26.12.1991. Kolos, któremu pękły gliniane nogi, czyli rozpad ZSRS

26/12/2025

Opuszczenie sowieckiej i wciągnięcie na maszt rosyjskiej flagi na moskiewskim Kremlu, 25 grudnia 1991 r., domena publiczna, wikimedia commons;

Może nie było to państwo, które przetrwało wieki. Były w historii takie, które istniały dłużej, a dziś mało kto o nich pamięta. Jednak Związek Sowiecki w czasie 69 lat swego istnienia (do 70 zabrakło zaledwie czterech dni) zapisał się na kartach historii krwawymi zgłoskami.

Krwawe początki

Zróbmy szybki przegląd historii sowieckiego państwa. Wszystko zaczęło się w roku 1917, gdy osłabiona wojną światową Rosja musiała zmierzyć się z dwiema rewolucjami: lutową i październikową. Szczególnie ta druga miała znaczące konsekwencje. Przewrót z końca 1917 r. doprowadził do przejęcia władzy przez bolszewików (z Włodzimierzem Leninem na czele), aresztowania i zamordowania cara Mikołaja II wraz z całą rodziną oraz do wybuchu wojny domowej. Okres walk wewnętrznych w Rosji pociągnął za sobą miliony ofiar i nie chodzi tu wyłącznie o ofiary walk. Ba, to nie one stanowiły większość lecz cywile. To oni doświadczyli klęski głodu i to oni stanowili większość ofiar „czerwonego terroru”, który na rozkaz Lenina i Dzierżyńskiego rozlał się po całym państwie. Aresztowania, przesłuchania, wyroki i egzekucje lub zsyłki do obozów – to codzienność w Rosji sowieckiej w pierwszych latach jej istnienia (i jak się miało okazać – nie tylko).

Gruzin na czele

Kamieniem milowym w dziejach państwa był dzień 30 grudnia 1922 r., kiedy to republiki sowieckie: rosyjska, białoruska, ukraińska i zakaukaska utworzyły Związek Socjalistycznych Republik Sowieckich. Kilka lat względnego spokoju (podkreślmy „względnego”, bo cały okres lat 20. był czasem występującego z różnym natężeniem terroru) zostało przerwanych z ogromną brutalnością na przełomie 1929 i 1930 r. Wówczas to sprawujący w sowieckim państwie największą władzę Józef Stalin zaczął wprowadzać w życie szaloną politykę kolektywizacji. Wszyscy, którzy się jej sprzeciwiali, wpadali w machinę sowieckiego terroru. Zresztą nawet ci, którzy ją popierali, nie byli bezpieczni. Pewnego dnia mogli się bowiem dowiedzieć, że i oni są „kułakami”, czyli bogatymi chłopami wyzyskującymi innych.

Kolektywizacja pociągnęła za sobą klęskę głodu, która pochłonęła miliony ofiar. Zaraz potem rozpoczął się okres „wielkiego terroru” trwającego w zasadzie aż do wybuchu II wojny światowej. „Miecz sprawiedliwości” NKWD mógł wówczas spaść na głowę każdego. Chłopi, mieszkańcy miast, oficerowie ( w tym marszałkowie) i żołnierze Armii Czerwonej, działacze bolszewiccy (i ci starzy i ci nowi), a nawet i funkcjonariusze NKWD (nie wyłączając szefów) – oni wszyscy stali się ofiarami największej w ZSRS fali terroru. Niech obrazem tego co się wówczas działo będą liczby – w kilka lat aresztowano ponad 8 milionów osób, z czego ponad 3 miliony zamordowano w egzekucjach lub w łagrach.

Potem przyszedł rok 1939 i wspólne niemiecko-sowieckie działania mające na celu zniszczenie państwa polskiego. To właśnie porozumienie na linii Berlin-Moskwa umożliwiło wybuch II wojny światowej. Hitler i Stalin zdawali sobie sprawę, że ich wzajemna przyjaźń jest efemeryczna, ale przecież dzięki niej pokonali wspólnego wroga – Polskę (a przy okazji zagarnęli kolejne terytoria w Europie). Nie można zapominać, że i Niemcy i Sowieci są w równym stopniu winni wybuchu wojny.

Ale wróćmy do historii Związku Sowieckiego. Od roku 1939 do czerwca 1941 Sowieci zastosowali terror również na terytoriach okupowanych – w Polsce, na Litwie, Łotwie, w Estonii, Besarabii i części Finlandii. Ale dzień 22 czerwca 1941 r. zmienił wszystko. Niemiecki atak na ZSRS to początek kolejnego dramatu w dziejach tego państwa. Miliony żołnierzy i cywili ginęło zarówno z rąk Niemców, jak i samych Sowietów. Armia czerwona nie była przygotowana do wojny przeciwko Wehrmachtowi i o mały włos nie przypłaciła tego sromotną klęską (a wiele na to wskazywało). Zaraz za oddziałami Armii Czerwonej szli funkcjonariusze NKWD, którzy nie pozwalali cofać się z pola walki. Czerwonoarmiści stawali więc przed wyborem: śmierć z ręki Niemców lub NKWD… Ale jak mówi rosyjskie powiedzenie: „Ludiej u nas mnogo”. Dlatego nawet Wehrmacht nie był w stanie podbić Związku Sowieckiego. W sytuacji, kiedy „wróg ma więcej żołnierzy niż ty amunicji” niewiele da się wskórać. I od roku 1943 to Armia Czerwona, zostawiając za sobą pola zapełnione poległymi, zaczęła dyktować warunki gry na froncie wschodnim. Do tego Stalin zaczął dogadywać się z Churchillem i Rooseveltem i wzmacniać swoją pozycję na arenie międzynarodowej. Ale i ta przyjaźń nie trwała długo (choć przyniosła Sowietom zdobycze terytorialne i wpływy w Europie). Po pokonaniu Niemiec w 1945 r., szybko doszło do nieporozumień między dotychczasowymi sojusznikami. Jednak i te, kolejne efemeryczne przyjaźnie Stalina, przyniosły mu korzyści terytorialne i polityczne. Sowiecki terror w ślad za czerwonoarmistami ponownie przekroczył granice i rozlał się na Europę środkowo-wschodnią: na Polskę, państwa bałtyckie, Czechosłowację, wschodnie Niemcy, Węgry, Rumunię…

Nowa epoka

Wskutek kolejnych, masowych aresztowań w Europie Środkowo-Wschodniej, jeńcom wojennym, jak i samym obywatelom ZSRS system GUŁag zaczął przeżywać okres prawdziwego rozkwitu. I pewnie dalsze tysiące i miliony zasiliłyby szeregi łagierników, bo Stalin przygotowywał się ponoć do kolejnej czystki, ale 5 marca 1953 r. zmarł. A to oznaczało początek kolejnej walki o władzę. Jednym z kandydatów do miana następcy Stalina był Ławrientij Beria, szef NKWD. Jednak pozostali członkowie biura politycznego partii, mający chrapkę na schedę po Dżugaszwilim, przede wszystkim Nikita Chruszczow, skutecznie go wyeliminowali z tej rozgrywki (dosłownie wyeliminowali). I to właśnie Chruszczow ostatecznie przejął władzę w Moskwie, tym samym rozpoczynając nowy etap historii ZSRS. Jego słynny tajny referat wygłoszony w lutym 1956 r. zapoczątkował okres destalinizacji. Chruszczow krytykował dotychczasowy kult jednostki, metody masowego terroru (nazwane jednak „błędami i wypaczeniami”), którego ofiarami padli „dobrzy komuniści” (a przecież mordowano przede wszystkim zwykłych obywateli). Dziwnym trafem Chruszczow nie dodał, że w minionych latach sam realizował tę zbrodniczą politykę, chociażby jako I sekretarz komunistycznej partii Ukrainy.

Czy ten słynny referat oznaczał, że terror w Związku Sowieckim pozostał tylko wspomnieniem? Otóż nie, choć rzeczywiście został ograniczony. „Działania prewencyjne” sowieckich służb zazwyczaj wystarczały by zniechęcić do jakichkolwiek działań ludzi „myślących inaczej” niż partia. Oficjalnie zamknięto nawet łagry, jednak ostatni łagiernicy opuścili obozy pod koniec lat 80.!

Na różnych frontach

A co tam w polityce międzynarodowej? Ano jeszcze za życia Stalina Sowieci ruszyli na Azję, by tam rozprzestrzeniać swoje wpływy. Korea i Wietnam to dwa najpopularniejsze obszary zmagań między USA (i Zachodem), a Związkiem Sowieckim. Co różniło dwie strony? Amerykanie w obu przypadkach wysyłali do boju swoje oddziały, natomiast Sowieci skupiali się na szkoleniu miejscowych wojsk i dostarczeniu im sprzętu wojskowego (a ten mieli naprawdę dobry). Do tego dochodziła rywalizacja w przestrzeni kosmicznej. No i najważniejsze: jesienią 1962 r. III wojna światowa (i to nuklearna) była naprawdę blisko. A wszystko przez niewielką karaibską wyspę – Kubę. Na szczęście zagrożenie zażegnano i na przyszłość starano się być bardziej rozważnym. Nawet podpisywano umowy rozbrojeniowe, choć nie zawsze ich przestrzegano.

W zasadzie można powiedzieć, że gdy w latach 50., 60., 70., czy 80. dochodziło do jakiegoś konfliktu na świecie, to Związek Sowiecki zawsze był w to jakoś zamieszany. A w Moskwie w międzyczasie zmienił się „kierownik”. Chruszczowa zmuszono do rezygnacji ze stanowiska, a zastąpił go człowiek, który w świecie został zapamiętany przede wszystkim ze względu na swoje bardzo charakterystyczne, krzaczaste brwi. Chodzi oczywiście o Leonida Breżniewa, który rządził Związkiem Sowieckim całkiem długo, bo aż 18 lat. W tym czasie uznał, że nie ma opcji, by jakiekolwiek państwo z bloku wschodniego wyłamało się spod kurateli Moskwy. I niestety, ale w tej kwestii był słowny. Inwazja armii sowieckiej na Czechosłowację w 1969 r. była tego dobitnym dowodem. Ale tego było mało. W 1979 r. Breżniew poczynił istotny krok ku upadkowi Związku Sowieckiego – dokonał inwazji na Afganistan. Szybka w założeniu interwencja zamieniła się w krwawą rzeź, której ofiarami padały kolejne i kolejne oddziały spod znaku czerwonej gwiazdy. W tym czasie ZSRS wpadał w coraz głębszy kryzys gospodarczy, a codziennością był alkoholizm, od zawsze zbierający na Wschodzie swoje żniwo.

Blisko, coraz bliżej

Przyszły lata 80. Po śmierci Breżniewa władzę przejął Jurij Andropow, a następnie Konstantin Czernienko. Jednak obaj, ze względu na swój podeszły wiek, nie rządzili długo. I wtedy na scenę wszedł Michaił Gorbaczow. Człowiek, który zaczął swoje rządy od dwóch haseł: uskorienije (przyspieszenie) i pierestrojka (przebudowa). Partia miała odtajniać tematy przemilczane od lat, przede wszystkim temat stalinowskiego terroru, a obywatele mieli się cieszyć z tego, że totalitaryzm to tylko wspomnienie. Jednak społeczeństwo domagało się więcej i więcej, a transparentność swoich działań władze traktowały wybiórczo. Gospodarka zamiast rosnąć w siłę, zachowywała się jak stary ciągnik – niby jeszcze działała, ale w każdym momencie mogła się całkowicie posypać.

Ale zbliżając się do podsumowania: od roku 1989 Sowieci mieli problemy – w Polsce demokratyczne przemiany, w Niemczech zniszczenie muru berlińskiego i dążenie do zjednoczenia podzielonego po wojnie kraju, a do tego problemy na Litwie, która wreszcie ogłasza niepodległość (a przypomnijmy że w latach 1940-1941 oraz od 1944 r. była sowiecką republiką). W roku 1990 Gorbaczow wprowadził, na wzór krajów demokratycznych, urząd prezydenta kraju i sam zajął to stanowisko. Ale w Rosji sypało się już wszystko. W roku 1991 doszło jeszcze do nieudanego puczu, a coraz większą rolę odgrywał Borys Jelcyn stojący na czele kraju. W grudniu tego roku był jednym z sygnatariuszy tzw. porozumienia białowieskiego, stwierdzającego rozpad Związku Sowieckiego. A więc zostały formalności – 25 grudnia 1991 r. Michaił Gorbaczow zrezygnował z urzędu prezydenta, a sowiecka flaga na Kremlu ustąpiła miejsca fladze rosyjskiej. Następnego dnia Związek Sowiecki został formalnie rozwiązany. Gorbaczow co prawda wcale tego nie chciał. Dążył jedynie do reform, a nie do rozpadu, ale wyszło jak wyszło.

Powrót do przeszłości

W ten sposób przestało istnieć światowe mocarstwo, które jednak bardzo szybko zostało zastąpione przez rosnącą w siłę Rosję. Moskwa do dziś uważa, że rozpad ZSRS to największa katastrofa w jej historii, a marzenie o potędze z dawnych lat towarzyszy rezydentom Kremla każdego dnia. Tęsknota za tamtymi czasami jest widoczna na każdym kroku – rosyjskie lotnictwo wojskowe do dziś posługuje się symbolem czerwonej gwiazdy, na rosyjskich czołgach zawieszane są czerwone flagi, a w wielu miastach Rosji napotkać można pomniki… Józefa Stalina.

Piotr Bosko

Data publikacji:
Przejdź do treści