem w tym samym kontekście. Promienie i kolory stanowiły dla autora dziennika wręcz epifanię boskiej obecności. […] W czasach przebywania w wileńskim areszcie, poprzedzającym zesłanie, Zan napisał list, w którym znów światło, a także przecież związane ze słońcem ciepło stały się z kolei metaforą wewnętrznego dojrzewania: „Więzienie jest soczewką dla zgromadzenia myśli i natężenia światła i ciepła” . Interesujące Zana pojęcia były drogą dla wyrażenia wszelkiego dobra, towarzyszącego jego doświadczeniom. W chwilach więziennego zamknięcia Zan metaforyzował barwy, światło i ciepło, wiódł refleksje na ich temat. Gdy zaś miał dostęp do świeżego powietrza i otwartej przestrzeni, opisywał swoje konkretne wrażenia optyczne.

Fotografia przedstawiająca wielką płaszczyzne stepu
Kolory stepu. Fot. J. Szewczyk

Poczucie jedności świata, a także połączenie podmiotu z przedmiotem poznania nasuwają skojarzenie z doświadczeniem mistycznym. Kilka lat później sam Zan postulował jednak ostrożność, z jaką należy odnosić się do własnych przeżyć, sprawiających takie wrażenie. Podobne doświadczenie, jak twierdził, może być w rzeczywistości chorobą umysłową lub przejawem zgubnej dumy:

Fanatyzm i pobożność zbyt egzaltowana odwodzą od wyobraźni zdrowych, napełniają pychą wariata, który się rozumie być uprzywilejowanym, powołanym do wysokich przeznaczeń, posłańcem najwyższego, prorokiem, bóstwem nawet; jaka mowa może ściągnąć uwagę jego do rzeczywistości i prawdy od przywidzeń mistycznych i rewelacji jego.

T. ZAN, (Przyczyny chorób zwanych umysłowymi), w: Archiwum filomatów…, t. 2, s. 123.

Ten fragment, pisany w zupełnie innym tonie niż cytowane wcześniej opisy krajobrazu, zdaje się potrzebnym uzupełnieniem tematyki wrażeń mistycyzujących. Jest bowiem jedynym znalezionym przeze mnie fragmentem twórczości Zana, który o takich doświadczeniach traktuje wprost. Jak zasugerował Zbigniew Sudolski, potrzeba napisania cytowanej tu rozprawy – a jest to rozprawa o pochodzeniu chorób umysłowych – mogła mieć źródło w zmartwieniach Zana jego własnym stanem psychicznym. Tym bardziej więc należy przypuścić, że autor rozważań byłby bardzo ostrożny w przypisywaniu sobie doświadczeń supranaturalnych. Zbigniew Sudolski datował ten tekst na lata 1841–1843, a zatem na ponad dekadę później niż przytaczane dotychczas fragmenty. Czy należy widzieć w nim rezygnację Zana, gorzką autorefleksję, towarzyszącą podsumowaniom pobytu na Syberii (Zan wrócił na Litwę właśnie w 1841 r.)? To trudne pytanie, pokazujące zmagania dojrzałego twórcy z oceną własnej percepcji, musi na razie pozostać bez odpowiedzi.

Kolorowe łąki
Step dziś. Fot. J. Szewczyk

Syberia – miejsce samopoznania

Syberia w wydaniu Tomasza Zana stawała się więc miejscem głębokiego samopoznania. Poszukiwanie przez niego trwałych i cyklicznych punktów na świecie prowadziło do przekroczenia zesłańczego położenia – wobec natury filomata nie postrzegał bowiem siebie jako obcego, lecz jako stanowiącego część jednego, harmonijnego świata. Sposób opisywania przez Zana syberyjskiego pejzażu był więc sposobem ekspresji jego indywidualnego przeżycia duchowości, w którym dominowało dostrzeganie jedności i harmonii świata. Nie zawsze spoglądał on za zachodzącym słońcem w stronę ojczyzny; najczęściej poświęcał się kontemplowaniu w tym słońcu głębokich metafizycznych prawd.

Anna Pisula – doktorantka w Szkole Doktorskiej Nauk Humanistycznych Uniwersytetu Warszawskiego. Absolwentka filologii polskiej (mgr) i iberystyki (lic.) na Uniwersytecie Warszawskim.

Od Autorki: Artykuł z serdecznością i wyrazami szacunku dedykuję Pani Danucie Komorowskiej i pamięci Jej Mamy, Lucyny Ożarowskiej. Podczas konferencji, po wygłoszeniu przeze mnie referatu, Pani Danuta powiedziała mi, jak bardzo przeżycia Zana przypominają Jej opowieść własnej Mamy – Sybiraczki. Była to najcenniejsza reakcja na treść wystąpienia, jaka mogłaby mi się przytrafić. Chciałabym poprzez dedykację wyrazić wdzięczność za piękną rozmowę i możliwość usłyszenia Pani historii.

Pełna wersja artykułu wraz z przypisami została opublikowana w: A. Pisula, Romantyczne postrzeganie świata poprzez kolor. Syberia oczami Tomasza Zana, w: Syberia i Polska, miejsca wspólne w literaturze i historii, red. M. Dąbrowska, P. Głuszkowski, M. Wyrwa i inn., Białystok 2024, s. 170–184.

*D. Ożarowska, Tulipany [Wspomnienie], w: D. Komorowska, Upragniona kromka chleba. Wspomnienia z Kazachstanu, Wrocław 2020.