
Na jego 90-letnią biografię złożyły się: obrona Grodna we wrześniu 1939 r., konspiracja w szeregach Armii Krajowej, zmagania o przeżycie w workuckim łagrze oraz kolejne batalie o polskie pomniki i cmentarze we Lwowie i Ziemi Lwowskiej. Eugeniusz Cydzik – harcerz, żołnierz, kustosz narodowej pamięci – na wieczną wartę odszedł 17 września 2012 r. Koleje jego życia to gotowy scenariusz filmowy obfitujący w gwałtowne zwroty akcji i wątek romantyczny.
Urodził się 28 grudnia 1921 r. w zaścianku Misiewicze koło Grodna. Duchowo uformowały go dom rodzinny i harcerstwo. Należał do żeglarskiej V Drużyny Męskiej im. Romualda Traugutta w Grodnie i do końca życia z dumą nosił Krzyż Harcerski. W ZHP przeszedł pełny kurs przysposobienia wojskowego. Gdy Niemcy napadli na Polskę, od razu – 1 września 1939 r. – zgłosił się na ochotnika do wojska i został przyjęty do służby pomocniczej w Grodnie. Gdy Związek Sowiecki zaatakował Polskę, wziął czynny udział w obronie miasta przed Armią Czerwoną. W lutym 1942 r. wstąpił do Związku Walki Zbrojnej, po czym został żołnierzem Armii Krajowej. Służył w Biurze Informacji i Propagandy (BIP), potem w Kierownictwie Dywersji (Kedywie). Zbliżając się do dziewięćdziesiątki, w postawie na baczność, potrafił wyrecytować z pamięci rotę przysięgi, którą składał dowódcy w 1942 r.: „Będę wiernie i nieugięcie stał na straży honoru Polski, a o jej wyzwolenie będę walczył z bronią w ręku. Nagrodą zwycięstwo, a za zdradę – śmierć”. Ukończył wywiadowczy kurs podchorążych, uzyskując stopień kaprala podchorążego. Przeszkolony w zakresie dywersji, gromadził broń, był zwiadowcą. Zajmował się kolportażem i łącznością.
W sierpniu 1945 r. został aresztowany przez NKWD i skazany przez Trybunał Wojenny za „przynależność do antysowieckiej organizacji zbrojnej” na 15 lat katorgi i 5 lat pozbawienia praw obywatelskich. Wyrok odbywał na dalekiej północy, w Workucie (Workutłag, Autonomiczna Sowiecka Socjalistyczna Republika Komi). Przetransportowany wraz z grupą więźniów koleją, znalazł się tam w Wigilię Bożego Narodzenia 1945 r. Po trzech dniach kwarantanny wyprowadzono go do pracy. Przy ponad 30-stopniowym mrozie, w kilkumetrowych zaspach, jego brygada miała budować stadion. Nieprzywykły do tak ciężkiego wysiłku fizycznego, z wielkim trudem odkopywał śnieg i wykonywał roboty ziemne w tundrze. Gdy okazało się, że potrafi obsługiwać niwelator, przeniesiono go do brygady zajmującej się pomiarami. Z czasem został skierowany na budowę kopalni węgla, od kwietnia 1949 r. kopalni w tzw. Rieczłagu, czyli Podobozie Specjalnym nr 6 dla więźniów politycznych. Później pracował w zespole kopalń jako mierniczy i elektryk. W Workucie udało mu się nawet uzupełnić wykształcenie techniczne.
Wspominał: „Mogę powiedzieć jedno – przeżyłem. Ja może nie zasłużyłem na to. Wychowany byłem w duchu katolickim, w domu modliliśmy się wspólnie, moja mama była bardzo pobożna, modliła się. I ona wymodliła, że ja przeżyłem, i żonę mi wymodliła”. Rzeczywiście, w Workucie poznał lwowiankę Czesławę Hnatów, w marcu 1945 r. aresztowaną przez sowiecki kontrwywiad wojskowy Smiersz za działalność w AK. Skazano ją na dwadzieścia lat zesłania. Połączyła więc ich wspólnota losów. Ślubu w łagrze udzielił im jeden z więzionych księży 11 listopada 1956 r.
Eugeniusz Cydzik został zwolniony przedterminowo w marcu 1956 r. „z anulowaniem wyroku i przywróceniem praw obywatelskich”. Do roku 1957 pracował w Workucie jako wolny robotnik. Wyjechał stamtąd dopiero po zwolnieniu żony. Razem udali się do jej rodzinnego miasta. Nie był to wybór ani łatwy, ani oczywisty. Rozważali wyjazd do Polski. Przeważyło jednak przywiązanie do spuścizny przodków, wpajane od dzieciństwa zakorzenienie.
We Lwowie otoczyli opieką polskie miejsca pamięci narodowej. Ratowali zniszczone mogiły, kwatery i cmentarze wojenne w mieście i okolicach. W lutym 1984 r. Eugeniusz Cydzik powołał do życia Polskie Towarzystwo Opieki nad Grobami Wojskowymi. Przez trzy kadencje był prezesem Towarzystwa, później został jego prezesem honorowym. Razem z żoną w latach osiemdziesiątych zainicjował porządkowanie Cmentarza Obrońców Lwowa. Państwo Cydzikowie, a wraz z nimi lwowscy Polacy, usuwali zwały gruzów i śmieci, ratowali zachowane detale. Czesława Cydzik własnoręcznie wykonywała cegiełki, których sprzedaż zasilała fundusz odbudowy, z czasem prowadzonej już oficjalnie.
W 1993 r. na Wzgórzach Wuleckich, w miejscu rozstrzelania przez Niemców polskich profesorów lwowskich uczelni, państwo Cydzikowie postawili betonowy pomnik z żelaznym krzyżem. Długa jest lista żołnierskich mogił, w których uporządkowanie i renowację zaangażowany był Eugeniusz Cydzik, by wymienić jedynie kwatery wojskowe na Cmentarzu Janowskim, mogiły z 1939 r. w Jaśniskach, Malechowie i Zboiskach, z 1920 r. na cmentarzach w Busku i Zadwórzu, zwanym polskimi Termopilami, gdzie co roku w sierpniu organizował uroczystości z udziałem licznych gości z Polski. Mimo wieloletnich wysiłków, nie udało mu się doprowadzić do ekshumacji i upamiętnienia żołnierzy września 1939, którzy zginęli podczas wejścia Armii Czerwonej do Lwowa i spoczęli na terenie ogrodów Politechniki Lwowskiej i parku Żelazna Woda. Jego marzeniem było utworzenie choćby niewielkiej ekspozycji muzealnej na Cmentarzu Orląt Lwowskich. Uhonorowano go wieloma odznaczeniami państwowymi i wyróżnieniami, m.in. Krzyżem Oficerskim Orderu Polonia Restituta i pośmiertnie Krzyżem Komandorskim Orderu Zasługi Rzeczypospolitej Polskiej. Do końca swoich dni walczył o narodową pamięć. Spoczął na Cmentarzu Łyczakowskim u podnóża Górki Powstańczej. We Lwowie zostały trwale ślady działalności Państwa Cydzików. Ich dom był ostoją patriotyzmu. Córka Krystyna współtworzyła Harcerstwo Polskie na Ukrainie.
Ewa Ziółkowska


