Przed wybuchem II wojny światowej rodzina Wierzchowskich mieszkała w Bydgoszczy. Antoni Wierzchowski pracował tam we Francusko-Polskim Towarzystwie Kolejowym. Przed wejściem Niemców, otrzymał polecenie spakowania dokumentacji firmy i przewiezienia jej na wschód. Czteroosobowa rodzina Wierzchowskich: Antoni, wraz z żoną Haliną oraz córkami: Hanną i Zofią, wyruszyła w podróż w nieznane. Dotarli najpierw do miejscowości Różyszcze koło Łucka, a następnie do wsi Kopaczówka. 3 czerwca 1940 r. przenieśli się do Włodzimierza Wołyńskiego, skąd planowali powrócić do Bydgoszczy. Stało się jednak inaczej. 29 czerwca 1940 r. rodzina została wywieziona na Sybir. W pamiętniku spisanym tuż po wojnie, po powrocie do Polski, Zofia opisała wydarzenia tamtejszej nocy:

“W nocy 29 czerwca zostaliśmy wywiezieni z Włodzimierza na Sybir. Już od wieczora w zajmowanym między innymi przez nas domu (zapewne po osadniku), gdzie czekaliśmy na komisję mającą umożliwić nam powrót do domu, panował niepokój. Około północy podjechała ciężarówka NKWD. Towarzysze obstawili wokół nasz dom i krzyczeli »sobirajties – 5 minut wremieni« i to było wszystko. Niezapomniany widok. Karabiny w oknach i w drzwiach koło nas… Powiedziano nam (zapewne aby nie było scen), że jedziemy do domów, a tam nie będą nam potrzebne kartofle i inne rzeczy, które zaczęliśmy pakować. Mama prosiła towarzysza, aby pomógł wiązać worki, ale odmówił, a ojcu wziął rower, wypisując pokwitowanie”.

Wierzchowscy trafili do obwodu nowosybirskiego, po amnestii przenieśli się do południowego Kazachstanu, gdzie pracowali w kołchozie Majun-Kum. Antoni dołączył do Armii gen. Andersa. Z żoną i córkami spotkał się ponownie dopiero w 1947 r., już po powrocie do Polski.

Przejdź do treści