Tatsiana Astrouskaya
Cytat wykorzystany w tytule niniejszego eseju pochodzi z przemówienia białoruskiej liderki opozycji Swiatłany Cichanouskiej, wygłoszonego 8 września 2024 r. z okazji białoruskiego Dnia Chwały Wojskowej. Tego dnia, w 1514 r., podczas bitwy pod Orszą, połączone wojska Wielkiego Księstwa Litewskiego pokonały znacznie liczniejsze siły moskiewskie. Od początku lat dziewięćdziesiątych XX w. wydarzenie to stanowi ważny element alternatywnych narracji pamięci historycznej na Białorusi, a po wybuchu wojny rosyjsko-ukraińskiej oraz nasileniu rosyjskich wpływów politycznych i kulturowych w tym kraju, zyskało nową aktualność.
W poszukiwaniu sprzeciwu i jego dziedzictwa
Odwołanie się Cichanouskiej do bitwy pod Orszą pokazuje, że współczesna walka Białorusinów o polityczną i kulturową podmiotowość kształtowana jest jednocześnie przez uniwersalny język praw człowieka i praw politycznych – mówi ona o prawdzie (praŭda) i sprawiedliwości (spraviadlivascʹ) – oraz przez język narodowego samostanowienia. Upamiętniając to wydarzenie, podkreśla wielowiekową historię Białorusi, przedstawianą jako nieprzerwany ciąg oporu wobec Rosji i wyzwalania się spod jej dominacji. Są to wątki, które współczesny czytelnik zna zapewne przede wszystkim z toczącej się obecnie debaty ukraińskiej.

Ów dyskursywny „koktajl”, przygotowany przez Cichanouską (lub jej doradców), pokazuje, jak istotną rolę w definiowaniu oporu odgrywają historyczne odniesienia i przykłady z przeszłości. Zarazem unaocznia, że zrozumienie współczesnych wydarzeń – zarówno białoruskiego ruchu oporu, jak i represji – wymaga spojrzenia z perspektywy długiego trwania (longue durée).
Takie odwołania są niezbędne, jednak dziedzictwo sprzeciwu (rozumianego w szerokim znaczeniu tego pojęcia) było dotąd na Białorusi wykorzystywane jedynie w ograniczonym stopniu. Wynika to z wielu przyczyn. Do najważniejszych należą wielokrotne przerwania ciągłości rodzimej tradycji intelektualnej, fizyczna eksterminacja znacznej części jej przedstawicieli w okresie wielkiego terroru stalinowskiego i II wojny światowej oraz represyjna polityka państwa sowieckiego. Współczesny reżim Alaksandra Łukaszenki konsekwentnie dąży ponadto do wymazania pamięci o białoruskim sprzeciwie z pamięci zbiorowej społeczeństwa. Nie bez znaczenia pozostaje również systematyczny atak na wolność akademicką, rozpoczęty już w połowie lat dziewięćdziesiątych, który po 2020 r. przybrał bezprecedensowe rozmiary, obejmując zarówno przymusową emigrację badaczy, jak i szeroko zakrojone represje polityczne.
Choć historia Związku Sowieckiego należy do stosunkowo niedawnej przeszłości, odnalezienie białoruskich druków podziemnych często okazuje się niezwykle trudne. Wynika to z wieloletnich zaniedbań, atmosfery strachu oraz świadomego niszczenia śladów tej działalności. Zarówno źródła pierwotne, jak i opracowania pozostają nieliczne i trudno dostępne, co prowadzi do swoistego „odwróconego efektu komory pogłosowej”. Brak dyskusji na temat „niewielkich” kultur niecenzurowanego obiegu wydawniczego sprawia, że stają się one jeszcze mniej widoczne w badaniach nad ruchem dysydenckim, co z kolei dodatkowo ogranicza możliwości ich dokumentowania i zachowania.
Wystarczy jeden przykład. Dwaj wybitni działacze, którzy poświęcili się archiwizowaniu i ochronie dziedzictwa sowieckiego sprzeciwu, zostali skazani na wieloletnie kary więzienia. Byli to Aleś Bialacki (ur. 1962), skazany na dziesięć lat pozbawienia wolności i zwolniony w 2025 r. po czterech i pół roku spędzonych w więzieniu, oraz Wiaczasłau Areszka (ur. 1955), skazany na osiem lat pozbawienia wolności. Postaci i działalności Alesia Bialackiego poświęcę więcej uwagi w dalszej części tekstu. W tym miejscu warto jednak podkreślić, że Areszka był jednym z twórców i redaktorów cyfrowego archiwum vytoki.net – jednego z najważniejszych repozytoriów dokumentujących historię opozycji kulturalnej i politycznej w późnym okresie socjalizmu. Podczas odbywania kary, 71-letni Areszka całkowicie utracił wzrok, jednak nie wpłynęło to w żaden sposób na złagodzenie wyjątkowo surowego reżimu więziennego.

Białoruski sprzeciw w późnym okresie socjalizmu
W późnym okresie socjalizmu ruch sprzeciwu na Białorusi miał stosunkowo ograniczony zasięg. Warunki rozwoju takiego sprzeciwu na peryferiach Związku Sowieckiego znacząco różniły się od tych panujących w jego głównych ośrodkach, a Białoruś stanowiła pod tym względem przypadek szczególny. Od początku lat sześćdziesiątych jej terytorium było silnie nasycone bronią jądrową i objęte ścisłą kontrolą. Białoruska inteligencja nie utrzymywała kontaktów z diasporą na Zachodzie, a miejscowi działacze nie mieli możliwości nawiązywania relacji ani z zagranicznymi ambasadami, ani z korespondentami międzynarodowych mediów. Jakie formy sprzeciwu mogły zatem rozwinąć się w takich warunkach – z dala od głównych centrów intelektualnych i przy bardzo ograniczonych kontaktach ze światem zewnętrznym? Jak wykazałam w książce Cultural Dissent in Soviet Belarus (2019), jedną z możliwych odpowiedzi było stopniowe przesuwanie granic od wewnątrz: poszerzanie pola kultury oraz nasycanie go nowymi znaczeniami i alternatywnymi sposobami rozumienia rzeczywistości.
Także w sowieckiej Białorusi znaleźli się ludzie, którzy wbrew wszelkim przeciwnościom podejmowali imponujący wysiłek intelektualny, starając się przełamać sztywność politycznego i ideologicznego porządku. Jednym z nich był historyk-samouk Mikoła Jermołowicz (1921–2000), twórca jednego z pierwszych białoruskich czasopism samizdatowych z przełomu lat sześćdziesiątych i siedemdziesiątych. Był również autorem pierwszego historycznego eseju wydanego w drugim obiegu, w którym przedstawił nową interpretację dziejów Wielkiego Księstwa Litewskiego – pozostającą w wyraźnej sprzeczności z obowiązującą wykładnią historii. Równie ważną postacią była poetka, działaczka i więźniarka Gułagu Łarysa Heniusz (1910–1983). W 1948 r. została przymusowo deportowana z Czechosłowacji, gdzie od 1936 r. mieszkała wraz z mężem i synem. Po przewiezieniu do Związku Sowieckiego stanęła przed sądem i została skazana na dwadzieścia pięć lat pobytu w łagrach. Jej wspomnienia z GUŁagu, choć wciąż mało znane, należą do najwybitniejszych przykładów literatury łagrowej – powstały bez autocenzury i bez zewnętrznej ingerencji redakcyjnej. Uznani pisarze, tacy jak Wasil Bykau (1924–2003) i Aleś Adamowicz (1927–1994), choć aż do 1988 r. nie występowali otwarcie przeciwko państwu sowieckiemu, konsekwentnie pozostawali wierni swojej wizji literatury jako służby prawdzie i sprawiedliwości – wartościom, które kilka dekad później wybrzmią również w przemówieniu Swiatłany Cichanouskiej.

W dalszej części tego rozdziału skupię się na jednym przykładzie pokazującym, w jaki sposób idee zasiane w późnym okresie socjalizmu powracają dziś we współczesnych debatach intelektualnych i politycznych.
Anonimowy i nieocenzurowany List do rosyjskiego przyjaciela powstał w Moskwie w latach 1976–1977. Następnie został potajemnie przewieziony do Polski, a stamtąd do Wielkiej Brytanii, gdzie w 1979 r. ukazał się w Londynie jako dwujęzyczne wydanie zawierające tekst rosyjski (w oryginale) oraz przekład angielski (Letter, 1979). W 1991 r. w przededniu uzyskania przez Białoruś niepodległości, moskiewski językoznawca i historyk literatury Alaksiej Kaŭka (1937–2024) opublikował ten tekst ponownie na łamach almanachu „Skarynicz”, tym samym ujawniając i potwierdzając swoje autorstwo.
Autor Listu ubolewa nad losem języka białoruskiego, odnotowując jego gwałtowne zanikanie w codziennym użyciu. Idzie jednak znacznie dalej wskazując, że proces ten stanowi konsekwencję imperialnej polityki Rosji, a zarazem prowadzonej przez Związek Sowiecki polityki narodowościowej. Posuwa się nawet do sugestii, że sowiecka polityka kulturalna miała charakter kolonialny, określając współczesną sobie Białoruś mianem „kulturowego odpowiednika kolonialnej Afryki”.

List do rosyjskiego przyjaciela uznawany jest za pierwszy klasyczny przykład białoruskiego tamizdatu – tekstu napisanego po jednej stronie żelaznej kurtyny, potajemnie przemyconego za granicę i opublikowanego po drugiej jej stronie. Paradoksalnie jego autora rzadko, jeśli w ogóle, zalicza się do grona dysydentów. W istocie Kaŭka był odnoszącym sukcesy funkcjonariuszem Komsomołu, pracownikiem naukowym, a w latach 1979–1982 także pracownikiem ambasady Związku Sowieckiego w Polsce. W republikach narodowych ZSRS podobne biografie nie należały jednak do wyjątków. Wielu ludzi funkcjonujących w ramach systemu próbowało go stopniowo zmieniać od środka. Jednym z najbardziej znanych przykładów w sowieckiej Ukrainie był krytyk literacki Iwan Dziuba i jego przełomowa praca Internacjonalizm czy rusyfikacja?. Dziuba jako jeden z pierwszych podjął próbę opisania rosyjskiego kolonializmu kulturowego – problemu, który kilka lat później stał się również przedmiotem refleksji Alaksieja Kaŭki w odniesieniu do Białorusi:
Jest to problem rzeczywiście niepokojący. Obecnie na Białorusi jesteśmy świadkami procesu zakrojonej na szeroką skalę asymilacji. Odpowiedzialni za to narodowe i duchowe okaleczenie działają pod hasłami „internacjonalizacji” oraz „nieuchronnego zlania się narodów”. Ignorują elementarną prawdę, że przyszła zjednoczona rodzina ludzkości nie powstanie z bezimiennych narodów wykastrowanych duchowo (wyróżnienie w oryginale – T.A.), które zapomniały o własnym imieniu i prawdziwej wartości. Każdy naród wniesie do niej swoje niepowtarzalne rozumienie prawdy i piękna. Dlaczego więc Białorusini mieliby pozwalać innym określać za nich ich miejsce i przeznaczenie na tej ziemi? (s. 34).

Równocześnie z rozwijaniem kariery zawodowej w Moskwie Alaksiej Kaŭka pozostawał człowiekiem głęboko zakorzenionym w białoruskiej wsi, z której pochodził. Dorastał w skrajnie ubogich warunkach, a jego rosyjski – jak zauważali późniejsi komentatorzy nieocenzurowanego tekstu – pozostawał „nieco chwiejny”. Własne korzenie miały dla niego fundamentalne znaczenie, a ambiwalentna pozycja jaką zajmował, pozwalała mu wyjątkowo wyraźnie dostrzec hierarchiczną strukturę społeczeństwa sowieckiego i środowiska inteligencji. W tej hierarchii język i kultura rosyjska zajmowały uprzywilejowane miejsce, podczas gdy wszystkie pozostałe uznawano za drugorzędne i niewystarczające. Kaŭka dostrzegał również wspólnotę doświadczeń narodów nierosyjskich w całym bloku socjalistycznym:
Wśród osób odwiedzających BSRS [Białoruską Socjalistyczną Republikę Sowiecką] można zauważyć wyraźną różnicę w ocenie sytuacji języka białoruskiego między Ukraińcami, Polakami, Czechami, Słowakami i Bułgarami z jednej strony, a Rosjanami z drugiej. (s. 34, wyróżnienie w oryginale).
Próbując zrozumieć źródła tego kulturowego upadku i uzasadnić prawo narodu białoruskiego do zachowania własnego języka i tożsamości, autor kieruje uwagę ku historycznym i epistemicznym wymiarom niesprawiedliwości. Jak język i kultura przez stulecia tłumione oraz systematycznie marginalizowane mogą konkurować z kulturą i językiem hegemonicznego centrum? Skutkiem takiej polityki oraz praktyk dyskryminacji kulturowej staje się stopniowa – a przez to niemal niewidoczna – gettoizacja języka. Wyparty z codziennej komunikacji, polityki, przemysłu i nauki, ograniczony do sfery literatury i folkloru, traci zdolność kształtowania dyskursu publicznego, a jego użytkownicy zostają sprowadzeni do roli podmiotów pozbawionych własnego głosu.
Skąd wiał „wiatr zmian”?
To właśnie doświadczenie rzeczywistej niesprawiedliwości, dyskryminacji, a niekiedy wręcz upokorzenia lokalnych kultur i języków – pozostające w jaskrawej sprzeczności z oficjalnie głoszoną zasadą równości – stało się impulsem do konsolidacji pokolenia lat osiemdziesiątych. Młodzi ludzie – kobiety i mężczyźni niemal po równo – urodzeni pod koniec lat pięćdziesiątych i na początku sześćdziesiątych zdołali dokonać zasadniczej reinterpretacji białoruskiej kultury, a w ślad za tym stopniowo włączyli się również w debatę polityczną. Było to pokolenie, które – zgodnie z zapowiedzią pierwszego sekretarza Komunistycznej Partii Związku Sowieckiego Nikity Chruszczowa – miało żyć w komunizmie, lecz zamiast tego wyrosło na pokolenie wyraźnie antysowieckie. Narodziny tej generacji były niewątpliwie konsekwencją gwałtownej urbanizacji i modernizacji powojennej Białorusi. Równie istotną rolę odegrało wszechobecne zmęczenie ideologią, trafnie opisane przez antropologa Aleksieja Jurczaka, a także oddziaływanie rodzącego się w sąsiedniej Polsce ruchu „Solidarność”. Oczywiście nie było to zjawisko wyłącznie białoruskie – podobne procesy zachodziły również w Ukrainie – jednak to właśnie one doprowadziły do głębokiej przemiany białoruskiego krajobrazu kulturowego i politycznego. Co istotne, podobnie jak w Ukrainie, Litwie, Łotwie i Estonii, środowisko to zaczęło się kształtować już na początku lat osiemdziesiątych, a więc na kilka lat przed rozpoczęciem przemian politycznych i ideologicznych w samym Związku Sowieckim.
Pojawienie się tego pokolenia oraz jego ambicję wywierania wpływu najpierw na kulturę, a następnie także na życie polityczne, symbolizowały dwa wydarzenia: powstanie pierwszego nieformalnego stowarzyszenia młodzieżowego Majstroŭnia (Pracownia, 1979–1984) oraz edycja samizdatowego pisma „Liustra Dzen” („Lustro Dnia”, 1979–1980). Majstroŭnia powstała jako nieformalna pracownia teatralno-muzyczna, jednak od samego początku jej działalność uzupełniały wykłady z historii, a w mniejszych, zaufanych kręgach, również dyskusje polityczne. Z kolei „Liustra Dzień” wydawała grupa młodych ludzi ukrywających się pod zbiorowym pseudonimem Biełaruskaja Talerancyjnaja Hramada (Białoruskie Towarzystwo Tolerancji). Jak wspominał jeden z wydawców, językoznawca Wincuk Wiaczorka (ur. 1961), podkreślanie znaczenia tolerancji i różnorodności było świadomym przeciwstawieniem się narzucanej przez państwo jednolitości i monotonii. Na pierwszych stronach pisma redaktorzy zamieścili wiersz poświęcony 410. rocznicy bitwy pod Orszą. Utwór, podpisany jedynie inicjałami K.U., wyrażał niezłomną wolę Białorusinów do zachowania wolności:
Lata minęły, lecz tamten czas wciąż trwa,
A jego chwała żyje w białoruskich sercach.
Żadna siła nie zdoła ujarzmić narodu,
Nawet jeśli odbierze nam wolność!
Jednym z najważniejszych elementów tej kulturowej przemiany była konwersja językowa. Mieszkańcy miast wychowani, wykształceni i socjalizowani w języku rosyjskim zaczęli świadomie przechodzić na język białoruski, traktując ten wybór jako formę protestu przeciwko dusznej szarości sowieckiej codzienności. Drugim istotnym zjawiskiem był powrót do nazwisk i postaci przez dziesięciolecia wymazywanych z pamięci oraz odzyskiwanie zapomnianych kart historii. Dokonywało się to dzięki badaniom historycznym (Henadź Sahanowicz, ur. 1961), archeologicznym (Edward Zajkoŭski, 1952–2025), archiwalnym (Wolha Babkowa, ur. 1961) oraz literaturoznawczym (Aleś Bialacki). Odnosząc się do Ukrainy, badaczka literatury Ołena Hałeta określiła ten proces mianem „wielkiego ponownego odczytania”. Kolejnym elementem było ponowne wpisanie kultury białoruskiej w nurt europejskiej nowoczesności za sprawą eksperymentów literackich i artystycznych. Często łączyły one różne gatunki i środki wyrazu, czego przykładem jest twórczość Ihara Babkaŭa (ur. 1964), Adama Hłobusa (ur. 1958), Piatra Wasiuczenki (1959–2019), Lawona Wolskiego (ur. 1965), Todara Kaszkurewicza (ur. 1963), Ludmiły Rusawej (1954–2010) oraz Michaiła Anempadystaŭa (1964–2018).
Być może po raz pierwszy w dziejach kultury białoruskiej kobiety stały się główną siłą napędową głębokiej przemiany intelektualnej. W Ukrainie do najwybitniejszych przedstawicielek tego pokolenia należały Oksana Zabużko i Sołomija Pawłyczko. Znacznie mniej znaną, choć równie interesującą postacią, jest Łarysa Simakowicz (ur. 1957) – utalentowana białoruska kompozytorka i muzyczka, która zgromadziła wokół siebie dziesiątki młodych ludzi, wprowadzając ich w świat tradycyjnego białoruskiego śpiewu ludowego. Dwie młode studentki – Karalina Mackiewicz (ur. 1966) i Iryna Dubianiecka (ur. 1964) – współtworzyły samizdatowe czasopismo „Unija” („Jedność”; redaktor: Siarhiej Abłamiejka, ur. 1962). Choć przedstawiało się ono jako pismo greckokatolickiej młodzieży, w rzeczywistości odegrało ważną rolę w kształtowaniu nowego myślenia religijnego w późnosowieckiej Białorusi, która oficjalnie pozostawała państwem ateistycznym. Do grona ważnych, choć mało dziś znanych postaci należy również Taciana Sapacz (1962–2010) – wybitna poetka, która później zdobyła uznanie jako dziennikarka. Wraz z mężem, publicystą i dziennikarzem Siarhiejem Dubawcem (ur. 1959), stała się jedną z pierwszych kronikarek doświadczeń swojego pokolenia. Co istotne, to intelektualne przebudzenie nie ograniczało się wyłącznie do Mińska. Obejmowało również Homel, Połock, Grodno, Witebsk oraz wiele innych białoruskich miast i mniejszych ośrodków.

Opisanej aktywności nie należy postrzegać jedynie jako przejawu odrodzenia kulturowego czy sprzeciwu wobec sowieckiej polityki narodowościowej. Był to zarazem proces uczenia się samoorganizacji, budowania więzi solidarnościowych, tworzenia wspólnot oraz wypracowywania alternatywnych sposobów myślenia i wytwarzania wiedzy. Umiejętności te okazały się bezcenne, gdy zaledwie kilka lat później rozpoczęła się pierestrojka.
Mamy zatem do czynienia ze szczególną formą sprzeciwu, która wyrosła oddolnie z konkretnych lokalnych inicjatyw jeszcze przed pierestrojką i trwała także po jej rozpoczęciu. Równie ważne jak bezpośredni wkład tego pokolenia w narodziny pluralizmu politycznego, jest odzyskanie pamięci o stworzonej przez nie równoległej rzeczywistości funkcjonującej obok oficjalnego życia publicznego. Ich doświadczenie pokazuje, w jaki sposób ludzie odnajdywali się w czasie głębokiej transformacji politycznej – i jak zaczęli przekształcać własny świat, zanim zmiana ta stała się realnie możliwa.
„Historia nieustannie się powtarza”
Ten cytat z książki Slavenki Drakulić Jak przeżyłyśmy komunizm i nawet się z niego śmiałyśmy trafnie oddaje gorzką ironię, która od dziesięcioleci naznacza historię Białorusi. Mimo rozpadu Związku Sowieckiego i fali demokratycznych przemian, jaka przetoczyła się przez Europę Środkową, Białorusini niemal nieprzerwanie żyją pod rządami autorytarnymi i stawiają im opór. Ciągłość tej walki pozostawała jednak niedostrzegana.
Pierestrojka dotarła na Białoruś później niż do wielu państw sąsiednich. Nawet w pierwszych latach niepodległości, mimo ogłoszenia nowych swobód i ustanowienia instytucji demokratycznych, system polityczny pozostawał daleki od rzeczywistych standardów demokracji. Mimo to zaledwie siedem lat względnej wolności wystarczyło, aby wielu Białorusinów ugruntowało przekonanie, że zarówno prawa jednostki, jak i prawa wspólnoty wymagają aktywnej obrony.
Mało kto pamięta, że już od 1996 r. Białorusini wielokrotnie wychodzili na ulice, protestując przeciwko autorytarnemu zwrotowi, który rozpoczął się niemal natychmiast po dojściu Alaksandra Łukaszenki do władzy. Sprzeciwiali się represjom politycznym, niesprawiedliwości społecznej oraz coraz silniejszemu uzależnianiu Białorusi od rosyjskiej strefy wpływów. Z tej perspektywy pytanie o sposoby przeciwstawiania się autorytaryzmowi nigdy całkowicie nie zniknęło z białoruskiej wyobraźni politycznej po zakończeniu II wojny światowej. Przeciwnie – można dostrzec wyraźną ciągłość między sprzeciwem okresu sowieckiego, a formami obywatelskiego oporu, które rozwinęły się po rozpadzie Związku Sowieckiego.
Niewiele osób uosabia tę ciągłość równie wyraźnie jak krytyk literacki, eseista, obrońca praw człowieka i laureat Pokojowej Nagrody Nobla z 2022 r. Aleś Bialacki. Jego życie i działalność, omówione w końcowej części niniejszego eseju, pokazują, w jaki sposób etos sprzeciwu kształtował się na styku epoki sowieckiej i postsowieckiej. W latach osiemdziesiątych Bialacki współtworzył wydawnictwa samizdatowe. W 1988 r. był jednym z organizatorów pierwszych pokojowych demonstracji w Mińsku. Od 1996 r. należał do grona osób otwarcie sprzeciwiających się reżimowi Łukaszenki, współzakładając Centrum Obrony Praw Człowieka Viasna (Wiosna). Za swoją działalność był systematycznie prześladowany przez władze i dwukrotnie więziony – w latach 2011–2014 oraz 2021–2025. To właśnie Bialacki jako pierwszy rozpoczął gromadzenie i archiwizowanie materiałów dotyczących historii białoruskiego sprzeciwu i samizdatu z okresu sowieckiego. Zarówno on, jak i jego współpracownicy, byli przekonani, że o politycznym trwaniu narodu białoruskiego rozstrzygać będzie przede wszystkim walka prowadzona w sferze kultury. Przekonanie to do dziś wyznacza kierunek jego działalności.
Już pod koniec lat siedemdziesiątych, jako dziewiętnastoletni student filologii Homelskiego Uniwersytetu Państwowego, Bialacki dostrzegł potrzebę tworzenia wokół siebie wspólnot ludzi podzielających podobne wartości i idee. Dla niego i jego najbliższego środowiska pierwszym zadaniem stało się upowszechnianie języka białoruskiego oraz rodzimej kultury.
W późnosowieckiej Białorusi nie było możliwości legalnego utworzenia organizacji zajmującej się ochroną praw człowieka. Dziedzictwo wcześniejszego sprzeciwu szybko okazało się jednak potrzebne w nowych realiach politycznych. W połowie lat dziewięćdziesiątych, gdy w znacznej części Europy Wschodniej wciąż żywe były nadzieje na demokratyczną transformację, białoruskie władze budowały już aparat represji, który z biegiem lat miał się jedynie rozrastać. Jedna z najstarszych organizacji praw człowieka na Białorusi – Viasna – została założona przez Alesia Bialackiego, pełniącego wówczas funkcję radnego miejskiego oraz dyrektora lokalnego muzeum literatury. Wiosną 1996 r. doszło również do pierwszych masowych protestów przeciwko rządom Łukaszenki, brutalnie stłumionych przez siły państwowe.
W historiografii poświęconej sowieckiemu i środkowoeuropejskiemu ruchowi dysydenckiemu zorganizowana działalność na rzecz praw człowieka bywa często uznawana za początek ruchów opozycyjnych. W przypadku Bialackiego założenie organizacji Viasna nie było jednak początkiem jego aktywności, lecz jej naturalnym zwieńczeniem. Stanowiło rezultat wieloletniej działalności kulturalnej i politycznej oraz wyjątkowej zdolności do jednoczenia ludzi wokół wspólnego celu, jakim było odrodzenie narodowe i kulturowe Białorusi. Bialacki jest przykładem wspomnianej wcześniej ciągłości. Dla niego oraz jego współpracowników walka o prawo do własnej kultury i narodowej tożsamości od początku lat osiemdziesiątych pozostawała nierozerwalnie związana z obroną praw człowieka i działalnością polityczną. To podwójne dążenie nadal pozostaje jedną z cech charakterystycznych społeczeństw postsowieckich, w których przez dziesięciolecia tłumiono zarówno podmiotowość polityczną, jak i kulturową.

W 2003 roku Viasna utraciła status prawny, jednak nadal prowadziła działalność w ograniczonej, częściowo nieformalnej formie. W dużej mierze właśnie dzięki sieci kontaktów oraz infrastrukturze stworzonej przez Viasnę i inne organizacje broniące praw człowieka społeczeństwo obywatelskie było w stanie odpowiedzieć w sposób skoordynowany na bezprecedensową falę represji, która rozpoczęła się w 2020 roku. Sieć ta funkcjonowała nieprzerwanie także podczas ostatniego uwięzienia Bialackiego, trwającego od czerwca 2021 do grudnia 2025 roku. Od 1998 roku Viasna publikuje coroczne biuletyny poświęcone sytuacji praw człowieka na Białorusi. Organizacja szybko i skutecznie dostosowała swoją działalność do epoki cyfrowej, wykorzystując nowoczesne narzędzia komunikacji oraz dokumentowania naruszeń praw człowieka.
Jeszcze w grudniu 2025 roku, tuż przed zwolnieniem Bialackiego z więzienia i przymusowym wydaleniem go z kraju, na Białorusi przebywało 1257 więźniów politycznych, a dziesiątki tysięcy osób doświadczyły prześladowań z powodów politycznych. W państwie liczącym niespełna dziewięć milionów mieszkańców liczby te świadczą o skali represji bez precedensu.
Zakończenie
Współczesne praktyki i idee sprzeciwu wyraźnie nawiązują do doświadczeń znanych z historii Związku Sowieckiego oraz Europy Środkowo-Wschodniej. Jest to tym bardziej uderzające, że pamięć o tych doświadczeniach pozostaje na Białorusi stosunkowo słabo zakorzeniona. Trudno dziś jednoznacznie określić, w jaki sposób przekazywano tę wiedzę i praktyczne doświadczenie oporu. Nie ulega jednak wątpliwości, że współczesna sytuacja Białorusi różni się od realiów okresu sowieckiego pod wieloma względami. Wynika to przede wszystkim z bezprecedensowej skali przemocy oraz z gwałtownej cyfryzacji zarówno form oporu, jak i aparatu represji. Różnice te odzwierciedlają również specyfikę białoruskiego doświadczenia historycznego. Źródłem przemocy i ucisku pozostaje nie tylko państwo, lecz również czynnik zewnętrzny. Podobnie jak w czasach Imperium Rosyjskiego i Związku Sowieckiego, również dziś Rosja w znacznym stopniu ingeruje w sprawy Białorusi. Dlatego walka o prawa człowieka nierozerwalnie splata się z dążeniem do politycznej podmiotowości oraz kulturowej i narodowej emancypacji.

Jednocześnie wydarzenia z lat 2020 i 2022 – zarówno na Białorusi, jak i w całym regionie – skłaniają do ponownego namysłu nad historią sprzeciwu w Europie Środkowo-Wschodniej oraz nad sposobem, w jaki była ona dotąd opowiadana. Dziś dziesiątki tysięcy ludzi stały się dysydentami i doświadczyły represji na skalę niespotykaną w powojennej historii Związku Sowieckiego. Metody stosowane wobec nich przywołują na myśl praktyki sowieckie, jednak pod wieloma względami okazują się jeszcze brutalniejsze. Jest to możliwe dzięki rozbudowanemu aparatowi bezpieczeństwa, którego rozmiary pozostają nieproporcjonalne do wielkości państwa.
Dr Tatsiana Astrouskaya jest pracownikiem naukowym w Instytucie Badań Historycznych nad Europą Środkowo-Wschodnią im. Herdera w Marburgu oraz wykłada historię cyfrową na Uniwersytecie w Gießen. Jest autorką wielokrotnie nagradzanej książki: „Cultural Dissent in Soviet Belarus: Intelligentsia, Samizdat, and Nonconformist Discourses (1968–1988)” (Harrassowitz, 2019, kolejne wydania 2022, 2025). Jej badania koncentrują się na historii sprzeciwu kulturowego i politycznego, polityce pamięci oraz transformacji cyfrowej w przestrzeni postsocjalistycznej.
Tłumaczenie z języka angielskiego: Sylwia Szarejko (MPS)
Bibliografia wraz z artykułem w języku angielskim znajduje się tutaj:


