Maciej Wyrwa
Mimo upływu lat wiele rodzin wciąż poszukuje informacji o losach swoich bliskich represjonowanych przez Związek Sowiecki. Liczne sprawy – mimo wieloletnich poszukiwań prowadzonych m.in. przez Polski Czerwony Krzyż oraz Instytut Pamięci Narodowej – nie zostały ostatecznie wyjaśnione, a ich liczba sięga zapewne dziesiątek tysięcy.
Po ukazaniu się książki pt. Nieodnalezione ofiary Katynia? Lista osób zaginionych na obszarze północno-wschodnich województw II RP od 17 września 1939 do czerwca 1940 zaczęła napływać do mnie korespondencja od osób poszukujących informacji. Autorzy listów piszą m.in.: „Chciałabym zgłosić biogram mojego stryjecznego dziadka, który jest ofiarą zbrodni katyńskiej na Białorusi”, „Poszukuję informacji na temat brata mojego dziadka. Prawdopodobnie zginął w pierwszych dniach wojny. Może zginął w Katyniu, tak mówił jego brat”, „Szukam informacji o moim pradziadku. Zginął w Katyniu najprawdopodobniej w 1942 roku” czy też „Mój ojciec znajduje się na białoruskiej liście katyńskiej”. Gdy ktoś „zaginął na Wschodzie” w czasie II wojny światowej, najlepiej znanym i społecznie zakorzenionym wyjaśnieniem pozostaje zbrodnia katyńska. W ten sposób konkretna, choć nie zawsze trafna narracja zastępuje brak wiedzy.
Spróbujmy więc uporządkować stan wiedzy na temat wciąż nieodnalezionych ofiar z „białoruskiej listy katyńskiej”.
Co wiemy?
Z „decyzji katyńskiej” podjętej przez Biuro Polityczne KC WKP(b) 5 marca 1940 r. wiemy, że ofiarami zbrodni byli nie tylko jeńcy trzech obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie, lecz także aresztowani przebywający w więzieniach na terenach zachodnich obwodów Ukrainy i Białorusi, a więc ziem polskich anektowanych przez Związek Sowiecki po 17 września 1939 r. W dokumencie określono procedurę zbrodni. Sprawy zarówno jeńców, jak i aresztowanych miała rozpatrywać „trójka NKWD” w składzie: Wsiewołod Mierkułow, Bachczo (Bogdan) Kabułow i Leonid Basztakow, w trybie specjalnym, a więc bez wzywania aresztowanych i bez przedstawiania zarzutów, decyzji o zakończeniu śledztwa czy aktów oskarżenia. Wobec wszystkich miano zastosować najwyższy wymiar kary – rozstrzelanie. Rozstrzelać planowano 11 tys. aresztowanych uznanych za „członków różnorakich kontrrewolucyjnych szpiegowskich i dywersyjnych organizacji, byłych obszarników, fabrykantów, byłych polskich oficerów, urzędników i zbiegów”.

Na notatce widnieją cztery własnoręczne podpisy członków Biura Politycznego: Józefa Stalina, Klimenta Woroszyłowa, Wiaczesława Mołotowa i Anastasa Mikojana oraz adnotacje o głosowaniu „za” przez Michaiła Kalinina i Łazara Kaganowicza. Podstawę do podjęcia zbrodniczej decyzji stanowiła notatka komisarza ludowego spraw wewnętrznych ZSRS Ławrientija Berii, sporządzona dla Stalina, w której czytamy, że „wszyscy oni są zatwardziałymi, nierokującymi poprawy wrogami władzy sowieckiej”.
Taka operacja nie mogła zostać przeprowadzona bez wcześniejszych przygotowań. Warto jednak przypomnieć, że w latach 1937–1938, w ramach Wielkiego Terroru, przeprowadzano zbrodnicze działania na jeszcze większą skalę. Wystarczy wspomnieć, że tylko w ramach tzw. operacji polskiej NKWD zamordowano co najmniej 111 tys. osób, z których zdecydowaną większość stanowili Polacy mieszkający w Związku Sowieckim.
W pierwszej kolejności zadbano o odpowiednią liczbę wagonów. 21 marca 1940 r. Beria przesłał pismo do ludowego komisarza komunikacji Łazara Kaganowicza w sprawie „wykonania pilnego zadania operacyjnego”. W przypadku więźniów z terenu Białorusi przewidziano 100 wagonów Kolei Brzeskiej, 23 wagony Kolei Białostockiej oraz 32 wagony Kolei Zachodniej.
Kolejnym krokiem było zabezpieczenie transportu i nadzoru nad więźniami. 22 marca 1940 r. Beria wydał tajny rozkaz nr 00350 „O rozładowaniu więzień NKWD zachodnich obwodów Ukraińskiej i Białoruskiej SRS”. Z dokumentu wynika, że z więzień NKWD zachodnich obwodów Białoruskiej SRS miano przenieść 3 tys. aresztantów do więzienia w Mińsku, w tym: z więzienia w Brześciu – 1500 osób, z więzienia w Wilejce – 550 osób, z więzienia w Pińsku – 500 osób i z więzienia w Baranowiczach – 450 osób.
Organizacją przewozu aresztowanych miał się zająć naczelnik oddziału Głównego Zarządu Więziennego NKWD ZSRS, kapitan bezpieczeństwa państwowego Aleksandr Czeczow, oraz komisarz ludowy spraw wewnętrznych Białoruskiej SRS Ławrientij Canawa. Odpowiedzialność za „zapewnienie ścisłej dyscypliny i ochrony aresztowanych zarówno w czasie odbioru i załadunku, jak i [podczas] transportu eszelonów z aresztowanymi” powierzono Canawie, Czeczowowi oraz dowódcy 15. Brygady Wojsk Konwojowych NKWD pułkownikowi Popowowi. Z rozkazu wynika, że całą operację miano zakończyć w terminie dziesięciu dni.
Przeznaczonych na rozstrzelanie przewożono najprawdopodobniej do mińskiego więzienia centralnego przy ul. Wołodarskiego (dawnego zamku Sapiehów) oraz do więzienia wewnętrznego NKWD, nazywanego „amerykanką” lub „okrąglakiem”, znajdującego się przy ul. Zachariewskiej (obecnie prospekt Niepodległości).
Jak w każdej masowej operacji NKWD, także tutaj zbrodni towarzyszyła rozbudowana biurokracja. Dla więźniów wypełniano akta ewidencyjne i „informacje”, które następnie przesyłano do 1. Wydziału Specjalnego (ewidencyjno-statystycznego) NKWD ZSRS. Tam, na ich podstawie, sporządzano listy dyspozycyjne, czyli polecenia rozstrzelania, nazywane także „listami śmierci”. Następnie były one rozpatrywane i zatwierdzane przez wspomnianą „trójkę NKWD”. To te listy dyspozycyjne określa się dziś umownie mianem „białoruskiej listy katyńskiej”.

Na podstawie dokumentacji dotyczącej zbrodni katyńskiej Jędrzej Tucholski ustalił, że listy dyspozycyjne rozstrzelanych jeńców z obozów w Kozielsku, Starobielsku i Ostaszkowie oraz więźniów zamordowanych na Ukrainie miały jednolitą numerację ciągłą. Braki w numeracji wskazują, że dziewięć list obejmowało nazwiska więźniów przetrzymywanych na Białorusi, skazanych na śmierć między 22 kwietnia a 19 maja 1940 r. Daty te znajdują potwierdzenie w relacjach świadków. Konstanty Rdułtowski w „Notatkach z wygnania” wspominał: „W końcu kwietnia lub na początku maja [1940 r.] zabrano Kazia, Stefana Rdułtowskich, Jana Mierzejewskiego i Mieczysława Kotarbińskiego. Na ich miejsce pakowano do cel innych. Tymczasem dotąd nie zostali odnalezieni”. Warto zaznaczyć, że ich los do dziś pozostaje nieznany.
Wiosenne deportacje z 1940 r. mogą być ważnym tropem przy ustalaniu, czy dana osoba padła ofiarą zbrodni katyńskiej. Druga, tzw. kwietniowa deportacja, była bowiem wymierzona przede wszystkim w rodziny osób represjonowanych na mocy decyzji z 5 marca 1940 r. 2 marca 1940 r. władze sowieckie postanowiły deportować na 10 lat do Kazachskiej SRS m.in. członków rodzin aresztowanych i jeńców przetrzymywanych w obozach. Pięć dni później Ławrientij Beria doprecyzował, że za członków rodziny uznaje się żony, dzieci oraz rodziców, a także rodzeństwo, o ile zamieszkiwało wspólnie z aresztowanym lub jeńcem. Szacuje się, że w kwietniu 1940 r. deportowano co najmniej 61 tys. obywateli polskich. Do dziś nie wiadomo, ilu z nich nie przeżyło zesłania.
Czego nie wiemy?
Do dziś nie wiemy, gdzie i w jaki sposób rozstrzeliwano ofiary zbrodni katyńskiej na Białorusi oraz gdzie ukryto ich ciała. Czy ofiary mordowano w piwnicach mińskiego więzienia, a może bezpośrednio nad przygotowanymi wcześniej „dołami śmierci” – według jednej z hipotez w kompleksie leśnym Kuropaty? Za tą drugą możliwością przemawiają relacje świadków, którzy w latach 1940–1941 widywali transporty ciężarówek wjeżdżających do lasu, skąd następnie rozlegały się strzały.
Za hipotezą o Kuropatach jako miejscu ukrycia ciał przemawiają również wyniki cząstkowych ekshumacji przeprowadzonych przez stronę białoruską w latach 1988–1989. Odkryto wówczas szczątki osób, z których wiele nosiło ślady postrzałów w tył głowy – typowych dla metody stosowanej przez NKWD. W ten sam sposób zabijano inne ofiary zbrodni katyńskiej. Przy ciałach odnaleziono też przedmioty sugerujące, że wśród ofiar mogły znajdować się osoby pochodzące z przedwojennej Polski, takie jak medaliki z Matką Boską Częstochowską i Matką Boską Ostrobramską, metalowy kubek oraz buty i kalosze polskich firm. Przejmującym świadectwem jest odnaleziony tam męski grzebień z wyrytym napisem w języku polskim: „Ciężkie chwile więźnia. Mińsk 25 04.1940. Myśl o was doprowadza mnie do szaleństwa. 26 IV Rozpłakałem się – ciężki dzień”. Czy jego właściciel padł ofiarą zbrodni katyńskiej?
Kuropaty od 1937 r. pełniły funkcję tajnego cmentarzyska, na którym spoczywa co najmniej 30 tys. ofiar sowieckich zbrodni. Wiele wskazuje na to, że obok siebie mogły tam spocząć ciała Polaków zamordowanych zarówno w okresie Wielkiego Terroru, jak i w ramach zbrodni katyńskiej.
Czy Kuropaty były jedynym miejscem ukrycia ciał? Białoruski badacz Ihor Kuzniacou wskazał kilkanaście prawdopodobnych miejsc w rejonie Mińska, m.in. Drozdy, Komarówkę, czy teren dzisiejszego portu lotniczego Mińsk-1, w których grzebano ofiary sowieckich represji. Bez przeprowadzenia gruntownych prac archeologicznych nigdy się tego nie dowiemy.
Nie znamy również ostatecznej liczby ofiar zbrodni katyńskiej na Białorusi. Z notatki przewodniczącego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego (KGB) ZSRS Aleksandra Szelepina z 3 marca 1959 r., sporządzonej dla prezesa Rady Ministrów ZSRS Nikity Chruszczowa z propozycją zniszczenia akt ewidencyjnych zamordowanych, dowiadujemy się, że w ramach zbrodni katyńskiej rozstrzelano 14 552 jeńców wojennych – których ciała spoczywają na polskich cmentarzach w Katyniu, Miednoje i Charkowie Piatichatkach – oraz 7305 osób przetrzymywanych w więzieniach tzw. Zachodniej Białorusi i Zachodniej Ukrainy. Lista osób zamordowanych na terenie Ukraińskiej SRS, czyli tzw. ukraińska lista katyńska, licząca 3435 nazwisk, została przekazana polskim władzom 5 maja 1994 r. przez zastępcę szefa Służby Bezpieczeństwa Ukrainy gen. Andrieja Chomicza. Jeśli liczba rozstrzelanych więźniów podana w notatce Szelepina (7305) jest prawdziwa, to analogiczna „białoruska lista katyńska” powinna zawierać 3870 nazwisk. Zagadką pozostaje, skąd wzięła się rozbieżność w liczbie ofiar. Przypomnę: w „decyzji katyńskiej” z 5 marca 1940 r. mówi się o 11 tys. aresztowanych, a Szelepin pisze o 7305 osobach.
Znamy niemal wszystkie nazwiska rozstrzelanych jeńców z Kozielska, Starobielska i Ostaszkowa oraz nazwiska aresztowanych zamordowanych w Kijowie, Charkowie i Chersoniu. Wciąż nie znamy jednak nazwisk osób zamordowanych w Mińsku.
Można przypuszczać, że na tzw. białoruskiej liście katyńskiej – analogicznie do odnalezionej i odtajnionej „ukraińskiej listy katyńskiej” – znaleźli się przede wszystkim przedstawiciele elit II Rzeczypospolitej. Byli wśród nich oficerowie (w tym rezerwy), policjanci i inni funkcjonariusze służb mundurowych, urzędnicy, a także przedstawiciele inteligencji, m.in. nauczyciele, lekarze, prawnicy, inżynierowie i duchowni, ziemianie, kupcy, przedsiębiorcy oraz działacze społeczni i polityczni. Były to w większości osoby narodowości polskiej, lecz także białoruskiej, żydowskiej, ukraińskiej i przedstawiciele innych mniejszości zamieszkujących przedwojenną Polskę, uznani przez władze sowieckie za element potencjalnie wrogi. Zdecydowaną większość ofiar stanowili zapewne mężczyźni, choć wśród zamordowanych mogły być również kobiety, przede wszystkim przedstawicielki inteligencji.
Podsumowując, na tzw. białoruskiej liście katyńskiej mogą znajdować się osoby, które zostały aresztowane przez władze sowieckie po 17 września 1939 r. i były przetrzymywane w więzieniach na obszarze anektowanych północno-wschodnich województw II RP, a następnie od marca 1940 r. przewożone do więzień w Mińsku lub już tam przebywające. Istotną przesłanką jest również moment utraty kontaktu z aresztowanymi, przypadający między kwietniem a czerwcem 1940 r. Dodatkowymi, pośrednimi wskazówkami mogą być ich przynależność do szeroko rozumianych elit II Rzeczypospolitej oraz deportacja bliskich do Kazachskiej SRS w kwietniu 1940 r.
Pozostaje jeszcze jedno istotne pytanie: dlaczego mimo tylu lat od dokonania zbrodni tak mało wiemy o niej i o jej ofiarach?

Odpowiedź jest niestety dość prosta: władze Rosji i Białorusi nie są zainteresowane ujawnieniem pełnej prawdy o zbrodni katyńskiej. Na Białorusi już w 1995 r. umorzono sprawę karną dotyczącą egzekucji NKWD dokonywanych w latach 1939–1941 w Kuropatach. Z kolei rosyjska Naczelna Prokuratura Wojskowa, prowadząc śledztwo w sprawie zbrodni katyńskiej, w ogóle nie zajęła się kwestią aresztowanych. Śledztwo umorzono w 2004 r., utajniając przy tym treść samej decyzji o umorzeniu, jak również część zebranego w czasie śledztwa materiału dowodowego.
Do dziś, mimo starań, strona polska nie otrzymała dostępu do archiwaliów, które mogłyby pomóc w ustaleniu personaliów ofiar, okoliczności zbrodni, jak również jej sprawców. Zamordowani nie doczekali się także godnego pochówku. Zamiast tego coraz częściej we współczesnej Rosji podważa się sowieckie sprawstwo zbrodni, a na Białorusi kwestionuje się sam fakt dokonania mordów na jej terytorium. Jak stwierdził Aleksandr Łukaszenka: „U nas na terytorium Białorusi nie został rozstrzelany ani jeden Polak”.
Maciej Wyrwa – doktor historii, absolwent Wschodoznawstwa na Uniwersytecie im. Adama Mickiewicza w Poznaniu. Kierownik Działu Badań i Programów Stypendialnych Centrum Mieroszewskiego.


