Siergiej Lebiediew
(Esej w rosyjskiej wersji językowej został załączony na końcu)
W grudniu w rosyjskim mieście Wołogda, w którym urodził się Warłam Szałamow, więzień i Wergiliusz sowieckiego GUŁagu, odsłonięto pomnik Stalina.
Generalissimus z brązu, stoi wyprostowany, naturalnej wielkości, pewny siebie, z ręką wsuniętą za połę płaszcza, uśmiechając się pod wąsem. Rzeźba znajduje się na terenie domu-muzeum „Wołogodzka zsyłka”, gdzie w latach 1911–1912 mieszkał zesłaniec polityczny Dżugaszwili. Według obliczeń wydawnictwa „Verstka”, był to piąty pomnik Stalina wzniesiony w minionym roku, piąty z niemal 120 istniejących obecnie w Rosji.
Lokalny gubernator Filimonow tego samego dnia złożył kwiaty pod pomnikiem ofiar represji politycznych i wziął udział w odsłonięciu pomnika ich oprawcy – „największej postaci – jak określił Stalina – o której pamięć należy pielęgnować, czcić i przekazywać potomnym”.

Zdawać by się mogło, że to polityczna schizofrenia, że niemożliwe jest jednoczesne upamiętnianie ofiar i oddawanie hołdu ich zabójcy. Albo – albo. A jednak to się dzieje. Nie jest to jeszcze całkowite wymazanie pamięci o tych, których zgładziło sowieckie państwo, ani o jego zbrodniach, ale już świadome, makabryczne szydzenie z tej pamięci, jej profanacja i deptanie. I w tym właśnie sensie Stalin jest jak swastyka narysowana na ścianie synagogi, jest znakiem pozostawionym szyderczo na obiekcie, który pragnie zbezcześcić, symbolicznie zniszczyć, pozbawić ochrony i znaczenia.
Nieuniknione usprawiedliwienie terroru
W Rosji wciąż obowiązują przepisy uznające fakt masowych sowieckich represji politycznych i nadające milionom ludzi status prawny „ofiar”. Istnieją pomniki i miejsca pamięci, memorialne cmentarze w miejscach masowych pochówków. Władimir Putin, który rozpętał zbrodniczą wojnę przeciwko Ukrainie, połączoną z ekstremalnym nasileniem represji politycznych wewnątrz Rosji, rozważając temat stalinowskich represji mówił w 2023 r.: „Dla nas najważniejsze jest, aby nic podobnego nie powtórzyło się w historii naszego kraju, ponieważ wszystko to wyrządziło ogromne, trudne do naprawienia szkody naszemu narodowi i naszemu państwu”.
Jest to oczywiste, obłudne kłamstwo i krokodyle łzy masowego mordercy, który – choć z nieco zmodyfikowaną retoryką prawną – odrodził sowiecki, stalinowski system brutalnej kryminalizacji wszelkiej opozycji, fabrykowania spraw karnych, prowokacji i donosicielstwa. Logika „rozwoju” tego systemu stoi w bezpośrednim konflikcie z zachowaniem pamięci o zbrodniach państwa sowieckiego – nawet w tak zredukowanej formie, w jakiej pamięć ta została dotąd utrwalona w Rosji.
Im bardziej będzie się rozkręcać koło zamachowe współczesnych represji politycznych, tym mniej wygodna dla putinowskiego państwa stanie się sama możliwość porównywania ich ze zbrodniami państwa sowieckiego. Aby usprawiedliwić dzisiejsze drakońskie środki, nieuchronnie trzeba będzie usprawiedliwiać, umniejszać i wybielać sowiecki terror – aby dowieść, że przemoc jest uzasadniona, a władza nie może się mylić.
Im manichejski obraz świata, zbudowany na postrzeganiu Zachodu jako egzystencjalnego zagrożenia, na istnieniu zdrajców, „piątej kolumny”, agentów Zachodu w rosyjskim społeczeństwie, na zakazie idei i myśli kwalifikowanych jako antyrosyjskie lub antypaństwowe będzie bliższy obrazowi sowieckiemu, tym silniejsza będzie pokusa, przywrócenia ważności dawnym oskarżeniom, aby i te współczesne brzmiały pewniej.
Częściowo tę postawę zaprezentował już przewodniczący prezydenckiej Rady ds. Praw Człowieka Walerij Fadiejew, który zaproponował usunięcie z Placu Łubiańskiego, sprzed głównego budynku WCzK-OGPU-NKWD-KGB-FSB, jednego z najstarszych pomników ofiar represji: Kamienia Sołowieckiego. To granitowy głaz z Archipelagu Sołowieckiego, gdzie znajdował się jeden z pierwszych i – niestety – najsłynniejszych obozów GUŁagu. Kamień Sołowiecki postawili na placu przed siedzibą organów represji w 1990 r. działacze „Memoriału”. Został umieszczony właśnie na Łubiance, pod oknami siedziby czekistów, której nazwa stała się synonimem zła i bezprawia, po to, aby przypominać o tym złu. „To jakby wyrzut wobec tych ludzi, którzy siedzą w budynku na Łubiance” – stwierdził Fadiejew sugerując, że głaz należałoby przenieść w inne miejsce, aby nie psuł widoku wrażliwym funkcjonariuszom bezpieczeństwa państwowego. Ale sedno sprawy tkwi w tym, że we współczesnej Rosji każda pamięć o zbrodniach sowieckich będzie wyrzutem wobec „ludzi w budynku na Łubiance” i państwa jako całości, ponieważ zajmują się oni dokładnie tym samym, co ich poprzednicy: prowadzą agresywną wojnę z sąsiadami, likwidują opór na okupowanych terytoriach, tłumią wolną myśl i polityczne odchylenia.

Tworzonej przez dziesięciolecia infrastruktury pamięci, bez względu na to, jak ograniczona by nie była, nie da się całkowicie wykorzenić i zniszczyć z dnia na dzień bez używania skrajnie radykalnych metod bezpośredniego zakazu. Jednak pierwszy etap walki z tą pamięcią został już praktycznie zakończony: zlikwidowano w kraju wszystkie alternatywy, wszystkie niezależne od państwa organizacje, które były jej strażnikami, przede wszystkim stowarzyszenie „Memoriał”. Od 14 listopada zawieszono nawet działalność państwowego Muzeum GUŁag-u w Moskwie – rzekomo z powodu problemów z bezpieczeństwem przeciwpożarowym. W styczniu Departament Kultury Moskwy zwolnił wieloletniego dyrektora muzeum Romana Romanowa w praktyce za to, że odmówił ocenzurowania wystawy o historii miasta w Muzeum Moskwy, której część przygotowywali jego pracownicy. Według doniesień mediów, z wystawy całkowicie usunięto sekcję zatytułowaną „Represje”, opowiadającą o prześladowaniach moskwian w latach stalinowskiego terroru.
Państwo rosyjskie w zasadzie przywróciło – jeśli nie liczyć niezależnych projektów internetowych, które nie mają sieciowych adresów przypisanych geograficznie – formalny i administracyjny monopol na publiczne upamiętnianie sowieckich represji. Dobiegła końca epoka, która rozpoczęła się pod koniec lat 80., kiedy możliwe były alternatywne inicjatywy społeczne, muzea, archiwa i niezależne kształtowanie miejsc pamięci. Jeśli coś jeszcze pozostało i funkcjonuje, to są to jedynie relikty minionego czasu. I należy postawić pytanie: co państwo zamierza z nimi zrobić?

Dewaluacja pamięci: jak to się zaczęło
Można przypomnieć główne etapy drogi prowadzącej do miejsca, w którym dziś jesteśmy. Pierwszym z nich było prawdopodobnie przekształcenie w roku 2014, roku rozpoczęcia rosyjskiej agresji na Ukrainę, muzeum „Perm-36” – dawnej kolonii karnej, w której przetrzymywano więźniów politycznych, w tym wielu wybitnych ukraińskich dysydentów, takich jak Łewko Łukjanenko, Mychajło Horyń, Jewhen Swerstiuk, Iwan Switłyczny i inni. Wśród nich byli także poeta Wasyl Stus, który zmarł w więzieniu oraz Wałerij Marczenko, który umarł w szpitalu więziennym w Leningradzie. Jedyna w swoim rodzaju w Rosji ekspozycja „Perm-36” opowiadała o zbrodniach późnego okresu sowieckiego, a dzięki osobom więźniów, pośrednio przedstawiała także historię tłumienia ruchów narodowych walczących o niepodległość. W 2014 r. doszło do administracyjnego przejęcia muzeum, które utraciło swój społeczny charakter i stało się instytucją państwową. W tym samym roku permscy komuniści protestowali przeciwko temu muzeum twierdząc, że „gloryfikuje banderowców”. W efekcie ekspozycja została wyczyszczona z pierwotnego przekazu, a jej nacisk przesunięto na wcześniejszy okres historyczny.

Dziś, oprócz organizowania wystaw i wycieczek, muzeum zajmuje się zbieraniem „pomocy humanitarnej dla rodaków – ochotników” czyli dla rosyjskich żołnierzy biorących udział w agresywnej wojnie przeciwko Ukrainie. Nie można tego nazwać inaczej niż świadomym szyderstwem z pamięci ukraińskich bojowników o wolność.
Rok 2014, rok rozpoczęcia wojny Rosji przeciwko Ukrainie, okazał się decydujący dla losów kolejnego unikalnego miejsca pamięci, które początkowo rozwijało się jako inicjatywa społeczna: pola egzekucyjnego na uroczysku Sandarmoch w Karelii, odkrytego w 1997 r. przez badacza GUŁag-u Jurija Dmitrijewa i jego kolegów z petersburskiego „Memoriału”. W Sandarmochu podczas Wielkiego Terroru zamordowano wybitnych przedstawicieli ukraińskiej kultury, którzy później weszli do historii jako „Rozstrzelane Odrodzenie”, a „ukraiński akcent” w zespole memorialnym był charakterystyczną cechą tego miejsca. Występując w sierpniu 2014 r., podczas uroczystości upamiętniających rocznicę rozpoczęcia egzekucji, Jurij Dmitrijew otwarcie oskarżył rosyjskie władze o agresję przeciwko Ukrainie. W rezultacie już w następnym roku wystąpienia na uroczystościach były cenzurowane, a w 2016 r. sam Jurij Dmitrijew został aresztowany na podstawie sfabrykowanych zarzutów. Państwo, poprzez zaufanych historyków i organizacje działające jako jego pośrednicy, takie jak Rosyjskie Towarzystwo Wojskowo-Historyczne (RWIO), podejmowało systematyczne próby zmiany narracji o Sandarmochu – próbowano ją „rozmyć” i przedstawić Sandarmoch jako miejsce egzekucji sowieckich jeńców wojennych przez wojska fińskie podczas II wojny światowej. W tym samym 2014 r. historyczno-oświatowe stowarzyszenie „Memoriał” zostało uznane za „zagranicznego agenta”, co uruchomiło mechanizm prawny, który ostatecznie doprowadził do jego likwidacji w 2021 r. – na krótko przed pełnoskalową inwazją na Ukrainę w lutym 2022 r.

Dziś w Rosji wojna z niepożądaną pamięcią toczy się jeszcze z pewną ostrożnością, nie zawsze publicznie. W byłych regionach zesłań znikają tablice pamiątkowe poświęcone np. zesłanym Polakom i Litwinom (zarówno Polska, jak i Litwa zajmują wyjątkowo twarde stanowisko wobec rosyjskiej agresji i wspierają Ukrainę w dążeniu do obrony niepodległości). Te znaki pamięci po prostu znikają – bez żadnych oficjalnych nakazów, orzeczeń sądowych czy kampanii propagandowych. Nie jest to jeszcze oficjalna polityka ogłoszona z trybuny, ale złowieszcza czekistowska gra z losami zmarłych, którzy wbrew własnej woli zostali pochowani w rosyjskiej ziemi i stali się tym samym zakładnikami, na których można się mścić. Ale to także kierunek, prognoza przyszłości.
Równolegle w rosyjskich miastach trwa nieoficjalne niszczenie tablic projektu „Ostatni Adres” – innej niezależnej inicjatywy, wzorowanej na niemieckim projekcie „Kamienie Pamięci”, polegającej na umieszczaniu tablic pamiątkowych na domach, które dosłownie stały się ostatnim adresem osób aresztowanych podczas Wielkiego Terroru. Łącznie zamontowano ponad półtora tysiąca tablic, z których dziesiątki zostały już skradzione lub zdewastowane przez nieznanych sprawców. Ta epidemia zniknięć także rozpoczęła się równocześnie z pełnoskalową inwazją na Ukrainę.
Osobnym przykładem jest kompleks memorialny „Katyń”, miejsce pochówku rozstrzelanych wiosną 1940 r. polskich jeńców wojennych, który wraz z pogarszającymi się relacjami rosyjsko-polskimi przeszedł przeobrażenie. Nowa infrastruktura muzealna i ekspozycje mają na celu „wpisanie” tej egzekucji w historię relacji rosyjsko-polskich jako element wzajemnej brutalności i epizod wzajemnych historycznych rachunków. Samo muzeum stało się miejscem propagandowych wydarzeń: organizowane są w nim wystawy gloryfikujące Armię Czerwoną jako wyzwoliciela Europy, a także wykłady dla przyszłych oficerów Rosgwardii (formacji uczestniczącej w wojnie przeciwko Ukrainie) na temat „historii militarnej Rosji od wojny rosyjsko-polskiej 1632–1634”. Z terenu memoriału została usunięta polska flaga. Niestety, podobną metamorfozę przeszedł także kompleks memorialny „Miednoje”, gdzie – choć zachowano podstawowe przesłanie – organizowane są również wystawy poświęcone „wyzwoleńczej” roli ZSRS w II wojnie światowej oraz jest prowadzona rekrutacja nastolatków do „Junarmii” – państwowej organizacji młodzieżowej, objętej sankcjami UE za propagowanie wojny.

To wciąż nie jest całkowity demontaż niepożądanej pamięci. To próba zmiany kontekstu, zmniejszenia znaczenia i tragizmu upamiętnianego wydarzenia, jego banalizowanie. Albo próba narzucenia miejscu obcych mu sensów i funkcji, włączenia go w absurdalne rytuały propagandy państwowej i przekreślenia jego znaczenia właśnie poprzez absurd, postmodernistyczną groteskę. W programie obu memorialnych kompleksów nadal pojawiają się wydarzenia zgodne z ich pierwotnym założeniem – zostały rozrzedzone, ale nie całkowicie wyparte. To, co się dzieje, jest tym samym szyderstwem, deprecjacją pamięci, jej desakralizacją i profanacją, to pierwszy etap na stopniowej drodze do jej całkowitego zniszczenia.
Wojna z pamięcią: przyszłość
Moim zdaniem przyszłość tej rosyjskiej wojny z niepożądaną pamięcią można zobaczyć na okupowanych przez Rosję terytoriach Ukrainy. Tam rosyjskie państwo już się nie ukrywa, nie zachowuje pozorów. Pomniki ofiar Hołodomoru 1932–1933 są burzone oficjalnie, a wojskowo-cywilne administracje prowadzą oficjalną politykę zmiany nazw ulic, przywracając im sowieckie nazwy lub nadając nowe. Na przykład w Melitopolu pojawiły się ulice Katarzyny Wielkiej (która doprowadziła do zniewolenia ukraińskiego chłopstwa i zniszczenia politycznej niezależności Ukrainy) oraz Włodzimierza Lenina (który zrobił wszystko, by Armia Czerwona zdobyła Ukrainę podczas wojny domowej). Tłumaczy się to koniecznością walki z „wrogą” ukraińską narracją historyczną oraz działaniami na obcej ziemi, a także usprawiedliwia nadzwyczajnym trybem zarządzania, który upraszcza procedury administracyjne.
Choć to porównanie może wydawać się naciągane, w tym przypadku nasuwa się doświadczenie rosyjskiej administracji okupacyjnej w Czeczenii po drugiej wojnie czeczeńskiej. Czeczenia stała się wtedy strefą bezprawia, „czarną dziurą” prawa, gdzie masowo stosowano tortury, porwania i egzekucje, była miejscem, do którego wysyłano funkcjonariuszy organów ścigania z całej Rosji. W rezultacie stosowane tam nieludzkie praktyki zaczęły się rozprzestrzeniać po całej Rosji. Podobny mechanizm może zadziałać w przypadku rosyjskiej okupacji części Ukrainy. Metody walki z przeszłością, przetestowane tam, mogą zostać później przeniesione na terytorium Federacji Rosyjskiej.
W każdym razie Prokuratura Generalna Federacji Rosyjskiej już zaproponowała stały monitoring i rewizję decyzji o rehabilitacji ofiar represji politycznych. Propozycja ta wynika bezpośrednio ze zmian wprowadzonych w czerwcu do rosyjskiej Koncepcji upamiętniania ofiar represji politycznych i jest politycznie związana z wojną Rosji przeciwko Ukrainie, ponieważ dotyczy w szczególności ponownej oceny decyzji dotyczących „członków podziemnych organizacji nacjonalistycznych”. Ci, którzy walczyli z bronią w ręku, nie podlegali rehabilitacji, najprawdopodobniej chodzi tu więc o anulowanie decyzji rehabilitacyjnych dotyczących członków rodzin itp.
Im bardziej Rosja będzie skonfliktowana z Zachodem, tym większą rolę w jej polityce zagranicznej i wewnętrznej odgrywać będzie weaponizacja historii (wykorzystywanie historii jako broni). W tym kontekście nieprzypadkowe było uznanie „Memoriału” za „zagranicznego agenta”, co później posłużyło do rozbicia tej organizacji. Władze chcą pokazać, że uznanie odpowiedzialności za sowieckie zbrodnie to w gruncie rzeczy obca, narzucona narracja, cynicznie wykorzystywana przez Zachód. Rosyjskie państwo raczej nie zdecyduje się na nagłe odwrócenie całej polityki pamięci i otwarte ogłoszenie sowieckich represji za „niebyłe” lub „uzasadnione”. W końcu w 2017 r., w 80. rocznicę Wielkiego Terroru, to Putin osobiście odsłonił pomnik ofiar represji na prospekcie Sacharowa.
Atak na przeszłość jest prowadzony i będzie kontynuowany innymi metodami: poprzez już osiągniętą monopolizację dyskursu oraz równoczesny powrót sowieckich symboli i praktyk – poprzez szokujący kontrast, ostentacyjną niespójność. Pełzający powrót pomników Stalina, jak już wspomniałem, niszczy znaczenie pomników ofiar represji, prowadząc do systemowej erozji etycznej.
Nie jest to sytuacja dezorientacji, sprzeczności czy paradoksu, w której dwa wzajemnie wykluczające się dyskursy nagle zostają uznane za równie wartościowe i zdolne do współistnienia. To świadomy atak, w którym stopniowa rehabilitacja katów i morderców ma na celu deprecjację i wymazanie pamięci o ich ofiarach.
Pamięć dawnych ofiar bezpośrednio i jednoznacznie obnaża dzisiejszych władców, dzisiejszych funkcjonariuszy aparatu bezpieczeństwa, zajmujących się terrorem politycznym – i w tym przypadku nie da się znaleźć trwałej formuły współistnienia. Tak, mogą one współistnieć przez pewien czas, ale tylko w stanie dynamicznego konfliktu. Jednak nie mogą się pogodzić.
I nie jest odległy dzień, w którym Rosja przejdzie do szerokiej normalizacji sowieckiej przemocy państwowej. To już się stało w odniesieniu do Ukrainy: pod sztandarem nowej walki z „ukraińskim nacjonalizmem” de facto zostało „zrehabilitowane” zarówno tłumienie ukraińskiej niepodległości podczas wojny domowej, wyniszczenie chłopstwa i elit kulturalnych, operacje pacyfikacyjne przeciwko podziemiu narodowemu po II wojnie światowej, masowe deportacje z tego samego okresu a także późniejsze kampanie wymierzone w ukraińskich dysydentów.
Stanie się tak również wewnątrz Rosji po prostu dlatego, że uzasadnienie dzisiejszych represji wymaga historycznej legitymizacji. W przeciwnym razie porównanie będzie zbyt niewygodne.
W 2022 r., już po rozpoczęciu pełnoskalowej inwazji [na Ukrainę], w Magadanie, na terenie regionalnej dyrekcji FSB, odsłonięto pomnik czekistów z napisem: „Funkcjonariuszom organów bezpieczeństwa terytorialnego”. To Kołyma. To dawny Dalłag – najstraszniejszy, najbardziej śmiercionośny ze wszystkich sowieckich obozów. Miejsce żałoby, miejsce grozy, miejsce bólu. Miejsce, w którym nigdy, pod żadnym pozorem, nie powinien stanąć pomnik czekistów – to coś na kształt pomnika esesmanów w Auschwitz.
A jednak stoi. Tak, na razie za ogrodzeniem budynku służb, jakby nie na ziemi publicznej. Ale stoi. Znak upadku. Znak moralnej katastrofy.
Rosyjskie państwo nie tylko zabija żywych, atakując Ukrainę. Szydzi także z umarłych – z ofiar GUŁAG-u, spoczywających w zamarzniętej ziemi Kołymy, stawiając pomnik oprawcom – strażnikom obozowym, śledczym, ludziom z rękami unurzanymi we krwi. I tym samym wysyła sygnał dzisiejszym funkcjonariuszom i strażnikom: Nie wahajcie się. Wykonujcie rozkazy. Czyńcie zło. Fabrykujcie sprawy. Nie będzie kary. Nie będzie odpłaty/zemsty. Nikt was o nic nie oskarży. Ani żywi, ani martwi.
Siergiej Lebiediew – urodził się w Moskwie w 1981 r. Jego rodzice byli geologami. Idąc w ich ślady, począwszy od 15 roku życia, Lebiediew spędził osiem sezonów jako pracownik terenowy podczas wypraw geologicznych. Od 2010 r. napisał pięć powieści poświęconych tematowi skrywanej, sowieckiej przeszłości oraz wpływowi stalinowskich represji, prześladowań i ich następstw na współczesne życie Rosjan. Jego najnowsza powieść „Biała Pani” pokazuje jakie mroczne siły napędzają dzisiejszą Rosję Putina. Książki Lebiediewa przetłumaczone zostały na 22 języki, a ich autor był finalistą głównych nagród literackich. Od 2018 r. mieszka w Niemczech. Jednoznacznie i otwarcie wypowiada się przeciwko rosyjskiej agresji na Ukrainę.
Tłumaczenie: Elżbieta Popławska (Muzeum Pamięci Sybiru)
Źródła:
https://www.rbc.ru/rbcfreenews/656e3a899a7947fca57418f0?from=materials_on_subject
https://www.rbc.ru/politics/03/12/2024/674eac9c9a794723ac52bfa5
https://meduza.io/feature/2025/01/15/reshili-intelligentno-likvidirovat
https://mperm36.ru/segodnya-peredali-v-blagotvoritelnyj-fond-permskogo-kraya-edinyj
https://zona.media/article/2023/06/22/paminklai
https://swiatsybiru.pl/pl/historia-w-likwidacji-usuwanie-polskich-znakow-pamieci-w-rosji/
https://meduza.io/feature/2023/10/29/demontazh-pamyati
https://www.rbc.ru/politics/24/06/2022/62b5b3ae9a7947a22bc08155
https://www.rbc.ru/politics/12/09/2024/66e076159a7947b012fc35c4
https://www.kommersant.ru/doc/6456031
https://www.sibreal.org/a/na-kolyme-otkryli-pamyatnik-chekistam/31947015.html
http://memorial-katyn.ru/ru/novosti/316-2024-03-13.html
http://memorial-katyn.ru/ru/novosti/332-2024-09-08.html
http://www.mk-mednoe.ru/index/news/news_423.html


