
Ja tylko jedną taką wiosnę miałem w życiu…
Adam Mickiewicz, Pan tadeusz
Pierwsza próba knockoutu
Ponad 100 lat później Józef Stalin mógłby spokojnie zacytować pochodzące z 1834 roku słowa polskiego wieszcza niemal w niezmienionej formie. Wystarczyłoby zastąpić „wiosnę” „latem”… i mamy gotowy opis sytuacji na froncie wschodnim z 1941 roku. Tylko dla sowieckiego dyktatora, w przeciwieństwie do Mickiewicza, wydźwięk tych słów nie byłby pozytywny.
22 czerwca Wehrmacht przystąpił do realizacji operacji Barbarossa, czyli agresji na Związek Sowiecki. Dotychczasowi sojusznicy stali się wrogami na śmierć i życie. To, co działo się wówczas w Związku Sowieckim można opisać jednym słowem: katastrofa. Ginęli wszyscy – żołnierze (i sowieccy i niemieccy), cywile, mężczyźni, kobiety, dzieci… Wojna totalna i blitzkrieg po raz kolejny pokazały swoje prawdziwe oblicze.
Każdego dnia pierwszych tygodni walk Niemcy posuwali się w głąb sowieckiego terytorium nawet o kilkadziesiąt kilometrów. Wydawało się, że rozpędzonego Wehrmachtu nie da się zatrzymać. Siły pancerne i piechota nieubłaganie zbliżały się do sowieckiej stolicy. Upadek Moskwy byłby dla Stalina ciosem, z którego być może on i jego państwo już by się nie podnieśli.
Ale wojowanie na Wschodzie ma to do siebie, że największym wsparciem obrońców, a wrogiem atakujących, są warunki atmosferyczne i rozległy obszar. W poprzednich stuleciach przekonali się już o tym Szwedzi i Francuzi. W roku 1941 przyszedł czas na Niemców…
Mokra i mroźna jesień
Rasputica – jedno słowo, które łączy w sobie wiele wyzwań. Intensywne opady deszczu i topniejącego śniegu, wszechobecne błoto, drogi, które nagle stają się nieprzejezdne, czołgi i ciężarówki, które grzęzną na każdym odcinku…cios, który spadł na Niemców jesienią, spowolnił błyskawiczne postępy Wehrmachtu. Mimo to siły niemieckie, choć znacznie spowolnione, szły na wschód, kierując się na Moskwę. I być może żołnierze spod znaku swastyki cieszyliby się na wiadomość, że w połowie listopada rasputica miała odpuścić, ale jednocześnie oznaczało to kolejny, jeszcze większy problem – mróz. Temperatura spadła poniżej – 30 stopni Celsjusza. Z niemieckiej perspektywy nie wyglądało to dobrze.
To, co działało na niekorzyść Wehrmachtu, sprzyjało jednak Armii Czerwonej. Sowieckie oddziały miały czas na przygotowanie swoich pozycji obronnych, zabezpieczenie stolicy i wyprowadzenie kontrofensywy.
W listopadzie 1941 roku najbardziej wysunięte na wschód oddziały niemieckie znajdowały się w odległości zaledwie 30 km od samego Kremla, co oznaczało, że do granic miasta było już naprawdę blisko. Jednak problemy z warunkami atmosferycznymi i zaopatrzeniem (odwieczny problem wojsk – im dalej w głąb terytorium przeciwnika, tym dłuższe własne linie zaopatrzeniowe) zmusiły Niemców do wstrzymania ofensywy i przygotowania się do jej kolejnej odsłony. Podjęte jednak w drugiej połowie listopada próby ataku na kilku odcinkach frontu spełzły na niczym. Jeszcze 1 grudnia Niemcy postanowili przeprowadzić bezpośrednią ofensywę na Moskwę, ale nie była one wystarczająco silna, by przełamać sowiecką obronę. Wtedy sytuacja zaczęła się zmieniać…
Szybkie ciosy
W „podmoskiewskim ringu” na przeciwko siebie twarzą w twarz stanęło dwóch silnych przeciwników. W „brunatnym narożniku” Wehrmacht, który miał za sobą letnie sukcesy oraz trudne, dołujące i podcinające morale tygodnie rasputicy i mrozów. Na przeciwko, w czerwonym narożniku, wojska sowieckie. Te z kolei, pierwsze tygodnie walk mogły uznać za katastrofę, ale teraz to one, zmotywowane coraz gorszym losem przeciwnika, miały podyktować warunki boju.
Do przeprowadzenia kontrofensywy na kierunku moskiewskim zostały wyznaczone trzy fronty – Kaliniński, Zachodni i Południowo-Zachodni. Pierwsze uderzenia spadło na Niemców 5 grudnia. Sowieci wyprowadzili prawy sierpowy, w postaci ciosu Frontu Kalinińskiego. Następnego dnia na „niemieckiego zawodnika” spadły dwa, decydujące ciosy. Lewy sierpowy wymierzony przez Front Południowo-Zachodni i szybki prosty z Frontu Zachodniego. Ta kombinacja nie mogła nie zrobić wrażenia na Wehrmachcie. Pierwszy knockdown, pierwsze niemieckie lądowanie na deskach frontu wschodniego stało się faktem.
„Brunatny zawodnik” został w następnych kilku tygodniach odrzucony na 150 – 200 km od Moskwy. Natomiast „czerwony pięściarz” chyba za mocno uwierzył w swoje umiejętności. Zgodnie z poleceniem Stalina Sowieci przystąpili do generalnej ofensywy na wiosnę 1942 roku. Wtedy doszło do szeregu klinczów, gdyż jak się okazało Wehrmacht nie był na tyle osłabiony, jak myślano na Kremlu. Nie był też wystarczająco silny, gdyż mimo prób przechylenia szali zwycięstwa na swoją stronę, nie zmusił Sowietów do kapitulacji. Ręcznik nie wylądował na ringu, a „czerwony zawodnik” wciąż trzymał się na nogach.
Kolejne lata, kolejne rundy
Sowiecka kontrofensywa pod Moskwą była pierwszą tak wielką, udaną próbą przełamania niemieckiej ofensywy. Przyniosła Armii Czerwonej sukces, który został jednak okupiony ogromnymi stratami: niemal 140 tysięcy zabitych i zaginionych oraz ponad 230 tysięcy rannych. To dane dotyczące samej kontrofensywy. Jeśli natomiast dodamy do tego ponad 514 tysięcy zabitych i zaginionych oraz niemal 144 tysiące rannych we wcześniejszych tygodniach, tj. w czasie obrony Moskwy, to mowa już o ponad milionie ofiar walk o sowiecką stolicę (po stronie Niemców natomiast liczba zabitych, zaginionych i rannych sięgnęła ponad 174 tysiące , choć dane sowieckie mówią o niemal 600 tysiącach).
Ogromne straty nie przyniosły jednak decydującego zwycięstwa, gdyż Niemcy zagrażali Moskwie jeszcze w 1942 i 1943 roku. Kolejne miesiące to kolejne rundy walki obu zawodników, w których raz górą był jeden, a raz drugi. Jednak wydarzenia z przełomu 1941 i 1942 roku były bez wątpienia przełomowymi, „zmiękczyły niemieckiego zawodnika” i wpłynęły na dalszy przebieg II wojny światowej.
Piotr Bosko


