3.1.1619. Hen, hen… aż za Smoleńsk – podpisanie rozejmu w Dywilinie

3/01/2026

Zasięg terytorialny Rzeczpospolitej Obojga Narodów po podpisaniu rozejmu w Dywilinie, wikimedia commons, CC BY-SA 3.0.

Historia o pewnym Iwanie

Był sobie niegdyś car, który miał na imię Iwan. A, że był to czwarty moskiewski władca o tym imieniu, to znamy go dziś jako Iwana IV. Jednak był on zarazem tyranem i okrutnikiem: z jego rozkazu stracono tysiące osób, a i on sam potrafił zabić. Jedną z ofiar (choć przypadkową) jego napadów gniewu był własny syn. Stąd zyskał przydomek „Groźny”. Kiedy w 1584 r. zmarł, moskiewski tron przypadł kolejnemu z jego synów – Fiodorowi.

Ten jednak niezbyt interesował się losem państwa, a rzeczywistą władzę nad krajem sprawował Borys Godunow – doradca Iwana IV i szwagier Fiodora. Ponieważ Fiodor nie doczekał się męskiego potomka i w 1598 r. zmarł, pojawił się problem, kto ma zasiąść na tronie moskiewskim.

I tu pojawia się kolejny, bardzo ważny wątek: otóż Fiodor miał jeszcze jednego brata (choć przyrodniego) – Dymitra. Tyle że Borys Godunow w 1584 r. zesłał go wraz z jego matką do Uglicza. Tam, w 1591 r. Dymitr zginął przebity nożem w czasie ataku epilepsji. Jednak bardzo szybko pojawiły się plotki, głoszące, że zamordowano go z rozkazu Godunowa.

Cudownie ocalały carewicz Dymitr

W tej sytuacji bojarzy na nowego cara wybrali samego Borysa, który rządził w Rosji do śmierci (1605 r.). Tymczasem na terytorium Rzeczpospolitej pojawił się tajemniczy, około 20-letni młodzieniec, który głosił, że jest… cudownie ocalałym carewiczem Dymitrem i chciałby odzyskać tron w Moskwie. W 1603 r. pojawił się na dworze księcia Adama Wiśniowieckiego, a rok później – u samego króla Zygmunta III. I o ile otoczenie zniechęciło polskiego monarchę do poparcia starań Dymitra, o tyle magnateria patrzyła na to bardzo przychylnie i… poszła na Moskwę. Wojsko, na czele z Dymitrem, rzeczywiście dotarło aż do rosyjskiej stolicy, a on sam został ukoronowany na cara i poślubił Marynę Mniszchównę, córkę polskiego magnata Jerzego Mniszcha.

Jednak w wyniku buntu bojarów, na którego czele stanął Wasyl Szujski, Dymitr i wielu towarzyszących mu dworzan zostało zamordowanych. Ciało Dymitra zostało wpierw zakopane, potem odkopane i poćwiartowane, następnie spalone, a prochy wystrzelono z armaty w kierunku Polski…

Historia lubi się powtarzać

Wydawałoby się, że w ten sposób historia ta zakończyła się definitywnie. Nic bardziej mylnego! Otóż w roku 1607, rok po widowiskowej śmierci Dymitra Samozwańca, pojawił się kolejny tajemniczy mężczyzna, który stwierdził, że… to on jest cudownie ocalałym Dymitrem! Choć owo „cudowne ocalenie” było „grubymi nićmi szyte”, to Jerzy Mniszech doprowadził do spotkania Dymitra z córką, która… poznała w nim swojego męża.

To wystarczyło, by przekonać magnatów z Rzeczpospolitej do kolejnych działań na wschodzie. Nowe siły nowego Dymitra podeszły aż pod Moskwę. Car Wasyl Szujski wszedł jednak w porozumienie ze Szwedami. W odpowiedzi na ten sojusz, skierowany przeciwko Rzeczypospolitej, do gry włączył się Zygmunt III Waza, który ruszył na Smoleńsk i zaczął oblegać tę twierdzę. W ten sposób rozpoczęła się regularna wojna polsko-rosyjska.

Co było potem? Trwające do 1611 r. oblężenie Smoleńska, bitwa pod Kłuszynem w lipcu 1610 r., wkroczenie wojsk Rzeczpospolitej do Moskwy i obwołanie Władysława Wazy (wówczas królewicza) carem Rosji. Do tego zabito Dymitra II Samozwańca (potem znalazł się jeszcze jeden, ale ten nie odegrał już większej roli).

Wkrótce w rosyjskiej stolicy wybuchło powstanie, wskutek którego we wrześniu 1612 r. Polacy musieli opuścić Kreml.

Robi się spokojniej

W kolejnych latach wojna wciąż trwała, a żadna ze stron konfliktu nie była w stanie zwyciężyć. Ostatecznie 3 stycznia 1619 r. (niektóre źródła mówią o 11 grudnia 1618 r.) we wsi Dywilino (ok. 80 km na północny wschód od Moskwy) podpisano rozejm. Na jego mocy Rzeczpospolita zyskiwała rozległe terytoria na wschodzie. Do Wielkiego Księstwa Litewskiego przyłączono ziemię smoleńską (która wracała w jego skład po ponad 100 latach), a do Korony – ziemie czernichowską i siewierską. W ten sposób Rzeczpospolita sięgała aż za Smoleńsk, a jej terytorium obejmowało odtąd około 1 000 000 km2. Nigdy przedtem ani potem Rzeczpospolita nie była tak potężna.

Krótkotrwały sukces

Sytuacja ta nie trwała jednak długo, gdyż w 1621 r. wojska szwedzkie wkroczyły do Inflant, odbierając Rzeczpospolitej niemal całość tego obszaru. Mimo to, państwo polsko-litewskie przez kolejne lata pozostawało imperium. Choć było to imperium targane konfliktami i słabnące w oczach. Aż do roku 1795…

Piotr Bosko

Data publikacji:
Przejdź do treści