Próba przekroczenia granicy sowiecko-niemieckiej w październiku 1939 r. była dla ks. Fabiana Abrantowicza początkiem końca. Nigdy już nie wyrwał się z rąk Sowietów. Torturowany, przyznawał się do popełnienia wszelkich zbrodni przeciwko władzy sowieckiej. Tylko że nic z tego nie było prawdą.

Przez całe swoje życie ks. Abrantowicz, z pochodzenia Białorusin, nie zajmował się polityką. Wcześnie natomiast zrozumiał, że chce służyć Bogu. Urodził się 14 września 1884 r. w Wereszkowszczyźnie koło Nowogródka i w tym ostatnim miasteczku chodził do szkoły. Po jej ukończeniu, mając 16 lat, wstąpił do seminarium duchownego w Petersburgu. Kolejnym etapem edukacji była Akademia Duchowna, również w Petersburgu. W 1908 r. przyjął święcenia kapłańskie. Dwa lata później ukończył studia i jako magister teologii przez pewien czas nauczał w gimnazjum przy kościele św. Katarzyny oraz w imperatorskiej szkole prawa. Później wyjechał do Louvain w Belgii. Na tamtejszym uniwersytecie katolickim zrobił doktorat z filozofii. Powrócił do Petersburga, gdzie w 1914 r. został wykładowcą w seminarium duchownym. Pracował także jako duszpasterz.
Rewolucja październikowa oznaczała dla ks. Abrantowicza rozstanie z Petersburgiem. W 1918 r. bolszewicy zamknęli tamtejsze seminarium. Przeniósł się więc do Mińska, gdzie tamtejszy biskup Zygmunt Łoziński postanowił otworzyć nowe. Jego rektorem mianował właśnie ks. Abrantowicza, który z energią zabrał się za organizowanie szkoły. Jednak dwa lata później także i Mińsk nie był już bezpiecznym miejscem – zbliżali się do niego bolszewicy i seminarium musiało się ewakuować. Ks. Abrantowicz wrócił w rodzinne strony – do Nowogródka, gdzie prowadził działalność duszpasterską. Kiedy zaś w 1922 r. w miasteczku zostało uruchomione niższe seminarium duchowne, powrócił też do pracy wykładowcy.
W 1926 r. ks. Fabian Abrantowicz wstąpił do zakonu marianów. Zapewne wpływ na to miała znajomość z ks. Jerzym Matulewiczem – wykładowcą petersburskiej Akademii Duchownej w czasie, kiedy uczył się tam i Abrantowicz, a w latach 1918–1925 biskupem wileńskim. Bp. Matulewicz był też odnowicielem zakonu marianów, wcześniej sukcesywnie likwidowanego przez carat. Sam w 1909 r. złożył śluby zakonne. W jego ślady poszedł i Fabian Abrantowicz w 1927 r. W kolejnym został mianowany przez papieża Piusa XI administratorem apostolskim dla katolików obrządku bizantyńsko-słowiańskiego w Chinach, a następnie, w 1929 r. wyjechał do Harbinu.
Początki były trudne. Ks. Abrantowicz trafił do obcego środowiska, nieufnie traktującego nową, nieznaną osobę gdzieś z daleka. Na nabożeństwach pojawiało się zaledwie kilka osób, brakowało pieniędzy na jakąkolwiek działalność. Przełamywanie barier szło bardzo powoli. Ks. Abrantowicz otworzył ochronkę dla osieroconych prawosławnych chłopców, następnie zamienioną na liceum, które z czasem stało się placówką ekumeniczną. Interesował się też losem ośrodków wychowawczych prowadzonych przez siostry zakonne. W połowie lat 30. w Harbinie został otwarty dom księży marianów.
Ks. Abrantowicz pracował tam przez kolejnych 10 lat. W tym czasie kilka razy był też w Europie. Wiosną 1939 r. ponownie udał się do Rzymu, a w sierpniu przyjechał do Polski. Zajrzał do kilku klasztorów zgromadzenia marianów w Polsce i na Łotwie, po czym przyjechał do mieszkającej w Nowogródku rodziny. Był wraz z najbliższymi, kiedy wybuchła II wojna światowa. Ks. Abrantowicz chciał wracać do Rzymu, ale przez Lwów. Do tego ostatniego miasta dotarł, spotkał się nawet z metropolitą Andrzejem Szeptyckim. Wyjazd do Rzymu jednak nie doszedł do skutku: podczas przekraczania granicy w okolicach Rawy Ruskiej został zatrzymany przez Niemców i przekazany sowieckim pogranicznikom. Trafił do aresztu we Lwowie. Usłyszał zarzuty: nielegalne przekroczenie granicy, przynależność do katolickiego zgromadzenia zakonnego oraz czynna działalność skierowana przeciwko władzy sowieckiej. W ciągu kolejnych miesięcy przesłuchiwany był wiele razy, i to po wiele godzin. Sowieci, chcąc wymusić na księdzu podpisanie spreparowanych przez nich zeznań, uciekali się nawet do tortur. W efekcie ks. Abrantowicz podpisywał wszystkie swoje rzekome zeznania, m.in. przyznawał się do szpiegowania na rzecz Japonii i Watykanu czy prowadzenia działań skierowanych przeciwko władzy sowieckiej.
W styczniu 1941 r. został przewieziony do więzienia na Butyrkach w Moskwie. Dopiero po kilku miesiącach przedstawiono mu akt oskarżenia. Mimo to nadal prowadzono śledztwo. We wrześniu 1942 r. specjalne kolegium NKWD skazało ks. Abrantowicza na 10 lat obozu pracy. Sędzia dopisał na decyzji, że ma to być łagier w Karagandzie.
Ks. Abrantowicz nigdy tam nie dotarł. Do końca życia przebywał w więzieniu w Moskwie. Nie jest jasne, dlaczego. W więzieniu pisał pracę o historii katolicyzmu w Rosji. Zmarł 2 stycznia 1946 r.
W 2021 r. Watykańska Kongregacja Spraw Kanonizacyjnych rozpoczęła proces kanonizacyjny ks. Fabiana Abrantowicza.
(ap)


