Ivonna Nowicka
Losy polskich Sybiraków stały się w Iranie kanwą filmów dokumentalnych, spektaklu teatralnego, filmu fabularnego, a nawet serialu oglądanego przez miliony ludzi. Skąd wzięło się tak ogromne zainteresowanie tym zagadnieniem?
W hołdzie narodowi irańskiemu na którego gościnnej ziemi znalazło ratunek 121000 Polaków w tym prawie 20000 dzieci. W 1942 roku Iran przyjął i ocalił polskich tułaczy deportowanych w latach 1939–1941 przez NKWD z Kresów Wschodnich II Rzeczypospolitej w głąb Związku Sowieckiego.
Fragment inskrypcji wyrytej na tablicy przy ul. Władysława Andersa w Warszawie
Rzędy identycznych nagrobków
W 1970 r. zmarł ojciec jednego z moich przyjaciół, nestorianin. Pochówek miał się odbyć na Cmentarzu Chrześcijańskim na Dulabie. Ze względu na przyjaciela poszedłem na ten pogrzeb. Po jego zakończeniu trochę się rozejrzałem. Uwagę moją zwróciły ciągnące się rzędami identyczne nagrobki. Zacząłem czytać epitafia, a tu dziwne imiona. Jesteśmy bardziej obyci z imionami zachodnioeuropejskimi, a te brzmiały mi jakoś obco. Zwróciłem uwagę na wiek i okazało się, że w jednym grobie leży roczne dziecko, w drugim – osiemdziesięciolatek. Zainteresowało mnie to. Spróbowałem się dowiedzieć, jaka też historia się za tym kryje. Ksiądz, odprawiający wcześniej ceremonię pogrzebową, wyjaśnił mi, że to Polacy, którzy znaleźli schronienie w Iranie podczas wojny i mieszkali tu do 1945 r. Temat mnie zaintrygował.
Tym zaintrygowanym mężczyzną był nie byle kto: kreatywna i wrażliwa dusza, irański reżyser, kompozytor i literat Chosrou Sinai (1941–2020). Zaś efektem jego zaintrygowania stał się pełnometrażowy film dokumentalny „Zaginione requiem” (znany też u nas jako „Zagubione requiem”) o polskich uchodźcach wojennych w Iranie. Otwiera go plansza z napisami w językach angielskim i perskim następującej treści: „Niniejszy film powstawał w latach 1971–1983 dla upamiętnienia tych uchodźców, dzieci, kobiet i mężczyzn, którzy trafili do Iranu podczas II wojny światowej, a ich imiona, widniejące na niezliczonych nagrobkach, pozostają jedynym śladem historycznej tragedii”.

Sinai dotarł do archiwalnych kronik z przybycia Polaków do Iranu i odszukał osoby, które znalazły tam ocalenie. Ukazał sceny z życia Sybiraczki Anny Borkowskiej oraz mszę w języku polskim w teherańskim kościele katolickim z 1975 r. Na samym początku był nawet z kamerą w Nowej Zelandii, dokąd w 1944 r. wyruszyła z Isfahanu grupa siedmiuset trzydzieściorga trojga polskich sierot i półsierot wojennych wraz ze swoimi opiekunami. Uczestniczył tam w uroczystości trzydziestolecia ich przybicia do Wellington i nagrał historie kilkorga z nich, w tym koleżanki Ady Fighiery-Sikorskiej (1929–1996), córki generała Franciszka Sikorskiego zamordowanego w Charkowie w ramach zbrodni katyńskiej. Odwiedził z kamerą Isfahan, gdzie od wiosny 1942 r. do października 1945 r. mieściły się sierocińce, tzw. „zakłady” dla około dwóch i pół tysiąca polskich półsierot i sierot wojennych. Reżyser nie próbował natomiast wybrać się do Polski, co teoretycznie pozwoliłoby mu wkomponować materiały zdjęciowe także stąd i tu także odszukać świadków historii. Tłumaczy się to niesprzyjającym atmosferą wobec afiliacji z Blokiem Wschodnim w Iranie, a władze PRL-u niechętnie widziałyby produkcję, rzucającą negatywne światło na „wielkiego przyjaciela narodu polskiego” – Związku Sowieckiego. Sinai uobecnił za to Polskę w inny sposób. Włączył do ścieżki dźwiękowej polskie piosenki oraz utwory Fryderyka Chopina. Za lejtmotyw obrał „Zabłąkanego kujawiaczka”. Bardzo możliwe, że właśnie od tego tytułu zaczerpnął nazwę swojego filmu. Po persku brzmi ona „Marsije-je gomszode”, gdzie „gomszode” znaczy zarówno „zabłąkany”, jak i „zagubiony”, wyrazy wszak synonimiczne. Z punktu widzenia reżysera tak w filmie, jak i w piosence pojawia się to samo słowo.
Sinajemu udało się stworzyć film rzetelnie osadzony na faktach, a zawiłości polskich losów wojennych wcale nie składają się łatwo w spójną całość ludziom mniej z nimi obeznanym. Zaś nakręcone przezeń kadry to unikalne już dziś ujęcia o historycznej wartości. Tylko że rok ukończenia pracy, 1983, okazał się niefortunny. Zaledwie cztery lata wcześniej Iranem wstrząsnęła krwawa rewolucja, a od trzech lat kraj wiódł obronną wojnę z Irakiem. Film nie doczekał się oficjalnej premiery. Trafił na półki, by dopiero po ponad dwudziestu latach stać się obrazem kultowym w zainteresowanych środowiskach, a w czerwcu 2008 r. przynieść twórcy Krzyż Kawalerski Orderu Zasługi Rzeczpospolitej Polskiej.
Zatrzymajmy się jeszcze chwilę przy owych „rzędach identycznych nagrobków”, o których wspomina Sinai. Wszak to one zainspirowały go do nakręcenia „Zaginionego requiem”, a tym samym w sposób pośredni przyczyniły się do tego, iż do tematyki polskich uchodźców zaczęło po latach sięgać młodsze pokolenie irańskich twórców i twórczyń kina. Chodzi tu o Polski Cmentarz Wojenny w Teheranie, miejsce pochówku 1893 Polaków, którym udało się wprawdzie wydostać z Armią Andersa ze Związku Sowieckiego, ale którzy skutków zsyłki na tę nieludzką ziemię nie przetrwali. Jest on częścią cmentarza katolickiego o powierzchni nieco ponad hektara, który ze swej strony wpisuje się w kompleks nekropolii różnych wyznań chrześcijańskich. Składa się z ośmiu prostokątnych kwater i jak trafnie zaobserwował Sinai, mieści groby zarówno małych dzieci, jak i osób starszych, a konkretnie 508 malców w wieku do pięciu lat oraz czworga Polaków w wieku 81-84 lat (w wyliczeniu nie uwzględniono 56 nagrobków bez informacji o wieku zmarłego). Wszyscy oni odeszli między rokiem 1942 a 1945.
Wraz z „Zaginionym requiem” Chosrou Sinai nie zamknął bynajmniej rozdziału polskiego w swojej twórczości. Cztery lata po jego ukończeniu nakręcił film tym razem fabularny, ale z elementami faktu. To „Przyjaciółka w domu”, obraz osnuty na pierwszych latach w Teheranie Anny Borkowskiej, głównej postaci „Requiem”. Ania przed wojną występowała na deskach wileńskiego Teatru na Pohulance w „krotochwili ze śpiewami” i zawsze pragnęła grać. Sinai zaprosił ją więc do współpracy i stworzył jej możliwość odtwarzania fikcyjnej wersji samej siebie.
Po „Przyjaciółce w domu” Sinai dalej nie zamierzał odchodzić od tematyki polskiej. W obecnym tysiącleciu marzyła mu długo irańsko-polska koprodukcja, historia miłosna o polskich tułaczach w Iranie z nestorem irańskiego aktorstwa, Ezzatollahem Entezamim (1924–2018) w głównej roli męskiej i polską partnerką równej rangi mu do pary. Miał on spotkać po latach swoją dawną miłość z Iranu, polską Sybiraczkę. Niestety nic z tego nie wyszło. Jak wynikało z wyjaśnień Sinajego, Polski Instytut Sztuki Filmowej nie był gotowy zaakceptować scenariusza ze względów konceptualnych. Teraz już ani reżysera, ani aktora nie ma wśród nas…
„Sowieci z litości przygarnęli sieroty”
Pierwsza wzmianka o polskich uchodźcach na kartach literatury perskiej to nowelka „Jereneczka” Bozorga Alawiego (1904–1997) opublikowana w 1952 r. Jereneczka, czyli właściwie Ireneczka, to Polka, która zwierza się narratorowi: „Nie jestem już tą istotą, którą byłam. Stałam się zjawą samej siebie i szukam zjawy ukochanego. Wyrwano ze mnie moje człowieczeństwo. Kiedyś byłam człowiekiem, faszyści mnie zabili”. Faszyści? Ireneczka przebywa w obozie dla polskich uchodźców i ma zostać wysłana do Afryki. W innym miejscu narrator stwierdza: „Zawsze, kiedy widzę młode Polki, przypomina mi się Ireneczka. Zawsze, kiedy mijają mnie te ciężarówki pełne młodych Polek, wyciągam szyję. Ale wiem, że już jej więcej nie zobaczę”. Wszystko się zgadza – chodzi o Polki, które dotarły w czasie wojny do Iranu. Tylko co tu robi wzmianka o tym, że Ireneczka cierpiała z rąk „faszystów”, przez których Alawi rozumie oczywiście niemieckich nazistów? Ani słowa o Syberii, o cierpieniach zadanych przez sowiecką władzę. Ano wiadomo: ta wzmianka przeinacza fakty. Nie chodzi tu nawet o to, że Alawi nie chciał pisać źle o ZSRS. Chodzi o to, że mógł on naprawdę w ten sposób postrzegać powody, dla których Polacy trafili podczas wojny do Iranu. Przeinaczenie to znamienne. Celne światło rzuca na nie uwaga Hanki Ordonówny z jej zbioru „Tułacze dzieci”:
Sowiecki przedstawiciel, obserwujący z daleka, lecz bacznie, tych pierwszych uchodźców polskich z ZSSR, był zły, był bardzo zły. Współczucie, które sieroty budziły u wszystkich, było mu nie na rękę. I oto ukazała się pewnego dnia w prasie perskiej i hinduskiej wzmianka, że rodzice tych biednych dzieci zostali zamordowani przez Niemców, Sowiety zaś z litości przygarnęły sieroty (…).
H. Ordonówna, Sieroce ognisko w: Tejże, Tułacze dzieci, Łomianki 2010, s. 127–128
Otóż to! Rozpoczęta wówczas sowiecka kampania fałszowania faktów okazała się nader skuteczna. Z autopsji wiem, że pokutowała jeszcze w 2000 r. w Uzbekistanie, a i w Iranie można trafić na jej echa. Nałożył się na to fakt, że sami Polacy, ewakuujący się z ZSRS z Armią Andersa, a potem przebywający w Teheranie, mieli przykazane od władz polskich, by nie opowiadać za wiele o głodzie, mrozie, niewolniczej pracy, nieludzkim traktowaniu i wszechobecnej śmierci, których doświadczyli na Syberii. Mogli w ten sposób zaszkodzić rodakom, którzy tam pozostali. Tak więc wyobrażenie z „Jereneczki” o tym, że Polacy, którzy trafili do Iranu – a zatem w domyśle po drodze znaleźli schronienie w ZSRS – to odzwierciedlenie propagandy sowieckiej z lat wojny i powojnia.
Szklane negatywy

Przez kolejne dziesięciolecia wzmianek o Polakach w Iranie było niewiele. Tematyka nabrała za to rozpędu na początku tego wieku. W 2003 r. badacz historii i literatury polskiej Alireza Doulatszahi, autor książki „Lahestanian wa Iran. Polacy i Iran”, tłumaczeń poezji polskiej (wraz z Autorką niniejszego tekstu Ivonną Nowicką) i publikacji o Mickiewiczu, powołał do życia Irański Ośrodek Studiów Polskoznawczych, a w 2011 r. rozpoczęło oficjalnie swoją działalność Stowarzyszenie Przyjaźni Irańsko-Polskiej powstałe z jego inicjatywy. W gronie założycieli znaleźli się najbliżsi krewni jednej z pozostałych w Iranie Sybiraczek Heleny Stelmach (1931–2017). Stowarzyszenie organizowało prelekcje, prezentacje książek o tematyce polskiej, czasem we współpracy z Ambasadą RP w Teheranie. Niezależnie o tego, niestrudzony dziennikarz i publicysta Ali Dehbaszi wzbogacił program kulturalny Teheranu o siedem spotkań poświęconych Polakom i Polsce w ramach swojego cyklu „Bucharskie Wieczory”. Na „Wieczorze poświęconym Iranowi i Polsce” z kwietnia 2013 r. honorowym gościem była właśnie Helena Stelmach, zaś Sinai ogłosił wtedy zamiar nakręcenia filmu fabularnego w koprodukcji z Polską, jak wiemy niezrealizowany.
Zainteresowanie polskimi tułaczami, którzy w tak niepojętych okolicznościach i w tak wielkiej liczbie pojawili się nie wiadomo skąd i dlaczego na ich ziemi, stopniowo narastało wśród Irańczyków, owocując nowymi projektami. Każde kolejne wydarzenie, każde kolejne dzieło ze swojej strony podbijało zainteresowanie i przyczyniało się do lepszej wiedzy. Przyznanie w 2008 r. Orderu Zasługi RP Sinajemu zwróciło uwagę jego rodaków na „Zagubione requiem”, a co za tym idzie na poruszony w nim temat. Rok później ukazała się pierwsza w historii Iranu biografia przedstawicielki wojennych imigrantów Heleny Stelmach pt. „Z Warszawy do Teheranu”.
Szczególnie silnie podziałało jednak coś innego: odbitki ze szklanych negatywów. W 2010 r. ukazał się album fotograficzny z archiwalnymi zdjęciami polskich dzieci i ich opiekunów z Isfahanu, którego angielski tytuł brzmi: The children of Esfahan. Polish refugees in Iran 1942–1945 (Isfahańskie dzieci. Polscy uchodźcy w Iranie 1942–1945). Książka ta zawiera zdjęcia portretowe i grupowe uchwycone okiem profesjonalisty – fotografa Abolgasema Dżali (1915–1979). Swego czasu zaistniały one efemerycznie w formie odbitek, trafiając do rąk osób na nich przedstawionych, a jeśli przetrwały do dziś, to podniszczone i rozrzucone po świecie w rodzinnych zbiorach. Teraz, dzięki książce, po raz pierwszy świat mógł zobaczyć część tych zdjęć. Część, jako że Autorka albumu – Parisa Damandan ujawniła zaledwie około dwustu prac z odkrytego przez siebie w Isfahanie archiwum, na które składa się w sumie około 1100 szklanych negatywów.
Niestety, fotografie umieszczone w albumie nie mają podpisów. Bez pomocy świadków historii, „isfahańczyków”, jak sami siebie nazywają, nie sposób dopełnić imionami tych twarzyczek, często zasnutych powagą zbyt dużą na swój wiek, bardzo często smutnych nawet przy uśmiechu. Oglądając z przejęciem album Maria „Dzidka” Gordziejko, córka Ofiary zbrodni katyńskiej z tzw. listy białoruskiej, na grupowym zdjęciu harcerzy wypatrzyła siebie. Ale nie tylko! Przy niej stoją koleżanka z klasy, przyszła esperantystka Ada Sikorska i jej siostra Marysia, a także Aleksandra „Oleńka” Jarmulska-Rymaszewska, kilkadziesiąt lat później – podobnie jak Maria – członkini Koła Wychowanków Szkół Polskich – Isfahan i Liban. Na innych fotografiach Maria Gordziejko rozpoznała Wandę Kociubę, której „Pamiętnik z Syberii, Iranu i Libanu” ukazał się pośmiertnie w 2020 r. i jeszcze jedną koleżankę z isfahańskiej klasy – Elżbietę Kowalczyk. Z Elżbietą wiąże się wzruszająca historia. Korespondowała ona podczas swojego pobytu w Isfahanie z żołnierzem z Armii Andersa, do czego polskie dzieci były tam zachęcane. Żołnierz przeżył wojnę, być może nawet bitwę pod Monte Cassino, i ta wymiana listów z „tych lat gniewnych” zaowocowała – ślubem.

Inna rewelacja miała miejsce na zjeździe „isfahańczyków” w Juracie w 2012 r.: w widocznej na jednym ze zdjęć wychudzonej dziewczyneczce ze spuchniętym okiem i rankami na nogach, ale stojącej zadziornie z rękoma pod boki, odkryła siebie elegancka dama z USA Teresa Mikosz-Hintzke, autorka wspomnień Six years ‘til spring. A Polish family’s Odyssey (Sześć lat do wiosny. Odyseja pewnej polskiej rodziny).
Do wspomnianych książek wydanych w Iranie dołóżmy jeszcze publikację dokumentów dotyczących polskich uchodźców wydaną w 2011 r., a ukaże nam się coraz gęściej zapełniony irański kalendarz prac i wydarzeń ich dotyczących.
Rocznice
Przypadająca w 2012 r. 70. rocznica ewakuacji Polaków z ZSRR do Iranu znalazła swoje odzwierciedlenie w irańskich mediach. Od tego mniej więcej czasu irańscy politycy zaczęli podkreślać pozytywną rolę, jaką ich kraj odegrał w ocaleniu polskich wysiedleńców, widząc w tym zdarzeniu z czasu panowania innej, obalonej przez rewolucję władzy, okazję do podretuszowania swojego wizerunku.

Anna i Stanisława, Helena i Maria
Jako pierwszy po Sinaim do tematyki polonijnej sięgnął Mehdi Naderi (ur. 1973). W latach 2003–2007 nakręcił on krótkometrażowy dokument o Sybiraczce Stanisławie Szakalskiej. W nawiązaniu do „Zagubionego requiem” nadał swemu obrazowi tytuł „Zapomniane sny”. Jak zapowiadał podtytuł filmu: „Cztery pory roku z życia Stanisławy Szakalskiej (Ruhangiz Arabi)”, reżyser skupił się na współczesnym sobie życiu wdowy, majętnej staruszki, mieszkającej w dużym tradycyjnym domu na irańskiej wsi. Bohaterka filmu opowiada, że Sowieci zastrzelili jej ojca Franciszka i brata Edka, a ją samą i jej matkę Franciszkę wywieźli na Syberię, gdzie matka zginęła. Stanisława, jako jedyna z rodziny, dotarła do portu „Pahlewi”, czyli po persku Pahlawi, obecnie Anzali. Jak wiele innych Polek, wyszła za mąż za irańskiego oficera, późniejszego generała, i pozostała już na zawsze na gościnnej ziemi irańskiej. Skąpe te informacje na temat przeszłości Szakalskiej. Chciałoby się wiedzieć, kiedy i gdzie się urodziła, dokąd ją Sowieci zesłali. Może reżyser nie dopytał? Może sama nie pamiętała…
Irańscy filmowcy mieli coraz większą świadomość, że okazję do ocalenia historii Polek z Iranu porwie przemijający bezlitośnie czas. Poza istniejącymi już filmami o Annie Borkowskiej i Stanisławie Szakalskiej, zdążyli uwiecznić na taśmie filmowej wspomnienia jeszcze dwóch z nich. Monografii doczekały się Maria Bajdan (1927–2021) za sprawą 70-minutowego dokumentu „Madame” w reżyserii Narges Charagani z 2014 r. oraz Helena Stelmach dzięki filmowi Mohammada Tagi Jazerlu pt. „Dzień, w którym mnie nie było” z 2015 r. Obie produkcje zaliczyć można do projektów typu historii mówionej. Jednak film o Marii Bajdan ma poważną wadę faktograficzną. Bohaterka, starsza pani od nastoletniości mieszkająca w Iranie, myli niektóre fakty. Ma do tego prawo. Mówi na przykład, że została wywieziona w lutym 1939 r., mając na myśli rok 1940 albo że Rosjanie dogadali się z Hitlerem co do podziału Polski dopiero po niemieckim ataku na nasz kraj. Do akcji winna była tu czujnie wkroczyć reżyserka. Wystarczyło zamieścić plansze wyjaśniające na końcu filmu. Tej czujności jednak zabrakło i irański widz, główny odbiorca filmu, po obejrzeniu go wyjdzie z mylnymi informacjami… Charagani zadbała natomiast o zachowanie wspomnień Marii Bajdan w innej jeszcze formie. Wydała książkę jej poświęconą.
Rodziły się nowe pomysły i projekty o polskich uchodźcach. Hodżdżatollahowi Raisjemu przez sankcje nie udało się zrealizować swojej próby koprodukcyjnej, fabularnego „Kampoloni”, którego tytuł nawiązuje do obozu polskich uchodźców, „camp poloni”, w Ahwazie na południu Iranu. Powstał dokument „Season of life”, jednak irański reżyser, którego nazwiska celowo tu nie podaję, spotkał się z zarzutami o twórczą nierzetelność.

Pewnego razu w Iranie
Grupa wynędzniałych kobiet z dziećmi, a za nimi morze. Z trudem niosą swój jedyny dobytek: marne tobołki. Ktoś pada i już się nie podnosi, pozostawiając dziecko. Patrzą na nich zaskoczeni irańscy żołnierze, niektórzy próbują pomagać. Wśród krzyków i jęków słychać pieśń „Kołysz mi się kołysz, kolebeńko z lipki” w wykonaniu Marii Pomianowskiej. Jest reprezentant rządu polskiego na uchodźstwie, ktoś przedstawia się jako Barbara Kowalska, ktoś inny jako Helena Stawińska vel Nowak…
To jedyna znana mi próba odtworzenia sceny przybycia polskich uchodźców do Iranu w jakimkolwiek filmie fabularnym. Porusza widzów w piątym odcinku irańskiego dramatu historycznego „Chatun”, a choć brak oficjalnych statystyk, szacuje się, że oglądało ten serial dobrych kilka milionów Irańczyków. Śledzili oni ten serial – pierwszą część trylogii „Dawno temu w Iranie” – w latach 2021–2022 na jednej z większych irańskich platform wideo na życzenie. Podane imiona: Kowalska, Stawińska są fikcyjne. Jednak do wykreowania postaci Heleny Stawińskiej, która przed wojną była aktorką i śpiewaczką operową, reżyserka i scenarzystka Tina Pakrawan uszczknęła trochę z życia Hanki Ordonówny, a trochę – z teherańskich przygód Heleny Stelmach. Od tej pierwszej przejęła zawód bohaterki filmu, od drugiej – jej imię oraz wątek ucieczki z polskiego obozu w Teheranie. W jej roli obsadziła rosyjską aktorkę Marię Shelkunovą.
Scena dotarcia uchodźców do Iranu, cały kontekst ucieczki Heleny z obozu i inne fragmenty, nawiązujące do wydarzeń historycznych, przetworzone zostały swobodnie przez wyobraźnię Tiny Pakrawan, która dopasowała je do potrzeb swojego serialu i do wymogów cenzuralnych. Nawet jeśli szczegóły odbiegają od prawdy historycznej, główne fakty się zgadzają: przybyli na statkach uchodźcy, głównie kobiety i dzieci (o żołnierzach nie ma wzmianki), byli w strasznym stanie.
Trafili do Teheranu, gdzie niektóre z Polek zaczęły pracować w Cafe Polonia na ulicy Tulipanowych Pól, Lalezar. Możemy też być wdzięczni reżyserce za to, że pokazała, iż Iran już wcześniej borykał się z epidemią tyfusu, podczas gdy w powszechnej świadomości jej wybuch wiązano z pojawieniem się Polaków, zawszonych przecież potwornie w momencie przybicia do irańskiego brzegu.
Serial „Chatun” bardziej niż którekolwiek inne filmy uobecnił Irańczykom polski wątek ich historii. Przywrócił pamięć i świadomość o Polakach z czasów wojny, o których coś kiedyś słyszeli od rodziców, dziadków, sklepikarzy…
Pomysły
Każdy kogo zafascynowała tematyka polskich dzieci w Isfahanie odkrył i docenił opracowanie autorstwa „isfahanek”: Ireny Stankiewicz, Danuty Waszczuk-Kamienieckiej i Jadwigi Lewickiej-Howells pt. „Isfahan, miasto polskich dzieci” wydane w Londynie w 1987 r. po polsku i dwa lata później po angielsku. Książka zdobyła nagrodę Związku Pisarzy Polskich na Obczyźnie i jest kompendium dokumentów, faktów i wspomnień polskich sierot i półsierot, które po syberyjskim horrorze dochodziły do siebie w najpiękniejszym z perskich miast. Dzięki staraniom polskiej dyplomacji w Iranie pozycja ta trzy lata temu doczekała się perskiego tłumaczenia. Co prawda nie w całości, gdyż zawiera tylko fragmenty, dotyczące bezpośrednio Iranu, ale i tak udostępnienie jej irańskim czytelnikom to bardzo ważny krok naprzód, który będzie owocował w przyszłości.

Reżyser Amirhuszang Danaii nakręcił w maju 2022 r. 30-minutowy dokument „Fale losu”, a obecnie jest na etapie montowania jego drugiej części. Można się w niej spodziewać wywiadu z Marią Gordziejko, a także materiałów z Muzeum Katyńskiego czy Muzeum Więzienia Pawiak – zatem szerszego kontekstu wojny.
Tak się składa, że jeszcze jeden twórca kończy aktualnie swoje dzieło, zawierające materiały z podróży do Polski. To autor travelogów Mansur Zabetian. Na wiosnę 2025 r. odwiedził on Warszawę, by spotkać świadków tej historii, mieszkających w Polsce. Wysłuchał opowieści Marii Gordziejko i prezesa Koła Polaków z Indii z lat 1942–1948 Andrzeja Chendyńskiego, który znalazł co prawda schronienie w hinduskim stanie Maharasztra, ale po uratowaniu się z Syberii przebywał jakiś czas w Teheranie i Maszhadzie. Pisarz spotkał się także z Bożenną Wójcik, która opowiedziała o dwóch świadkiniach historii, harcerkach: swojej mamie Zdzisławie Wójcik i Marii Gabiniewicz. Jak potwierdza Zabetian, głównym tematem powstającej książki będą właśnie te wojenne przejścia Polaków. Jeszcze ktoś myśli o książce, ktoś inny o grze komputerowej…

Dzięki zaangażowaniu i pasji Irańczyków i wsparciu naszej ambasady w Teheranie odbyło się tyle wydarzeń, tyle powstało opracowań w słowie i w kadrze, że trudno je wszystkie obszerniej omówić w jednym artykule. Szczęściem dużo się zmieniło od czasu wzmianki sprzed ponad 70 lat o „niemieckich faszystach” jako o oprawcach polskich uchodźców, którzy znaleźli schronienie w Iranie. Tułacze losy są teraz w Iranie lepiej rozumiane i szerzej w społeczeństwie kojarzone. Ciekawi więc, jakie też nowe książki, filmy, dzieła różne, wzbogacające przecież i naszą wiedzę i dla nas równie cenne, o ile nie cenniejsze, stworzy tu artystyczny duch irański.
Ivonna Nowicka jest iranistką i tłumaczką, zajmuje się m.in. losami Polaków w Iranie, a także ofiar Zbrodni Katyńskiej. W swoim dorobku ma przekłady poezji Wisławy Szymborskiej, Haliny Poświatowskiej i Adama Mickiewicza na język perski (wydane w postaci samodzielnych tomików wierszy), a także literatury perskiej na język polski.
Bibliografia:
Goftegu ba Chosrou Sinaii (Rozmowa z Chosrouem Sinaim), cz. VIII, https: artebox.ir/Artist/Intro/135/خسرو-سینایی/56639560 (dostęp X 2025);
Wywiad Ivonny Nowickiej z Anną Borkowską, październik 1999, Teheran; operator Alireza Doulatszahi (zbiory prywatne autorki);
H. Ordonówna, Sieroce ognisko [w:] tejże, Tułacze dzieci, Łomianki, Wydawnictwo LTW 2010;
https://bukharamag.com/1399.05.3439.html (dostęp X 2025);
Nikpur Mohammad Ali, Az Warszou ta Tehran. Chaterat-e kamangiz-e jek mohadżer-e asir-e lahestani-je mogim-e Tehran az douran-e dżang-e dowwom-e dżahani = Z Warszawy do Teheranu, Tehran, nakładem autora, 1388 [2009], 168 str. Podtytuł znaczy: Smutne wspomnienia z czasów drugiej wojny światowej osiadłej w Teheranie polskiej uchodźczyni, która doznała niewoli.
Wspomnienia Marii Gordziejko o sobie i o Kociubie na: „Pamiętnik Wandy Barbary Kociuby w wydawnictwach Archiwum IPN”: https://www.youtube.com/watch?v=u6baeqxLRB8 (dostęp X 2025);
Minuchehr Pardis, Women’s Cinema in Post-Revolutionary Iran, 2025, por. https://cinema.iranicaonline.org/article/14251-2/?utm_source=chatgpt.com (dostęp X 2025);
www.youtube.com/watch?v=c4KIzVTrpDo (dostęp X 2025).


