Dmitriy Panto
Co może uczynić jednostka w obliczu wojny? Jak zachować się wobec chaosu i przemocy? Jakich wyborów dokonać, gdy świat traci moralny kompas? Losy Mariana Heitzmana – intelektualisty, którego historię pragnę Państwu przybliżyć – stanowią jedną z możliwych odpowiedzi na te fundamentalne dylematy. Marian Heitzman już na początku wojny obrał własną, niepowtarzalną ścieżkę. Do ostatnich chwil życia starał się podejmować decyzje w duchu prawdziwego humanizmu.
Biografia Mariana Heitzmana to opowieść pełna życiowych zakrętów i nieoczekiwanych zwrotów. Czasem z własnego wyboru, innym razem przymuszony okolicznościami, zmieniał kraje, miasta, a nawet kontynenty. W ciągu swojego życia pełnił wiele ról: był filozofem, nauczycielem akademickim, naukowcem, dyplomatą, wojskowym, urzędnikiem administracyjnym i państwowym. Ale przede wszystkim był człowiekiem, który podejmował konkretne decyzje, popełniał błędy, który musiał w ciężkich warunkach wojennych nauczyć się panować nad swoimi emocjami i charakterem. Nie zawsze mu to się udawało. Życiorys tak bogaty mógłby z powodzeniem posłużyć za materiał do kilku równoległych biografii.
Od kleryka do dyplomaty
Marian Heitzman urodził się w Brodach 20 października 1899 r., w rodzinie Henryka i Kazimiery z Szajnów. Wówczas Brody były miastem powiatowym w Królestwie Galicji i zarazem ostatnią stacją graniczną pomiędzy carską Rosją i monarchią austro-węgierską. Miasto było ważnym ośrodkiem transportowym i logistycznym. Jego rodzice z wykształcenia byli nauczycielami, cenili naukę i edukację. W przyszłości będą robić wszystko, żeby ich dzieci zdobyły najlepsze wykształcenie.
Informacje dotyczące najwcześniejszych lat życia Mariana Heitzmana są skąpe. Można jednak przypuszczać, że jego rodzice przykładali dużą wagę do wczesnej edukacji dzieci, ucząc podstaw jeszcze przed rozpoczęciem formalnej nauki szkolnej. W 1905 r. Heitzman uczył się w I klasie szkoły ludowej (elementarnej) im. św. Józefa we Lwowie, natomiast klasy II, III i IV ukończył już w szkole im. Tadeusza Kościuszki w Tarnowie. W 1909 r. pomyślnie zdał egzaminy wstępne i został przyjęty do II Gimnazjum w Tarnowie. W latach 1909–1911 ukończył dwie klasy i kontynuował naukę na poziomie średnim.
Po krótkiej służbie w wojsku austriackim, we wrześniu 1918 r., Heitzman zapisał się na Wydział Teologiczny Uniwersytetu Jagiellońskiego. Był równocześnie klerykiem Seminarium Duchownego Diecezji Krakowskiej. Wówczas, klerycy krakowscy studiowali na Uniwersytecie Jagiellońskim, w Seminarium zaś mieszkali i odbywali formację duchową. Widać z tego, że Heitzman pierwotnie chciał związać swoje życie ze stanem kapłańskim. Z niewiadomych jednak powodów w 1921 r. wystąpił z Seminarium i przeniósł się studia na Wydziale Filozoficznym UJ. Wybrał specjalizację z historii oraz filozofii ścisłej. Studia, które odbył w latach 1921–1924, zakończył obroną doktoratu pod tytułem: „Jana Wyclifa traktat De Universalibus i jego wpływ na Uniwersytet Praski i Krakowski”. Promocja odbyła się 18 marca 1925 r.
Po obronie doktoratu rozpoczął pracę w Państwowym Gimnazjum im. Marii Konopnickiej w Ostrogu oraz w Bibliotece Czartoryskich w Krakowie. Dopiero w 1928 r. został zatrudniony na Wydziale Filozoficznym Uniwersytetu Jagiellońskiego, gdzie błyskawicznie rozwinął karierę naukową. W czerwcu 1929 r. uzyskał stopień doktora habilitowanego i kontynuował pracę na macierzystym wydziale. W roku 1929, dzięki stypendium Ministerstwa Wyznań Religijnych i Oświecenia Publicznego, udał się do Florencji, gdzie rozpoczął swoje badania nad historią filozofii XV w., zwłaszcza nad florencką Akademią Platońską.
Przed wojną Heitzman napisał nie tylko swoje najważniejsze działa, ale również ukształtował się jako filozof i historyk filozofii. W swoich badaniach rozwinął koncepcje Etienne Gilsona, gdzie skupiał się na związkach platonizmu florenckiego z filozofią patrystyczną i średniowieczną. Zaproponował również metodę genetyczną dla badań nad filozofią renesansu co wówczas, kiedy w badaniach nad historią filozofii panowało statyczne opisanie dziejów, było oczywistym nowatorstwem.
Moment agresji III Rzeszy na Polskę poruszył w nim głęboko zakorzenione przez wychowanie i edukację poczucie odpowiedzialności za los ojczyzny. Obrona kraju nie była dla niego jedynie obowiązkiem obywatelskim, ale czymś znacznie bardziej osobistym – moralnym imperatywem, wypływającym z wartości, w które wierzył i które praktykował na co dzień. Nie potrafił sobie wyobrazić, że mógłby bezczynnie przyglądać się cierpieniu narodu i degradacji niepodległego państwa. Dlatego już 5 września 1939 r., zaledwie kilka dni po rozpoczęciu wojny, stawił się ochotniczo w punkcie mobilizacyjnym w Krakowie, zabierając ze sobą swój prywatny samochód – co w ówczesnych realiach było oznaką nie tylko gotowości, lecz również determinacji. Ten moment szczególnie zapisał się w pamięci jego żony, Haliny Heitzmanowej, która po latach wspominała: „Marian był człowiekiem rezerwy, nie był powołany do wojska. Ale postanowił, że wojna nie może się odbyć bez jego udziału”.
13 października 1939 r., wraz z rodziną Stanisława Kota, Janem Tabaczyńskim – przyszłym radcą prawnym Ambasady RP w ZSRS i dr. Karolem Aleksandrowiczem, Heitzman udał się w stronę granicy rumuńskiej, gdzie razem przekroczyli granicę na rzece Czeremosz w rejonie miasteczka Kuty. 16 albo 17 października cała grupa bezpiecznie dotarła do Bukaresztu.

W Rumunii
Po przybyciu do stolicy Rumunii, Heitzman rozpoczął procedurę wyrobienia polskiego paszportu i wiz niezbędnych do podróży do Francji. Sytuacja w polskiej ambasadzie i konsulacie w realiach klęski wrześniowej i nowego rządu była osobliwa. Stanisław Kot wspominał: „Placówki urzędowe, ambasada i attachat wojskowy podkreślały lojalność wobec nowego rządu w Paryżu, ale i one zajmowane były przez ludzi dawnego regime’u, związanych z nimi wieloletnimi współdziałaniem i osobistymi stosunkami”.
Pragnąc kontynuować walkę, Heitzman wyruszył koleją przez Jugosławię i Włochy do Francji. Do Mediolanu podróżował z Idą i Aliną Kotową. Do Francji dotarł między 1 a 3 listopada 1939 r.
We Francji Marian udał się do Coëtquidan, gdzie od 12 września 1939 r., znajdował się ośrodek formowania i szkolenia polskich jednostek. 3 listopada Heitzman, w stopniu podporucznika, został wcielony do specjalnego pułku, z którego późnej został wydzielony I Baon Czołgów, gdzie służył do końca 1939 r. W styczniu 1940 r. został awansowany na porucznika i skierowany do IV kompanii techniczno-gospodarczej.
Co oprócz profesjonalizmu Heitzmana było przyczyną tej nominacji, możemy się tylko domyślać, jednak warto przy tym mieć na uwadze dwie ważne składowe. Pierwszą była znajomość języka angielskiego, co zwłaszcza w pierwszym okresie wojny nie było powszechną umiejętnością wśród polskich elit i generalicji. Druga zaś – przyjaźń i zażyłe więzi ze Stanisławem Kotem. Znajomość ta uplasowała Heitzmana po jednej ze stron intensywnego sporu politycznego, trwającego wśród polskich polityków na wygnaniu.
Wówczas frakcja, do której należał profesor Kot, sprawowała realną władzę, dlatego Heitzman znalazł się w kręgu najbliższych współpracowników przyszłego ambasadora RP w ZSRS. Oprócz wojskowych obowiązków, był też angażowany przez Stanisława Kota do pracy w cywilnych strukturach rządu. W lutym 1940 r., po reorganizacji Prezydium Rady Ministrów, został wydzielony Wydział Polityczny, który w ramach swojej działalności miał organizować łączność z okupowaną Polską, działalność konspiracyjną oraz doraźną pomoc społeczną. Jeszcze w czerwcu Heitzman został kierownikiem do spraw bezpieczeństwa w ww. wydziale.
Po ewakuacji do Wielkiej Brytanii sprawy bezpieczeństwa przejęło Ministerstwo Spraw Wewnętrznych, a ministrem został prof. Kot. Od lipca 1941 r. Heitzman został urlopowany w wojsku, zaś w sierpniu został zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych.
W ministerstwie

Przeniesienie do MSZ zapoczątkowało wyraźny zwrot zarówno w karierze zawodowej, jak i w życiu osobistym Heitzmana. Stanisław Kot, który w sierpniu 1941 r. objął stanowisko ambasadora RP w Moskwie, zabrał go ze sobą. Praca w strukturach ambasady wiązała się z reprezentowaniem interesów Polski w niezwykle trudnym momencie politycznym, w warunkach nieustannego zagrożenia ze strony sowieckiego aparatu bezpieczeństwa. Każdy krok polskich dyplomatów był skrupulatnie śledzony przez funkcjonariuszy NKWD, którzy starali się gromadzić materiały kompromitujące, a także na różne sposoby utrudniać pracę ambasady. Inwigilacja, podsłuchy, a nawet próby dezinformacji były codziennością.
Nie jest do końca jasne, czym dokładnie zajmował się wówczas Heitzman. Prawdopodobnie po przeniesieniu ambasady do Kujbyszewa pracował jako attaché personalny. Do zakresu jego obowiązków wchodziło m.in. opiniowanie dokumentów oraz pism, a także przygotowanie przyjazdu do ZSRS gen. Władysława Sikorskiego. Wszystko wskazuje również na to, że był osobą odpowiedzialną za stworzenie sieci delegatur.
W grudniu 1941 r. został mianowany delegatem ambasady w Samarkandzie, którą to funkcję sprawował do marca 1942 r. Ze względu na lawinowe migracje obywateli polskich do Uzbekistanu, formowanie się na tym terenie Armii Polskiej oraz stacjonowanie jej sztabu, status placówki w Samarkandzie był najważniejszy po Ambasadzie. Była to główna placówka na całe południe ZSRS, delegaci byli w stałym telegraficznym i telefonicznym kontakcie z Ambasadą. Stanisław Kot opisywał delegaturę następująco:
„Jest to delegatura największa, najważniejsza i najdrażliwsza. […] Obecnie, kiedy sam Prezydent (sic!) Stalin wyznaczył pewne tereny Uzbekistanu dla ludności cywilnej, a do tego dochodzi przeniesienie naszych dywizji, starych i nowych, wzdłuż całej tamtejszej linii kolejowej, delegat w Taszkencie będzie miał największe po Ambasadzie zadanie do spełnienia”.
Delegatura obejmowała swą jurysdykcją łącznie jedenaście obwodów i 71 rejonów Uzbeckiej, Tadżyckiej SRS i Karakałpackiej ASRS o powierzchni ponad 522 tys. kilometrów kwadratowych. Panował tam klimat kontynentalny, z bardzo gorącym latem oraz krótką zimą. Warunki te powodowały wśród polskich przybyszów liczne epidemie chorób zakaźnych. Przez cały ten teren przebiegała jedna linia kolejowa z północy na południe, z odgałęzieniem w kierunku Doliny Fergańskiej. Stanowiła ona główne połączenie Taszkentu z europejską częścią ZSRS. Obywatele polscy przeważnie osiedlali się wzdłuż linii kolejowej, w odległości do 100 kilometrów od niej. Do tych osiedli można było dotrzeć jedynie na piechotę albo na osłach. Szczególnie trudna była komunikacja z obywatelami polskimi, którzy znaleźli się w Karakałpackiej ASRS, dokąd można było dotrzeć wyłącznie płynąc rzeką Amu-darią.
Liczba obywateli polskich mocno wahała się wraz z napływem transportów wojska, rodzin żołnierzy oraz innych osób, które szukały łagodniejszego klimatu. W różnych okresach wynosiła od 90 do 115 tys. Samych dzieci było ponad 21 tys. Około połowy obywateli polskich na tym obszarze stanowili Żydzi. Personel Delegatury składał się z 20 pracowników oraz ok. 50 mężów zaufania. Funkcjonowało tam 10 ochronek, 45 punktów dożywiania dzieci, dwa ambulatoria, 25 szpitali, trzy schroniska, dziewięć domów dla inwalidów, dwie stołówki oraz 20 sierocińców.
Heitzman przybył do Samarkandy prawdopodobnie na początku kwietnia. Jedną z pierwszych pilnych spraw było załatwienie u Sowietów formalnej notyfikacji dla mężów zaufania, co pozwalało na rozpoczęcie pracy w terenie. Jednym z najważniejszych zadań było zapewnienie wyżywienia dla dziesiątek tysięcy osób skupionych wokół miejsc formowania Armii. Konieczne było również odblokowanie transportu drewna z Kraju Ałtajskiego, które było niezbędne do budowy komór dezynfekcyjnych pomocnych w zwalczaniu chorób zakaźnych. Delegat musiał też opracować budżet placówki. Wyzwaniem było nawet zdobycie papieru, materiałów kancelaryjnych oraz blankietów paszportowych.
Dla Heitzmana – filozofa i humanisty – istotą działalności delegatury była praca z ludźmi. Jednak dotarcie do wszystkich przekraczało nie tylko siły jednostki, ale też instytucji. W kwietniu 1942 r. pracownicy Delegatury zajmowali się m.in. poszukiwaniami poety [dziennikarza i krytyka teatralnego] Zdzisława Broncela, opiekowali się żoną dyplomaty i delegata w Czymkencie, Bogdana Kościałkowskiego, która zachorowała i znajdowała się pod opieką delegatury oraz miejscowego szpitala. Wspierali także siostrę gen. Lucjana Żeligowskiego Marię Kaziunas, czy chociażby brata marszałka Piłsudskiego – Jana, który zalazł się po tzw. amnestii w Bucharze. Delegatura interweniowała również w obronie obywateli polskich, którzy zostali źle potraktowani przez władze miejscowe.
W więzieniu
Pogorszenie sytuacji obywateli polskich w ZSRS nastąpiło w lipcu 1942 r., wraz z likwidacją delegatur. Do końca tego miesiąca władze sowieckie zamknęły wszystkie delegatury. Proces ich likwidacji wyglądał następująco: rewizja, konfiskata dokumentów, pieczęci i pieniędzy, aresztowanie delegata i jego najbliższych współpracowników, a na koniec opieczętowanie delegatury względnie gabinetu delegata.
Aresztowania w delegaturze samarkandzkiej zaczęły się jeszcze w pod koniec maja 1942 r., kiedy został aresztowany mąż zaufania na rejon taszkencki oraz były lustrator placówki Władysław Bugajski. Zatrzymanie pracowników delegatury nastąpiło 16 lipca. Postanowienie i nakaz aresztowania Heitzmana sporządził 15 lipca lejtnant NKWD Bezrukin. W dokumencie postawiono delegatowi zarzut prowadzenia działalności wywiadowczej na rzecz Polski oraz innych państw. Ze względu na znaczenie „przestępstwa” i „przestępcy” 17 lipca postanowiono przetransportować Heitzmana do Taszkentu. Pierwsze z trzech przesłuchań delegata nastąpiło dopiero 23 sierpnia. W ich trakcie delegat szczegółowo przedstawił swój życiorys, kompetencje i obowiązki. Nie brakowało również pytań o charakterze politycznym i ideologicznym. Pytano nawet o to, czy aby nie jest Żydem.
25 lipca Marian Heitzman został wypuszczony z więzienia, „w związku z brakiem znamion przestępstwa”. Bez wątpienia pomogły interwencje Ambasady RP w Kujbyszewie, wystąpienie dziekana korpusu dyplomatycznego, Achmeda Khana, a także posiadany przez Heitzmana immunitet dyplomatyczny. Wraz z innymi dziewięcioma delegatami – dyplomatami został zwolniony po około dwóch tygodniach więzienia.
Uwolnieniu towarzyszyło żądanie natychmiastowego opuszczenia ZSRS. Granice Związku Sowieckiego opuścił wraz z innymi delegatami, zwolnionymi w pierwszej kolejności ze względu na posiadany przez nich ich immunitet dyplomatyczny oraz zabiegi Ambasady RP w Kujbyszewie: Adamem Głogowskim, Witoldem Ploskim, Stanisławem Lickindorfem, Bohdanem Kościałkowskim i Henrykiem Słowikowskim. Najpierw musiał dotrzeć do Kujbyszewa, żeby prawie natychmiast, pokonując tę samą drogę, udać się, przez Uzbekistan w kierunku granicy sowiecko-irańskiej.
Część II tekstu opublikujemy wkrótce.
Dr Dmitriy Panto – kustosz dyplomowany w Muzeum II Wojny Światowej w Gdańsku


