29.10.1611 Hołd moskiewski

29/10/2025

Carowie Szujscy na sejmie warszawskim, szkic do obrazu, Jan Matejko, 1892 r., domena publiczna

Tym razem moskiewski, a nie pruski

O wydarzeniach rozgrywających się w kwietniu 1525 r. w Krakowie słyszał chyba każdy. To wtedy przed polskim królem Zygmuntem Starym hołd złożył Albrecht Hohenzollern, ostatni Wielki Mistrz Zakonu Krzyżackiego. Prusy Książęce stały się wówczas polskim lennem, a sam Albrecht wasalem polskiego władcy i księciem pruskim. Te wydarzenia przeszły do historii pod nazwą hołdu pruskiego i do dziś obecne są w szkolnych podręcznikach, a rok 1525 to jedna z najważniejszych dat z polskiej historii, którą uczniowie wynoszą ze szkoły i która zostaje w ich pamięci już na długo.

Tymczasem 86 lat później w Warszawie odbyła się podobna uroczystość, która do dziś pozostaje mało znanym epizodem w naszej historii. A szkoda, bo stanowi dowód na to, że w naszej niełatwej historii, często przepełnionej bólem, jest również miejsce na wydarzenia podkreślające potęgę i znaczenie Rzeczpospolitej w przeszłości. Wydarzenie to rozegrało się 29 października 1611 r. w Warszawie, a polegało na złożeniu hołdu władcy Rzeczpospolitej Obojga Narodów Zygmuntowi III Wazie przez byłego rosyjskiego cara i jego najbliższe otoczenie.

Pochód zwycięzcy… i kilku przegranych

Około godziny dziesiątej ukazał się oddział odświętnie ubranej jazdy, asystujący senatorom i hetmanowi, który jechał we wspaniałej karocy, zaprzężonej w sześć białych koni. Za nim, w następnym pojeździe ciągnionym również przez sześć rumaków, siedzieli trzej dostojni jeńcy hetmana: car Wasyl Szujski i jego bracia: Dymitr, nieszczęsny wódz spod Kłuszyna, oraz Iwan. Za rodziną carską jechał następny oddział jazdy, kończący paradę. Tłum mieszczan i szlachty wiwatował na cześć zwycięzcy, biły dzwony, strzelały rusznice i muszkiety

Leszek Podhorodecki, „Sławni hetmani Rzeczypospolitej”, Warszawa 1994.

W ten sposób rozpoczęło się wielkie świętowanie. Wspomniany hetman to oczywiście Stanisław Żółkiewski, jeden z największych polskich dowódców początku XVII wieku. To on 4 lipca 1610 r. stał na czele polskich wojsk, które pod Kłuszynem nie tyle pokonały, co wręcz rozgromiły moskiewsko-szwedzkie wojska zmierzające na odsiecz obleganemu przez Rzeczpospolitą Smoleńskowi, zajętemu przez Moskwę niespełna sto lat wcześniej. To również Żółkiewski stał za podpisaną z bojarami ugodą, dzięki której wojska Rzeczpospolitej wkroczyły we wrześniu 1610 r. do Moskwy, a 9 października – na moskiewski Kreml, zaś nowym carem miał zostać królewicz Władysław (późniejszy władca Rzeczpospolitej Władysław IV Waza). W końcu to w jego ręce bojarzy wydali uwięzionego i zdetronizowanego cara Wasyla Szujskiego wraz z jego najbliższym otoczeniem – braćmi Iwanem i Dymitrem (dowódcą spod Kłuszyna) oraz Jekatieriną Grigoriewną, czyli żoną Dymitra.

Po roku od tych wydarzeń przyszedł czas na triumfalny przemarsz przez Warszawę. Jego punktem docelowym była sala senatu na Zamku Królewskim. Poza Wasylem i jego rodziną w przemarszu przez Krakowskie Przedmieście wzięli również udział Michaił Szejn (dowódca obrony Smoleńska, który skapitulował ostatecznie 13 czerwca 1611 r.), arcybiskup smoleński Siergiej oraz patriarcha Moskwy i całej Rusi Filaret.

Oko w oko

W zamku oczekiwał ich już król Zygmunt III wraz z zebranymi senatorami i posłami (trwały właśnie obrady Sejmu walnego). Po doprowadzeniu jeńców przed zasiadającego na tronie polsko-litewskiego władcę miały miejsce przemowy. Pierwszy zabrał głos Żółkiewski, a następnie, w imieniu króla, podkanclerzy koronny Feliks Kryski. Po ich wysłuchaniu jeńcy pokłonili się przed Zygmuntem, całując go w dłoń i oddając hołd. Przy tym obiecali mu posłuszeństwo i zagwarantowali nienaruszalność granicy Rzeczpospolitej i Moskwy.

W ten sposób Rzeczpospolita pokazała, że mimo kryzysów wciąż jest państwem, z którym należy się liczyć. Co prawda, sukces był tylko chwilowy, gdyż już w 1612 r. Polacy zostali zmuszeni do opuszczenia Moskwy, zaś w 1667 – ponownie stracili Smoleńsk. Co więcej, w czasie składanego hołdu Wasyl Szujski nie był już oficjalnie carem, więc całe wydarzenie miało znaczenie wyłącznie symboliczne. Mimo to, do dziś pokazuje, że historia Rzeczpospolitej to nie tylko historia cierpienia, ale również wielkich zwycięstw.

P.B.

Data publikacji:
Przejdź do treści