
Wojna ma się ku końcowi
Rok 1943 okazał się przełomowy dla losów II wojny światowej. W lutym wojska niemieckie oraz ich sojusznicy ponieśli klęskę pod Stalingradem, tracąc tym samym inicjatywę na froncie wschodnim. Natomiast lipcowa porażka na Łuku Kurskim ostatecznie przekreśliła nadzieje Berlina na powodzenie i pozwoliła Armii Czerwonej na dyktowanie warunków gry w kolejnych miesiącach i latach wojny. To oznaczało jedno – wraz z upływem czasu Sowieci będą coraz bardziej przesuwać się na zachód, ku niemieckiej stolicy. A droga na Berlin wiodła oczywiście przez tereny Polski. Dla polskich władz cywilnych i wojskowych przyszedł więc moment na podjęcie decyzji – jak traktować Sowietów i jakie działania podjąć wobec ich nieuniknionego wkroczenia na ziemie polskie? Odpowiedzią Armii Krajowej stała się Akcja „Burza”. Polegać miała na intensyfikowaniu działań dywersyjnych na tyłach wojska niemieckiego oraz, w miarę możliwości, samodzielnym wyzwalaniu ziem polskich, jeszcze przed wkroczeniem na nie oddziałów sowieckich i występowaniem wobec nich jako gospodarze tych terenów. Jeśli okazałoby się to niemożliwe, nie wykluczano podejmowania współpracy militarnej z Armią Czerwoną. Operacja miała rozpocząć się w momencie przekroczenia przez Sowietów przedwojennych granic Polski, a stało się to 4 stycznia 1944 r. w Sarnach na Wołyniu.
„Burza” z piorunami
15 stycznia 1944 r. Armia Krajowa przystąpiła do realizacji planu. Pierwszym obszarem, na który dotarła „Burza” był oczywiście Wołyń. Polską siłę militarną stanowiła 27. Dywizja Piechoty AK, która toczyła swoje boje aż do końca maja 1944 r. W międzyczasie, w marcu, akcja objęła swym zasięgiem również Polesie.
Bardzo szybko okazało się jednak, że Sowieci traktują polskie siły przede wszystkim jako dodatkowy cel do wyeliminowania. Nawiązywana na szczeblu taktycznym współpraca na linii AK – Armia Czerwona była efemeryczna. Za każdym razem po zakończonych bojach i bitwach polskie oddziały były otaczane przez dotychczasowych „sojuszników”. Oficerów, podoficerów i szeregowych zmuszano do dołączenia do tzw. armii Berlinga, a tych, którzy się temu sprzeciwiali wcielano w szeregi Armii Czerwonej lub internowano. Częste były również sytuacje, gdy Polaków po prostu rozstrzeliwano.
Tymczasem linia frontu zbliżała się do Wileńszczyzny i do Wilna, pierwszego dużego miasta na Kresach Wschodnich. Wspomniane wyżej czynniki, tj. antypolskie działania Sowietów i ich zbliżanie się ku Wilnu, zmusiły dowództwo Armii Krajowej do wprowadzenia korekty w dotychczasowych założeniach „Burzy”. Początkowo zakładano, że większe miasta należy wyłączyć z działań operacyjnych w celu ochrony ludności i zabudowy. W czerwcu 1944 r. postanowiono to zmienić. Wobec oddziałów Armii Czerwonej należało bowiem występować z jak najsilniejszej pozycji. Argument bycia gospodarzem w ważnych ośrodkach miejskich był więc kluczowy. Pierwszym miastem, które miało doświadczyć tych działań było właśnie Wilno. Operacji mającej na celu wyparcie Niemców i zdobycie miasta nadano kryptonim „Ostra Brama”.
Pierwsze pioruny
Na czele operacji stanął komendant Okręgu Wileńskiego AK ppłk Aleksander Krzyżanowski ps. „Wilk”. Ocenił on, że zgrupowania bojowe AK osiągną gotowość 6 lipca, a na moment ataku wyznaczył godzinę 23.00 w dniu 7 lipca. Jednak szybkie postępy wojsk sowieckich zmusiły go do wprowadzenia istotnych zmian. Termin rozpoczęcia działań bojowych przyspieszono o 24 godziny. Wymagało to od dowództwa niezwłocznego i jak najsprawniejszego poinformowania o tym wszystkich oddziałów. Okazało się to jednak niemożliwe.
Do walki przystąpiono 7 lipca o świcie. Pierwszego dnia polskie siły, znacznie słabsze niż pierwotnie planowano, zaatakowały niemieckie pozycje od najmocniej bronionej strony, tj. południowego wschodu. Przeciw czterem tysiącom partyzantów stanęło kilkanaście tysięcy żołnierzy niemieckich. Dysproporcja sił była zbyt duża, tym bardziej, że walki toczono za dnia, co uniemożliwiało Polakom przeprowadzenie ataków z zaskoczenia. Załamanie natarcia zmusiło dowództwo AK do podjęcia decyzji o wycofaniu się.
Szturm i zdrada
Jednak wieczorem 7 lipca do szturmu generalnego na miasto przystąpiły też siły sowieckie, których pierwsze oddziały dotarły do Wilna już w okolicach południa. Następnego dnia wsparły je kolejne jednostki. Łącznie 100 tysięcy czerwonoarmistów walczących wspólnie z żołnierzami Armii Krajowej toczyło zacięte walki przeciwko Niemcom. 13 lipca miasto zostało zdobyte. Po zakończeniu walk dowódca sił polskich ppłk Aleksander Krzyżanowski spotkał się z gen. Czerniachowskim, dowódcą 3 Frontu Białoruskiego. O ile pierwsze ze spotkań zakończyło się pokojowo i w duchu współpracy, o tyle kolejne, mające miejsce 17 lipca, było pułapką. „Wilka” oraz towarzyszącego mu szefa sztabu mjr. Teodora Cetysa aresztowano. Podobny los spotkał wielu innych oficerów oraz przedstawicieli cywilnego pionu Polskiego Państwa Podziemnego. Niektóre z polskich oddziałów zostały zaatakowane przez Armię Czerwoną i musiały wycofać się w kierunku Grodna i Białegostoku.
Łącznie Sowieci aresztowali i internowali ok. 5,5 tysiąca polskich żołnierzy (szeregowców, podoficerów i oficerów). Los, który spotkał Armię Krajową w Wilnie, a uprzednio na Wołyniu i Polesiu, miał się powtórzyć również w następnych miesiącach wojny, na kolejnych terenach zajmowanych przez Sowietów.
Piotr Bosko


