Dariusz Węgrzyn
W latach 1944–1945 na całych wschodnich terenach odebranych II Rzeczpospolitej Sowieci poddali represjom łącznie około 35 tys. Polaków. Dane te są mocno przybliżone i są też szacunki wyższe o 10 tys. Z uwagi na brak badań szczegółowych dotyczących skali wywózek, można śmiało powiedzieć, że operujemy danymi de facto sprzed 20 lat.
Czasami historyk musi zmagać się z próbą dokonania pewnych podsumowań. Tak jest też w przypadku tekstu próbującego ustalić przybliżoną liczbę Polaków wywiezionych do sowieckich łagrów z ziem wschodnich II Rzeczypospolitej, które zostały zaanektowane przez Związek Sowiecki. Siłą rzeczy w takich artykułach mało jest życia, egzemplifikacji przypadków, a gros tekstu zajmują dane statystyczne. Nie sprzyja to może czytelnej narracji, ale czasami jest potrzeba by i takie sumaryczne opracowania powstały.
Wyzwolenie czyli zniewolenie
W styczniu 1944 r. Armia Czerwona przekroczyła przedwojenną granicę polsko-sowiecką. 12 stycznia w Sarnach, pierwszym większym zajętym przez Sowietów mieście, odbyła się „spontaniczna” manifestacja ludności cywilnej witającej „wyzwolicieli”. Pod czujnym okiem NKWD mieszkańcy Sarn „cieszyli się”, że zostali właśnie obywatelami ZSRS. Dla Józefa Stalina było jasne, że ziemie wschodnie II Rzeczypospolitej do tzw. linii Curzona staną się częścią imperium sowieckiego. Ten, kto się temu sprzeciwiał miał zostać wyeliminowany, a większe grupy ludności polskiej planowano wysiedlić na zachód Polski w jej nowych granicach. Wiadomym było, że z takim postawieniem sprawy nie zgodzą się członkowie polskiej konspiracji zbrojnej. 25 stycznia 1944 r. zastępca Berii Bogdan Kobułow wydał dyrektywę, która nakazywała sowieckim organom bezpieczeństwa ewidencjonowanie, rozpracowywanie, a w końcu aresztowanie członków polskiego podziemia zbrojnego i cywilnych struktur Polskiego Państwa Podziemnego. Część z ich miała następnie zostać deportowana do sowieckich obozów na Wschodzie.

Sowieckie „braterstwo broni”: areszty, internowania i „w kamasze”
Miejscem, gdzie szczególnie intensywnie Sowieci przystąpili do realizacji owego rozkazu, stały się Wileńszczyzna i Nowogródczyzna, od czerwca 1944 r. tworzące razem Okręg Armii Krajowej dowodzony przez płk. Aleksandra Krzyżanowskiego „Wilka”. W lipcu żołnierze Okręgu, w ramach operacji „Ostra Brama”, wspólnie z czerwonoarmistami, wzięli udział w wyparciu niemieckich okupantów z Wilna. 13 lipca w zdobytym mieście zaczęły powiewać biało-czerwone flagi. Owo „braterstwo broni” trwało krótko. Już 17 lipca komendant „Wilk” został zaproszony na rozmowy z gen. Iwanem Czerniachowskim, dowódcą 3 Frontu Białoruskiego, podczas których został aresztowany. Podobnie stało się z kadrą oficerską AK w miejscowości Bogusze. Podkomendni „Wilka” rozlokowani wokół Puszczy Rudnickiej zostali otoczeni przez wojska NKWD, zatrzymani i rozbrojeni. Tylko części partyzantów udało się przebić na zachód, inni rozpoczęli walkę z Sowietami w lasach Wileńszczyzny. Działające na zapleczu 3 Frontu Białoruskiego siły NKWD, dowodzone przez gen. Iwana Sierowa, zastępcę komisarza spraw wewnętrznych ZSRS, zatrzymały do 20 lipca w rejonie Wilna blisko 8 tys. osób. Z tego około 4400 internowanych żołnierzy AK przekazano do tzw. punktów zbiorczych. Spośród nich 440 skierowano potem do Armii Polskiej gen. Zygmunta Berlinga. Kadrę dowódczą – niewiele ponad sto osób – odizolowano i 1 września wysłano do obozu jenieckiego nr 178-454 w Riazaniu. Mniejsza grupa oficerów została skierowana do obozu nr 41 w Ostaszkowie, by po kilku miesiącach trafić do obozu nr 64 w Morszańsku. Oficerowie AK z Wileńszczyzny trafili więc do obozów jenieckich zarządzanych bezpośrednio przez Główny Zarząd ds. Jeńców Wojennych i Internowanych NKWD/MWD. Z kolei podoficerowie i szeregowcy w liczbie około 4 tys. zostali zgromadzeni w obozie w Miednikach Królewskich. W sierpniu przeniesiono ich do Kaługi, gdzie utworzono z nich 361 Rezerwowy Pułk Piechoty 31 Zapasowej Dywizji Piechoty Armii Czerwonej. Eksperyment ten nie udał się jednak, ponieważ w Kałudze żołnierze AK odmówili złożenia przysięgi wojskowej i ostatecznie większość z nich skierowano do prac przy wyrębie lasu w obwodzie moskiewskim. Do Wilna nigdy już nie wrócili – od początku stycznia 1946 r. zaczęto ich odsyłać do Polski, która miała już inne granice. Internowani w rejonie Wilna żołnierze AK nie zamierzali stać się sowieckimi sołdatami ani walczyć jako żołnierze komunistycznego wojska polskiego.

Znikający więźniowie
Obok internowania żołnierzy AK, na omawianym terenie miały miejsce aresztowania. Zatrzymanym, po przeprowadzeniu śledztw, zarzucano „zdradę państwa sowieckiego”, „przynależność do organizacji przestępczej Armia Krajowa” lub „szpiegostwo”. Wyroki wydawane przez trybunały wojskowe lub Kolegium Specjalne NKWD na podstawie art. 58 kodeksu karnego ZSRS były surowe: najczęściej 10–25 lat łagrów z utratą praw obywatelskich na pięć lat. Charakterystyczne jest to, że osoby skazane w ten sposób „rozpływały się” w olbrzymiej masie sowieckich więźniów i znikały ze statystyk – dlatego tak trudno oszacować globalną liczbę Polaków deportowanych w głąb ZSRS. Przypuszcza się, że organy sowieckie wydały w sumie kilkadziesiąt wyroków śmierci i kilkaset wyroków skazujących na pobyt w łagrze (głównie żołnierzy AK). Według danych wojsk konwojowych NKWD, z ziem północno-wschodnich II Rzeczypospolitej w 1945 r. wysłano do obozów GUŁagu 29 konwojów, liczących w sumie 8,7 tys. skazanych. Nie ma jednak danych, jaki odsetek w tej grupie stanowili Polacy oraz jaki był w niej udział tzw. politycznych, a jaki pospolitych przestępców.
Dowody? A po co?
Sowieckim organom śledczym najczęściej nie udawało się zdobyć dowodów wystarczających do postawienia zatrzymanych osób w stan oskarżenia. W tej sytuacji formuła internowania była bardzo użyteczna, ponieważ pozwalała na pozbawienie wolności bez konieczności stawiania zarzutów. W przypadku zajętych przez Sowietów ziem wschodnich II RP, dotyczyło to zazwyczaj ludzi, co do których udało się ustalić, że należeli do podziemia niepodległościowego, ale nie znano szczegółów ich „wrogiej, antysowieckiej działalności”. Operacja zrealizowana przez NKWD latem 1944 r. nie zakończyła bynajmniej zatrzymań wśród ludności cywilnej na Wileńszczyźnie. Do 20 lutego 1945 r., według sowieckich statystyk, zatrzymano ponad 26 tys. osób. Do łagrów wywieziono od lutego do kwietnia 7400–7600 osób. Trafiły one do obozów kontrolno-filtracyjnych NKWD nr 283 w Stalinogorsku (2,5 tys. osób), nr 240 w Donbasie (2,5 tys. Polaków z więzienia wileńskiego), nr 0321 w Jełszance (2,2 tys. osób) oraz nr 140 w Kalininie (400 osób). Zamierzano poddać ich tam tzw. filtracji, czyli przeprowadzić wobec nich quasi-śledztwa, zmierzające do ustalenia ewentualnych dowodów przestępstw przeciwko państwu sowieckiemu. Wysyłanie zatrzymanych na Wileńszczyźnie do tego typu obozów wydawało się logiczne z punktu widzenia sowieckich przepisów. Sowieci traktowali ich jako obywateli ZSRS, podejrzewanych o „niewłaściwe zachowanie” podczas okupacji tych terenów przez III Rzeszę i o negatywne nastawienie wobec władz moskiewskich. Na obszarach tzw. Zachodniej Białorusi w tym czasie Sowieci zatrzymali około 13 tys. Polaków. Historycy polscy oszacowali, że na terenach Litewskiej i Białoruskiej SRS w latach 1944–1947 Sowieci zabili około 3 tys. osób. Równocześnie internowali lub aresztowali około 25–27 tys. Polaków i odesłali na wschód nie mniej niż 11 tys. z nich. Reakcją na nową sytuację międzynarodową i represje było masowe rejestrowanie się Polaków z Wileńszczyzny na wyjazd do Polski. Przyjmuje się, że w latach 1945–1946 Wileńszczyznę opuściło od 171 do 197 tys. osób. Józef Stalin pozbywał się z obszaru tak ważnego kulturowo dla Polski osób, co do których nie miał złudzeń, że mogłyby stać się homo sovieticus. Kresy Wschodnie miały być „czystą kartą” włączoną w obszar Związku Sowieckiego, a Wilno raz na zawsze miało przestać pełnić rolę jednego z regionów kluczowych dla Polski i polskości.


Na Wołyniu i w Galicji
Akcja „Burza” realizowana była również na południu Kresów Wschodnich. 15 stycznia 1944 r. dowództwo AK nakazało rozpoczęcie tej operacji na Wołyniu. Zmobilizowano tam 6–7 tys. osób, które stały się trzonem 27. Dywizji Piechoty AK dowodzonej przez komendanta Okręgu Wołyń Jana Wojciecha Kiwerskiego ps. „Oliwa”. Oddziały AK na Wołyniu rozpoczęły akcję wypierania Niemców z kolejnych miejscowości, a meldunki o tym, przekazywane drogą radiową do Londynu, trafiały dalej w świat, co oczywiście mocno irytowało stronę sowiecką. Wspólnie z Sowietami polscy żołnierze AK wzięli udział walkach przeciwko siłom niemieckim w rejonie Kowla. Przebijając się z okrążenia, 27 DP AK poniosła duże straty, a część partyzantów uległa rozproszeniu. Dowódca dywizji Kiwerski „Oliwa” zginął w kwietniu 1944 r. w okolicznościach do dziś nie do końca wyjaśnionych. Miesiąc później, na rozkaz dowództwa, ocalała część jednostki rozpoczęła operację wycofywania się na Zachód, w rejon Lubelszczyzny.
Akcja „Burza” trwała też wówczas na obszarze Galicji Wschodniej. W marcu 1944 r. oddziały AK podjęły walkę w rejonie Tarnopola i Stanisławowa. W lipcu około 3 tys. żołnierzy AK wzięło udział w walkach o Lwów. Próby porozumienia z Sowietami zakończyły się aresztowaniem dowództwa, na czele z komendantem Obszaru Lwów płk. Władysławem Filipkowskim. Odesłano ich potem do łagru w Charkowie oraz do obozu nr 178–454 w Riazaniu. Mieszkańców Lwowa również konsekwentnie traktowano jako obywateli ZSRS. Dlatego, jeżeli ktoś został aresztowany, a potem skazany, trafiał do obozów systemu GUŁag. Mimo podpisania 9 września 1944 r. umowy repatriacyjnej między PKWN a władzami Ukraińskiej SRS, ludność polska nie chciała opuszczać swego ukochanego Lwowa. Sowieci starali się to wymusić represjami. Sygnałem do ich rozpoczęcia była dyrektywa Berii nr 524 z 20 grudnia 1944 r. o „aresztowaniu białopolskiego podziemia AK i polskich reakcyjnych elementów”. Uzupełniała ją kolejna dyrektywa Kobułowa z 11 stycznia 1945 r., wydana w celu „przerwania wrogiej działalności nacjonalistów polskich, którzy przeszkadzają w przesiedleniu Polaków”. Ich skutkiem były zatrzymania przeprowadzone w mieście i w obwodzie lwowskim, głównie w styczniu 1945 r. W świetle danych sowieckich, do połowy stycznia aresztowano 5,8 tys. osób. Jerzy Węgierski szacuje, że liczba aresztowanych sięgała 8 tys., z czego 65 proc. stanowili Polacy. Część osób z tej grupy wywieziono 4 lutego do obozu nr 0310 w Krasnodonie, na terenie Zagłębia Donieckiego.

Ilu deportowano?
Wciąż brakuje wiarygodnych danych na temat akcji aresztowań, internowań i deportacji ludności polskiej z terenów Kresów Wschodnich. W dużym stopniu podstawą szacunków nadal są ustalenia historyków z początków XXI w. W świetle tych kalkulacji w pierwszym okresie tworzenia się władzy sowieckiej – od wiosny 1944 do początku roku 1945 – na terenie Małopolski Wschodniej i Wołynia enkawudziści aresztowali co najmniej 7–10 tys. Polaków. Prof. Grzegorz Motyka przytacza dane na temat operacji „Sejm”, realizowanej przez NKWD na terenie Ukrainy Zachodniej w latach 1945–1946, a nakierowanej na zniszczenie polskiego podziemia. W sumie aresztowano tam około 4 tys. osób związanych – zdaniem Sowietów – z polskim ruchem konspiracyjnym, z czego najwięcej, bo ponad tysiąc, w obwodzie lwowskim, zaś na Wołyniu blisko sześćset. Na całych wschodnich terenach II Rzeczpospolitej represjonowanych było w sumie około 35 tys. Polaków. Dane te są mocno przybliżone i są też szacunki wyższe o 10 tys. Z uwagi na brak badań szczegółowych dotyczących skali wywózek, można śmiało powiedzieć, że operujemy danymi de facto sprzed 20 lat. Wywózki na „nieludzką ziemię” nie zakończyły się w momencie przekroczenia przez Armię Czerwoną linii Curzona. Miały one inną formę i opierały się na innych podstawach prawnych w sytuacji gdy „oprycznicy” Stalina działali na terenie państwa de facto sojuszniczego, jakim była wprowadzona siłą w objęcia systemu komunistycznego Polska Lubelska.
Dr Dariusz Węgrzyn, Śląskie Centrum Wolności i Solidarności
Śródtytuły pochodzą od redakcji.


