Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit

Pasjonaci, księgonosze i „dyrektorzy”. O korzeniach litewskiego odrodzenia narodowego

25/07/2026

Krzysztof Buchowski

Elementem programu rusyfikacji ziem litewskich po powstaniu styczniowym był zakaz druku w języku litewskim czcionką łacińską. Wszelkie publikacje miały być drukowane cyrylicą. Nad rozwojem litewskiej mowy zawisło widmo zagłady. W 1867 r. bp Wołonczewski wpadł na pomysł, aby drukować litewskie wydawnictwa w Prusach. Organizacją przedsięwzięcia zajął się rzutki przedsiębiorca Jurgis Bielinis, który pierwszą partię broszur przeniósł przez „zieloną granicę” w worku.

Fotografia pomnika z metalu na kamiennym postumencie przedstawiającego idącego mężczyznę w czapce, z workiem na plecach.
Pomnik księgonosza w Kownie. Fot. Piotr Głuszkowski.

Skąd się wziął „żmudzki dialekt”?

W średniowieczu tereny zamieszkiwane przez pogańskie plemiona litewskie pokrywały się mniej więcej z obszarem współczesnej Litwy. W XIV w. litewscy władcy uzależnili wiele sąsiednich księstw ruskich. W końcu tego samego stulecia za polskim pośrednictwem również Litwini przyjęli chrzest w obrządku zachodnim. Ich państwo, Wielkie Księstwo Litewskie, zawarło unię z Królestwem Polskim. Litewskie elity bojarskie (szlacheckie), szczególnie od schyłku XVI w., coraz bardziej polonizowały się pod względem językowym. Na przełomie XVIII i XIX w. litewszczyzną posługiwała się przede wszystkim katolicka ludność chłopska oraz – w niektórych przypadkach – drobnoszlachecka w zachodniej części kraju, zwykle nazywanej po prostu Żmudzią. Etniczną ludność litewską zaczęto powszechnie określać jako Żmudzinów, a ich mowę – jako „żmudzki dialekt”.

Unia polsko-litewska w znaczeniu politycznym istniała do upadku Rzeczpospolitej Obojga Narodów. Po rozbiorach ziemie litewskie znalazły się pod rosyjskim panowaniem. Jeszcze w pierwszej połowie XIX w., mimo zaborowych porządków, umacniało się na Żmudzi poczucie łączności z polskością i postępował proces polonizacji. Nawet mieszkańcy najuboższych zaścianków, czy przedstawiciele żmudzkiego „ludu”, czyli chłopscy synowie, którym udało się przezwyciężyć stanowe bariery i doświadczyć społecznego awansu, zwykle polszczyli nazwiska, zaczynali posługiwać się polszczyzną i przyjmowali polsko-szlacheckie wzorce kulturowe.

„Litewskie narzecze”

W owym czasie szczególnie wzrosło w polskim życiu kulturalnym znaczenie Wilna – historycznej litewskiej stolicy. Miasto stało się jednym z najważniejszych ośrodków polskiej aktywności społecznej i intelektualnej. Wśród osób z nim związanych nietrudno znaleźć było twórców, których dzieła na trwałe zajęły miejsce w kanonie polskiego romantyzmu: obok Adama Mickiewicza także Juliusza Słowackiego, Ludwika Kondratowicza (Władysława Syrokomlę), Ignacego Chodźkę, Antoniego Odyńca, Stanisława Moniuszkę, Józefa Ignacego Kraszewskiego i innych. Środowisko wileńskiej inteligencji związane było przede wszystkim z Cesarskim Uniwersytetem Wileńskim działającym za zgodą rosyjskiej władzy w latach 1803–1832. Znaczenie i dorobek uczelni promieniowały na cały kraj, a nawet daleko poza granice Litwy, jeszcze długo po zamknięciu Uniwersytetu przez Rosjan (jako karę za udział mieszkańców Litwy w powstaniu listopadowym).

W wileńskim ośrodku, zgodnie z duchem epoki romantyzmu, rozwinęło się silne zainteresowanie na poły mitycznymi dziejami kraju i ludową kulturą. Zwrócono wówczas baczniejszą uwagę również na „język żmudzki”. Do tej pory jako mowa chłopów, stosunkowo rzadko przybierał on formę literacką. Nie istniały osobne zasady ortograficzne i gramatyczne. W „litewskim narzeczu” zwykle publikowano jedynie modlitewniki. A jednak pisana litewszczyzna paradoksalnie rozwijała się, tyle że poza historycznymi granicami Litwy – na terenie Prus, czyli na tzw. Litwie Pruskiej). W regionie tym w okolicach Tylży i Ragnety istniały skupiska ludności litewskiej wyznającej luteranizm i częściowo zniemczonej. Od XVII w. decyzją pruskich władz nabożeństwa odbywały się tam w języku litewskim.

Rozwijało się również litewskojęzyczne piśmiennictwo i ruch wydawniczy, a w XVIII stuleciu drukowano nawet czasopisma. Filologowie działający na królewieckim uniwersytecie rozwijali jednocześnie badania naukowe nad „żmudzkim narzeczem”. Jeszcze w pierwszej połowie XIX w. publikacji w języku litewskim powstawało w Prusach więcej niż na terenie dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego.

W „żmudzkim języku”

Romantyczne fascynacje litewskością, gorący lokalny patriotyzm, znajomość „żmudzkiej mowy” wyniesiona z rodzinnych domów lub sąsiedzkich okolic oraz inspiracja płynąca z Prus – wszystko to coraz częściej zachęcało młodych wileńskich romantyków wyrażania narodowych emocji. Często sięgali on zwłaszcza po tematykę historyczną: zwykle przypominali dawną świetność ojczyzny, ale pochylali się również nad jej ówczesnymi losami. Niektórzy coraz częściej akcentowali negatywne następstwa unii z Polską.

Krytykowali szlachtę i ziemian za doprowadzenie kraju do politycznej katastrofy, ale także za uleganie negatywnym przykładom płynącym z Polski. Jak twierdzili, główną przyczyną kryzysu i upadku państwa miało było odcięcie się elit od ludowych korzeni. Podobne treści, nie były jeszcze przejawem nastrojów antypolskich. Stanowiły raczej echo tradycyjnego na Litwie głęboko zakorzenionego poczucia odrębności od Polaków pochodzących z głębi Polski (Korony). Opinie utrzymane w takim duchu głosili w swej twórczości m.in. Syrokomla i Kraszewski, a także Teodor Narbutt, dawny filomata, autor wielotomowych Dziejów starożytnych narodu litewskiego, opublikowanych w latach 1835–1841. Niektórzy autorzy chwytali za pióro notując ludowe pieśni, albo publikowali literackie próby w „żmudzkim narzeczu” .W gronie pasjonatów nie tylko dziejów kraju, ale też języka znalazł się m.in. dziejopis Szymon Dowkont (lit. Simonas Daukantas), kolega Mickiewicza i Słowackiego z uniwersyteckich audytoriów. Dowkont, mimo że doskonale znał polski, jako jeden z pierwszych zaczął programowo pisać i publikować w języku litewskim. W swoich pracach obarczał litewską szlachtę winą m.in. za wprowadzenie pańszczyzny i postępującą polonizację. Twórców ogłaszających swoje dzieła w „żmudzkim języku” stale przybywało.

Pasjonaci tacy jak Dowkont, np. wydawca i leksykograf Wawrzyniec Iwiński (Laurynas Ivinskis), czy uzdolniony poeta, późniejszy biskup sejneński Antoni Baranowski (Antanas Baranauskas), nadal byli jednak niewielką mniejszością w kręgu polskojęzycznych elit na Litwie, zarówno świeckich, jak duchownych.

Po litewsku cyrylicą

Portret fotograficzny duchownego z krzyżem na piersi i orderem w kształcie gwiazdy.
Bp Maciej Wołonczewski/Motiejus Valančius. Domena publiczna.

Wśród entuzjastów litewszczyzny był ksiądz Maciej Wołonczewski (Motiejus Valančius). Urodzony w 1801 r. w rodzinie chłopskiej w okolicach żmudzkiej Kretyngi. Dzięki patronatowi ziemiańskiej rodziny Ogińskich ukończył gimnazjum, a następnie studiował w katolickim seminarium i Wileńskiej Akademii Duchownej. W 1850 r. Wołonczewski został konsekrowany na biskupa żmudzkiego (w 1854 r. na rozkaz władz siedzibę biskupa przeniesiono z Worń do Kowna). Wołonczewski był pierwszym w historii Litwy kościelnym hierarchą pochodzenia chłopskiego. Jeszcze podczas studiów podjął pierwsze próby pisarskie. Jako ordynariusz szybko zdobył ogromny autorytet i zaufanie wiernych. Doskonale z autopsji znał ich problemy, a także porozumiewał się w ojczystej mowie. Za zgodą carskich władz biskup stworzył sieć przykościelnych bibliotek i szkółek, w których nauka odbywała się w języku litewskim. Doprowadził do stworzenia diecezjalnego wydawnictwa, publikującego literaturę religijną. Pod koniec lat pięćdziesiątych walcząc z powszechnym wśród chłopów pijaństwem zainicjował na terenie diecezji ruch abstynencki. Działalność ta przyniosła spektakularne rezultaty dając podwaliny pod rozwój społecznej aktywności i solidarności.

Wielkim wstrząsem dla Litwy była klęska powstania styczniowego (1863–1864), w którym na Żmudzi udział wzięła nie tylko miejscowe ziemiaństwo i szlachta, ale także chłopi. Mieszkańców dotknęły srogie carskie represje. Wymierzone były przede wszystkim w polski stan szlachecki, uznany za zatrute źródło na „odwiecznie rosyjskich” ziemiach dawnego Wielkiego Księstwa Litewskiego. Jeszcze na początku lat sześćdziesiątych, równolegle z podobną reformą w Rosji, zniesiono poddaństwo chłopów i pańszczyznę, uderzając w dotychczasowy fundament ekonomiczny ziemiaństwa. Po upadku powstania zlikwidowano resztki szlacheckiego samorządu. Za udział w niedawnej insurekcji karano konfiskatą majątku, zesłaniem, a nawet karą śmierci. Uznano ponadto, że rozsadnikiem oporu jest dominacja polszczyzny i wyznania katolickiego. Rosjanie postanowili odzyskać ludową litewskość dla imperium, oczyszczając ją z polskich wpływów. Język polski definitywnie usunięto z życia publicznego i szkół, zastępując go rosyjskim. Nawet lekcje religii miały odbywać się po rosyjsku. Przejściowo zamknięto szereg kościołów, zakaz budowy nowych i remontowania już istniejących. Objęto ścisłym nadzorem katolickie seminaria duchowne, przejściowo zakazano przyjmowania nowych kleryków. Wprowadzono cenzurę kazań.

Państwowym oraz prywatnym instytucjom zabroniono zatrudniania katolików i udzielania im kredytów. Wprowadzono zakaz nabywania ziemi przez osoby wyznania katolickiego. Jednocześnie promowano wznoszenie cerkwi prawosławnych, usilnie zachęcając mieszkańców do religijnej konwersji. Zamierzano wyłuskać  „żmudzki lud”, zwłaszcza młodzież, z kręgu polskich wpływów, nakłonić do przejścia na prawosławie, a docelowo zrusyfikować. Rezultaty spodziewano się osiągnąć w ciągi 20–30 lat.

Przeciw rusyfikacji

Elementem programu rusyfikacji było wprowadzenie w czerwcu 1864 r. zakazu druku w języku litewskim czcionką łacińską. Od tej pory wszelkie publikacje miały być wykonywane wyłącznie cyrylicą (tzw. grażdanką). Zakaz początkowo był wprowadzony rozporządzeniem wileńskiego generał-gubernatora Michaiła Murawjowa, a następnie potwierdzony przez ministra spraw wewnętrznych i cara. Ograniczenie obowiązywało na terenie całego imperium. Ponadto zabroniono sprowadzania i rozpowszechniania litewskojęzycznych wydawnictw z zagranicy. Po kilku latach doprecyzowano, że zakaz obejmuje także druki czcionką gotycką (tzw. szwabachą), rozpowszechnioną w Prusach. Litewskie słowo drukowane miało całkowicie zniknąć. W zamian państwo oferowało książki, podręczniki  i broszury pisane rosyjskimi „bukwami”.

Zakaz doraźnie uderzył w pasjonatów języka ojczystego, głównie w bibliofilów oraz filologów. Początkowo starali się oni obchodzić nowe prawo przy pomocy nielegalnego antydatowania nowych publikacji (wydania przed 1864 r. były dozwolone) lub przekonywali o ściśle naukowym, akademickim charakterze druków (cenzura dopuszczała podobne wyjątki). Na Żmudzi litewskie słowo drukowane (głównie w postaci modlitewników i religijnych broszur) nierzadko trafiało jednak również pod chłopskie strzechy i do parafialnych szkółek. Wobec zarządzeń zaborczej władzy perspektywy były niepokojące: nad rozwojem litewskiej mowy na rodzimej ziemi zawisło widmo zagłady. Według rosyjskich kalkulacji „żmudzki lud” w dotychczasowej formie miał zniknąć.

Zakazy bezpośrednio ugodziły w dotychczasowe starania bp. Wołonczewskiego. Zamknięto utworzoną przez niego oficynę wydawniczą i przykościelne szkółki, zlikwidowano bractwa trzeźwości. Ściśle kontrolowano biskupie wizytacje parafii. W latach 1864–1866 na terenie diecezji żmudzkiej blisko 40 tys. osób pod presją carskich urzędników przeszło na prawosławie. Zaborcza władza wyraźnie zamierzała odebrać Kościołowi „rząd dusz”. Biskup, który do tej pory zachowywał się raczej ugodowo, uznał że w nowych okolicznościach należy aktywnie przeciwdziałać zamiarom władz. W oficjalnym nauczaniu duszpasterskim zawarł jedynie przekaz potępiający odchodzenie od katolicyzmu. Nieoficjalnie kategorycznie zalecał jednak aby ze wszystkich sił bronić wiary i świątyń, nie przyjmować i nie nabywać książek drukowanych grażdanką (cyrylicą). W miarę możliwości należało organizować naukę czytania i pisania w prywatnych domach, najlepiej z użyciem broszur religijnych i katechizmu. Zgodnie z biskupim zaleceniem, dopiero kiedy dzieci dobrze nauczą się ojczystego języka, można było rozważyć posłanie ich do rosyjskiej szkoły ludowej.

Księgonosze

Istotną przeszkodą w realizacji zamiaru stanowił brak materiałów dydaktycznych. Nie można było ich wydrukować na miejscu, a istniejące zasoby literatury w „języku żmudzkim” były niewystarczające. Z tego powodu biskup Wołonczewski w 1867 r. wpadł na pomysł, aby druk zamawiać w nieodległych Prusach, gdzie istniała odpowiednia infrastruktura oraz działali wydawcy posiadający niezbędne doświadczenie w publikacjach litewskojęzycznych. Żmudzki ordynariusz nie tylko zabezpieczył przedsięwzięcie od strony finansowej, ale również osobiście napisał kilka religijnych książeczek oraz broszur, dotyczących prześladowania katolików przez rosyjską władzę (rzecz jasna autor oficjalnie był anonimowy). Stroną organizacyjną przedsięwzięcia zajął się rzutki przedsiębiorca Jurgis Bielinis, który przewiózł rękopisy biskupa do Tylży w Prusach i zamówił pierwszą partię druków.

Portret fotograficzny w atelier przedstawiający starszego mężczyznę z broda siedzącego przy stole i piszącego na kartce papieru.
Jurgis Bielinis. Domena publiczna.

Kolejnym problemem stało się przerzucenie gotowych broszur na Litwę. Nie można było ich przewieźć legalnie, dlatego Bielinis pierwszą partię przeniósł przez zieloną granicę w zwyczajnym worku. Druki trafiły następnie do punktu etapowego zorganizowanego na polecenie bp. Wołonczewskiego w jednym z przygranicznych kościołów. Dalej rozprowadzali je księża, zaufani współpracownicy lub wędrowni handlarze dewocjonaliami. Ostatecznie publikacje trafiały do chłopskich domów, gdzie były starannie ukrywane przed niepowołanymi oczami. Scenariusz wielokrotnie powtórzył się. Początkowo, z oczywistych powodów, proceder był możliwy na stosunkowo niewielką skalę, ale z czasem, dzięki wsparciu biskupa, rozbudowano całą przemytniczą i kolporterską siatkę. Ruch nabrał niemal masowego charakteru. Dzięki autorytetowi biskupa i wsparciu duchownych angażowało się w przemyt coraz więcej osób. Nazywano ich nosicielami książek lub księgonoszami (knygnešiai). Drukowane w Prusach książki nadal przemycano głównie w workach niesionych na plecach, ale czasami przewożono przez granicę ukryte w ładunku legalnych towarów. Niekiedy transporty docierały na Litwę okrężną drogą, np. przez port w Rydze.

Tylko w latach 1867–1869 do odbiorców trafiło około 19 tys. egzemplarzy. W następnych latach w ofercie, oprócz modlitewników i religijnych broszur, pojawiła się literatura piękna, a także czasopisma. By pokryć koszty druku, wydawnictwa zwykle sprzedawano czytelnikom.

Przemyt był przedsięwzięciem bardzo zyskownym (końcowa cena książek nawet dziesięciokrotnie przewyższała koszt produkcji), ale ryzykownym. Księgonosze mogli stracić życie w trakcie nielegalnego przekraczania granicy. Schwytani z reguły karani byli więzieniem (nawet do 5 lat). Książki oczywiście konfiskowano. Współcześni badacze szacują, że w ręce rosyjskich lub niemieckich strażników granicznych wpadło około 3 tys. przemytników, niektórzy wielokrotnie. Udało się jednak przechwycić zaledwie około 10 proc. kontrabandy. Jurgis Bielinis przez 41 lat parał się szmuglowaniem książek (podobno sam przeniósł niemal połowę wszystkich druków!), kilkukrotnie był zatrzymywany, ale dzięki łapówkom i wrodzonemu sprytowi, zawsze udawało mu się uniknąć odpowiedzialności.

Oprócz chłopów, którzy stanowili blisko 90 proc. księgonoszy, w przemyt angażowali się duchowni, mieszkańcy przygranicznych miasteczek (głównie kupcy i sklepikarze), a nawet niektórzy przedstawiciele szlachty i ziemiaństwa. Władze słusznie podejrzewały, że w procederze maczał palce biskup Wołonczewski. W siedzibie kowieńskiej kurii i w biskupiej rezydencji przeprowadzono rewizje, ale nie dały one pożądanych rezultatów. Ograniczano się zatem do wzmożonej obserwacji żmudzkiego ordynariusza.

Wspólny opór przeciw rusyfikacji

Ruch księgonoszy szybko został dostrzeżony przez polską opinię publiczną zarówno na ziemiach litewskich, jak w innych regionach. Inicjatywę „synów żmudzkiego ludu” zwykle interpretowano jako zdrowe objawy podniesienia rodzimej kultury i podziwu godną troskę o ojczystą mowę i katolicką wiarę. Nie dostrzegano niczego złego w tym, że chłopi uczą się czytać i modlą z książeczek wydrukowanych we własnym narzeczu. W rozpowszechnionej opinii działalność księgonoszy miała przede wszystkim antyrosyjski charakter, mieściła się zatem w etosie wspólnego oporu przeciw rusyfikacji. Bardzo pozytywny obraz nosicieli książek dała Maria Rodziewiczówna w powieści Szary proch, wydanej we Lwowie w 1889 r.

Portret fotograficzny w atelier przedstawiający stojącego mężczyznę z brodą w czapce, ciepłym ubraniu, worku na plecach i kijem w dłoni.
Jeden z księgonoszy, Vincas Juška. Domena publiczna.

Autorka skonstruowała akcję utworu i zarysowała postaci bohaterów w taki sposób, że czytelnicy odczuwali solidarność z dzielnym „żmudzkim ludem”, broniącym swego języka i wyznania. W Szarym prochu wieśniacy to „zdrowe ziarno”, niezepsute przez cywilizacyjne miazmaty, a przemyt książek to zaszczytna służba, rodzaj patriotycznego obowiązku, narodowego poświęcenia, podobnie jak wcześniej udział w powstaniach. Według Rodziewiczówny „żmudzki lud” pozostał uczciwy i wierny tradycji, nieskalany narodowym i religijnym zaprzaństwem.

Tajne szkoły „dyrektorskie”

Jeszcze w pierwszej połowie XIX w. edukacja w szkołach rządowych zwykle była dla chłopów nieosiągalna. Istniała jednak na ziemiach żmudzkich tradycja zakładania przy dworach i plebaniach małych szkółek dla chłopskich dzieci. Z tradycji tej wyrastała także inicjatywa biskupa Wołonczewskiego, który stworzył szkółki parafialne. Po ich przymusowym zamknięciu przez władze hierarcha nie złożył broni. Rosnąca podaż litewskojęzycznych druków znacznie ułatwiła zadanie. W taki sposób zapoczątkowane zostało tworzenie tzw. szkół dyrektorskich. Nacechowanym szacunkiem określeniem „dyrektor” (daraktorius) w potocznej litewszczyźnie nazywano organizatora (a zarazem najczęściej nauczyciela) takiej placówki. Tajne szkoły nie posiadały stałej siedziby, nauczyciel i uczniowie zbierali się raz w izbach udostępnianych w miarę możliwości przez miejscowych chłopów. Dzieci, najczęściej 8–10 letnie, najintensywniej uczyły się w miesiącach zimowych, kiedy zamierały prace polowe. „Dyrektorami” początkowo zostawali absolwenci dawnych szkółek parafialnych. Mieszkańcy wsi składali się na ich utrzymanie i skromne wynagrodzenie. Nierzadko rolę nauczycieli przejmowali sami rodzice. Niekiedy szkółki były kadrowo wspomagane przez szlachcianki z okolicznych dworów. Uczono dzieci czytać i pisać w języku litewskim, rachować, czytać po rosyjsku i polsku, a także podstaw historii i geografii Litwy. Carska administracja ścigała i karała „dyrektorów” oraz rodziców. Za nielegalne nauczanie groziła wysoka grzywna lub do trzech miesięcy aresztu. Ale szykany nie zniechęciły ani rodziców, ani nauczycieli.

Szerokie, niemal masowe uczestnictwo „żmudzkiego ludu” w ruchu księgonoszy i działalności szkół „dyrektorskich” stało się przejawem swego rodzaju podziemnego państwa. Było ono kolejną lekcją społecznego zaangażowania i oporu, taktyki, wytrwałości i etnicznej solidarności. Rodziło się poczucie jedności, które wkrótce stać się miało się fundamentem nowoczesnej litewskiej tożsamości narodowej.

Dzieło bp. Macieja Wołonczewskiego kontynuowano po jego śmierci w 1875 r. Ruch księgonoszy oraz „szkoły dyrektorskie” prężnie rozwijały się nie tylko na Żmudzi, ale również na innych obszarach litewskojęzycznych, przede wszystkim w diecezji sejneńskiej (czyli na Zaniemeniu, jak nazywano gubernię suwalską, administracyjnie należącą do zaborowego Królestwa Polskiego). W mniejszym zakresie oba zjawiska były widoczne na Wileńszczyźnie, której chłopscy mieszkańcy w tamtym czasie najczęściej rozmawiali już po polsku lub białorusku.

Fotografia przedstawiająca trzy kobiety i trzech mężczyzn siedzących na trawie na tle ściany lasu. Jeden mężczyzna w mundurze, dwaj w kapeluszach i surdutach, kobiety w spódnicach i koszulach.
„Dyrektorzy” i „dyrektorki” – nauczyciele w tajnych litewskich szkołach na przełomie XIX i XX w. Domena publiczna.

Walka o chłopskich synów

Decydującym impulsem, który zadecydował o kierunku rozwoju litewskości było pojawienie się w społeczeństwie pierwszego pokolenia warstwy inteligenckiej o chłopskich korzeniach. Aby odciągać dzieci od „dyrektorów”, władze zaczęły tworzyć gęstszą sieć państwowych szkół ludowych, w których nauka odbywała się po rosyjsku. Chłopskie dzieci coraz częściej kontynuowały edukację rozpoczętą w domach. Absolwenci mogli ubiegać się o przyjęcie do rządowych gimnazjów. Systematycznie wzrastał na ziemiach litewskich zasięg edukacji i poziom wykształcenia młodzieży. Proces ten najszybciej i najpełniej postępował na terenie guberni suwalskiej, gdzie obowiązywały mniej rygorystyczne ograniczenia (np. nie obowiązywał zakaz nabywania ziemi przez katolików). W dwóch tamtejszych gimnazjach, w Suwałkach i Mariampolu, aby zachęcić chłopskich synów do nauki, zezwolono nawet na wprowadzenie języka litewskiego jako przedmiotu nadobowiązkowego. Jeszcze w 1866 r. w nieodległych od Mariampola Wejwerach stworzono trzyletnie seminarium nauczycielskie, którego zadaniem było kształcenie kadry dla szkół ludowych na Litwie. Mimo że nauczanie również odbywało się po rosyjsku, wykładowcy i słuchacze seminarium stworzyli prężne środowisko, pielęgnujące ojczysty język i litewską tożsamość. Seminarium działało ponad pięćdziesiąt lat, a jego mury opuściło ponad tysiąc absolwentów. Chłopscy synowie coraz częściej podejmowali dalszą naukę np. w seminariach duchownych. Władza w dalszym ciągu liczyła na pozyskanie młodego pokolenia Litwinów. W tym celu dla litewskich absolwentów rządowych gimnazjów z guberni suwalskiej ufundowano dziesięć corocznych stypendiów na uczelniach w głębi Rosji. Inni wybierali studia na innych rosyjskich uczelniach, również w nieodległej Warszawie. Kończąc rosyjskie gimnazja i uczelnie, młodzi Litwini niekiedy kontynuowali karierę na terenie imperium oraz poza jego granicami. Większość jednak powracała w rodzinne strony, coraz bardziej angażując się w rodzący się ruch narodowy. Działalność pasjonatów z pierwszej połowy XIX w, a następnie nosicieli książek oraz „dyrektorów” była, jak się okazało, skuteczną szczepionka zapobiegającą utracie litewskiej tożsamości.

„Aušra” – początek nowej epoki

W 1883 r., prawie dwadzieścia lat po wprowadzeniu zakazu druku, grupa wszechstronnie wykształconych działaczy, niegdysiejszych wychowanków tajnych szkółek, którzy uczyli się czytać z książek przemycanych z Prus, zainicjowała wydawanie pierwszego litewskiego czasopisma – miesięcznika „Aušra”. Czasopismo było drukowane w pruskiej Ragnecie (następnie w Tylży), oczywiście z organizacyjną pomocą niezrównanego Jurgisa Bielinisa. Najsłynniejszy z księgonoszy doczekał zniesienia zakazu druku przez carską władzę w 1904 r. Tajne nauczanie straciło wówczas na znaczeniu, ale na ziemiach litewskich istniało aż do lat pierwszej wojny światowej.

Jak miało się później okazać, pojawienie się „Aušry” zmieniło historię Litwy, zapoczątkowując wręcz zupełnie nową epokę w dziejach tego kraju. Rezultatem starań kolejnych środowisk litewskich aktywistów było nie tylko utrwalenie nowoczesnej litewskiej świadomości narodowej w dotychczasowym „żmudzkim ludzie”, ale również stworzenie niepodległego państwa w latach międzywojennych. Dodać warto, że nowa odsłona dziejów naznaczona była narastającym sporem z Polakami, budzącym wiele emocji zwłaszcza w XX w. To jednak temat zupełnie innej opowieści.

W niepodległej Litwie do dzisiaj kultywuje się pamięć o pierwszych dziewiętnastowiecznych pasjonatach litewskości, księgonoszach i „dyrektorach”. Imieniem bohaterów nazywa się szkoły i ulice, stawia się im pomniki. Data urodzin Jurgisa Bielinisa, 16 marca, corocznie jest obchodzona jako narodowe święto – Dzień Księgonosza (Knygnešio diena).

Dr hab. Krzysztof Buchowski – profesor Uniwersytetu w Białymstoku.

Śródtytuły w tekście pochodzą od redakcji.