Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit
Logo Muzeum Pamięci Sybiru w Białymstoku
Logo Centrum Mieroszewskiego
szukaj - search

Pokaż więcej wyników

Generic selectors
Exact matches only
Search in title
Search in content
Post Type Selectors
"><font style="vertical-align: inherit
"><font style="vertical-align: inherit

Literatura jako narzędzie polityczne

27/06/2026

Siergiej Lebiediew

Literatura rosyjska, która zaistniała jako zjawisko masowe w XIX w., gdy Imperium Rosyjskie dynamicznie podbijało Kaukaz i Azję Centralną, nosi znamiona tych podbojów, występując w roli kronikarza i instrumentu kolonizacji. Choć jest ona mocno osadzona w kontekście kolonialnym, czytelnicy są tego zupełnie nieświadomi, gdyż kontekst ten nigdy nie był odpowiednio nagłośniony w badaniach naukowych ani w późniejszej dyskusji publicznej.

Oznacza to, że klasyczna literatura rosyjska jest jedyną imperialną tradycją literacką, która nie została poddana ponownemu krytycznemu odczytaniu.

Uprzywilejowany status języka rosyjskiego uczynił go współwinnym ekspansji językowej i wymazywania tożsamości kulturowej innych narodów. „Złoty wiek” literatury rosyjskiej przypadający na XIX stulecie był, w pewnym sensie, fasadą lub skojarzonym skutkiem imperialnych zapędów do wcielania, kontrolowania i rusyfikowania rozległych terytoriów rozciągających się od Polski i Finlandii aż po Azję i Północny Kaukaz. Pozycja Petersburga pośród wielkich mocarstw europejskich została częściowo ugruntowana poprzez literaturę i muzykę klasyczną.

Włączona później do projektu sowieckiego, rosyjska klasyka stała się centralnym elementem sowieckiego imperializmu kulturowego, podczas gdy język rosyjski odegrał dualistyczną rolę w [procesach] sowietyzacji/rusyfikacji. Jak literatura rosyjska powinna być ponownie przemyślana dzisiaj, gdy Rosja prowadzi zbrodniczą, agresywną wojnę przeciwko Ukrainie w imię obrony języka i kultury rosyjskiej?

Płaskorzeźba przedstawiająca anioła bez głowy
Niemiecki nagrobek zniszczony podczas walk w 1945 r. Foto: S. Lebiediew,

Tramwaj do Alei Puszkina

Za każdym razem, gdy jadę tramwajem na Dworzec Centralny w Poczdamie, gdzie mieszkam, nieuchronnie spotykam mojego rodaka i kolegę. Niezależnie od pory roku i dnia, on zawsze tam jest, niczym uparta, niezniszczalna zjawa, reprezentowana przez swoje imię wydobywające się z głośnika po niemiecku: Następny przystanek – Aleja Puszkina.

Aleja Puszkina – ulica nazwana imieniem Aleksandra Puszkina, najsłynniejszego rosyjskiego poety XIX w., rosyjskiego Goethego czy Schillera, buntownika, kobieciarza, twórcy współczesnego rosyjskiego języka literackiego.

Dziesiątki jego wierszy (chętnie) nauczanych w szkołach, dziesiątki jego wersów wyrytych w świadomości, stając się sposobami na wyrażanie miłości i przeznaczenie, wyższych aspiracji… Niegdyś był on dla mnie duszą mojego języka ojczystego.

A jednak, nie czuję się szczęśliwy spotykając go w Poczdamie, w byłej NRD (Niemieckiej Republice Demokratycznej). W rzeczywistości czuję chłód i niepokój stojąc na tym przystanku, nazwanym na jego cześć, jakbym stał w niewidzialnym dla innych cieniu, na skraju zaświatów.

I moja interpretacja nie jest błędna.

Tutaj, w Poczdamie, jego nazwisko znaczy coś innego.

Do 1949 r. ulica ta nosiła nazwę Kapellenbergstraße. Co się zatem stało, dlaczego straciła ona swoją nazwę i nigdy jej nie odzyskała?

Biała tablica z nazwą ulicy Puszkina w języku niemieckim na tle zieleni drzew.
Aleja Puszkina. Fot. S. Lebiediew.

Po 1945 roku ta część miasta została odcięta i przekazana pod kontrolę sowiecką. Ulokowano tam sowiecką kwaterę państwowej bezpieki, sprawującej władzę znad całą sowiecką strefę okupacyjną w Niemczech. Znajdował się tam również areszt, w którym przetrzymywano, przesłuchiwano i torturowano zarówno Niemców, jak i Sowietów podejrzanych o nadużycia polityczne wobec władz komunistycznych. Ośrodek ten był ukrytym oknem na Rosję, a raczej bramą do piekła – część więźniów została później deportowana do łagrów Gułagu na terytorium sowieckim.

Pośród lokalnej społeczności ta sowiecka kolonia państwowej bezpieki była nazywana „kleine Sowjetunion”, „Mały Związek Sowiecki” albo „die Verbotene Stadt”, „Zakazane Miasto”, ponieważ zwykli Niemcy nie mieli tam wstępu, chyba że zostali aresztowani.

Zatem, to właśnie sowieccy oficerowie zmienili mapę Poczdamu i umieścili na niej nazwisko Puszkina. Geograficznie Aleja Puszkina wyznaczała granicę „Zakazanego Miasta”, granicę między życiem a śmiercią dla tych wielu, którzy tę granicę przekroczyli.

Chciałbym podkreślić, zwrócić szczególną uwagę – „Zakazane Miasto” w Poczdamie, nie było pod żadnym względem zwyczajnym miejscem, wojskową czy administracyjną jednostką sił okupacyjnych. Była to siedziba znanej z okrucieństwa tajnej policji, miejsce bólu, niesprawiedliwości i cierpienia, tak oblane krwią, jak tylko miejsce zbrodni może być. Jednak to właśnie tajna policja nadała temu miejscu imię Puszkina, jakby chciała wprowadzić pozory normalności, stworzyć przyjazną, kulturalną fasadę dla krwiożerczej bestii ukrytej w zamkniętym terytorium, choć i tak nikt nie dał się oszukać.

Teraz oprawcy tajnej policji odeszli, dawna dzielnica sowiecka znów jest wolna, a więzienie KGB stało się muzeum.

Ale Aleja Puszkina pozostała. Jej nazwa zwietrzała, stała się osobliwym artefaktem, nieszkodliwym reliktem.

Ale ja nie odczuwam tego w ten sposób.

Kontekst ma znaczenie… jeśli go znasz

Poczdam nie jest jedynym miejscem, gdzie go spotykam.

Kiedy udaję się do Anhalt-Zerbst, gdzie mieszkali moi niemieccy przodkowie – miasta „kościołów-widm”, zrównanego z ziemią podczas bombardowania w kwietniu 1945 r. – nieuchronnie muszę przejść obok Promenady Puszkina.

Kiedy spaceruję po Wittenberdze, mieście Lutra, kolejnym miejscu związanym z moimi przodkami, przechodzę przez ulicę Puszkina.

W Halle, w drodze z głównego dworca do Rote Ochse, dawnego obozu sowieckiego i siedziby trybunału wojskowego karzącego cywilów z Saksonii-Anhalt, który później stał się siedzibą Stasi, a po 1996 r. miejscem pamięci, idę kolejną ulicą Puszkina.

Na ulicę Puszkina trafiam również w Erfurcie, gdzie odwiedzam kolejne miejsce pamięci – pomnik Stasi.

W Werder an der Havel, małym miasteczku niedaleko Poczdamu, jadę rowerem kolejną ulicą Puszkina, nieopodal tutejszej katedry. Znajduje się tam skromny pomnik poświęcony tamtejszym mieszkańcom, którzy sprzeciwiali się reżimowi komunistycznemu i zostali aresztowani, a następnie wysłani do moskiewskiego więzienia na Łubiance w celu przesłuchania i egzekucji.

Fragment kamiennego pomnika przedstawiającego żołnierza z karabinem
Sowiecki żołnierz. Fragment Memoriału Kurhan Mamaja – miejsca spoczynku żołnierzy Armii Czerwonej poległych w bitwie pod Stalingradem. Foto: S. Lebiediew.

Czasami ulice te tworzą naprawdę zwariowane i zabawne skrzyżowania – na przykład w Erfurcie, gdzie na placu Karola Marksa krzyżuje się ulica Lutra z pętlą Jurija Gagarina.

Nie zmyślam tego. Po prostu staram się żyć w mojej nowej ojczyźnie i kontynuować badania. Czasami jednak wydaje mi się, że Puszkin mnie prześladuje.

Sam fakt, że Sowieci zniknęli już trzydzieści lat temu wraz ze wszystkimi swoimi czołgami, żołnierzami, artylerią i samolotami, a imię Puszkina – całkowicie obce i ewidentnie narzucone – pozostało, ponieważ jest w jakiś sposób chronione przez jego rzekomo neutralny status artystyczny, stanowi dobry punkt wyjścia do zbadania intymnego, niewidocznego i trudnego do uchwycenia związku między rosyjską władzą państwową a wielką literaturą rosyjską.

Wielu rosyjskich (i nie tylko rosyjskich) intelektualistów o liberalnych poglądach powie, że nie można tu winić Puszkina. Że w rzeczywistości jest on ofiarą. Że został wykorzystany lub nadużyty przez nieprzyjemnych i głupich sowieckich urzędników, którzy pasożytowali na jego talencie i sławie. W 2022 r. w publicznym liście niemieckiego PEN Clubu stwierdzono, że: „Wrogiem jest Putin, a nie Puszkin”, hojnie zwalniając rosyjską kulturę z odpowiedzialności.

Muszę przyznać, że się z tym nie zgadzam.

W tym samym 2022 r. kiedy świat dowiedział się o masakrze w Buczy, białoruska poetka Walżyna Mort napisała, odnosząc się do faktycznego opisu zbrodni i podkreślając jej kolonialny kontekst:

Na ulicy Puszkina

i na ulicy Lermontowa

Rosjanie zastrzelili kobiety i dziewczęta,

a potem przejechali je

czołgami.

Kontekst ma znaczenie.

Jeśli go znasz.

Sanktuarium zakonserwowane w formalinie

Kiedy jesteś dzieckiem, przychodzisz na świat pełen książek.

Przynajmniej tak było w mojej rodzinie w ostatniej dekadzie istnienia Związku Sowieckiego.

Nasze małe, dwupokojowe mieszkanie, w którym mieszkałam razem z babcią i rodzicami, było wypełnione książkami. Ściany zastawione były regały, które nie do końca do siebie pasowały. W tej jaskini moli książkowych nie było dystansu między książkami a ludźmi.

Zapach książek unosił się wszędzie. Setki tytułów, nazwisk, różnych czcionek i kolorów okładek otaczały, zgniatały i otulały. To było niczym drugie łono (po łonie mojej matki), w którym czytelnik przychodzi na świat.

Wtedy nie wydawało mi się to niczym dziwnym. Teraz jednak rozumiem, że wśród rosyjskiej sowieckiej inteligencji książki te były przedmiotem kultu. Klasyka rosyjska i światowa uosabiała kulturę i wartości pozapartyjne, niekomunistyczne, a biografia czytelnika zastępowała jego prawdziwą biografię, która była pozbawiona wolności i pełna kompromisów – nieuniknionych w społeczeństwie autorytarnym.

Literatura stanowiła bezpieczną, neutralną przestrzeń, swoiste schronienie. Była też narzędziem służącym do przywrócenia nadszarpniętej godności. Przekonanie, że dobrego człowieka kształtują dobre książki, stanowiło punkt styku między oficjalną narracją a nieoficjalną kulturą intelektualną, a listy lektur zalecanych w obu tych kręgach wcale nie różniły się tak bardzo. Ta neutralna przestrzeń nie powinna była być naruszana ani podważana przez żadną krytykę, jak sanktuarium.

Sanktuarium zakonserwowane w formalinie.

Zdjęcie przedstawiające otwartą książkę Georga Orwella pt. Rok 1984 w języku rosyjskim.
Pierwsza sowiecka edycja książki Georga Orwella „Rok 1984” wydana przez magazyn „Nowyj Mir” – ukrywane w specjalnej bibliotece KGB Litewskiej SRS. Foto: S. Lebiediew.

W oficjalnym dyskursie mówiono o „wielkiej literaturze rosyjskiej”, która zawsze była wielka – bez wyjątku wielka – podobnie jak „Wielka Wojna Ojczyźniana”, „Wielka Rewolucja Październikowa” i „wielki towarzysz Lenin”.

Przymiotnik „wielki” nie był powszechnie używany w języku rosyjskim, który obfitował w patos i samozwańcze pochwały. Był zarezerwowany dla wąskiego grona najważniejszych osób i wydarzeń, niczym najwyższy tytuł szlachecki czy stopień wojskowy.

Nikt nie mówił o „wielkiej architekturze sowieckiej” ani o „wielkim kinie rosyjskim”. Oczywiście były one wielkie – w ZSRS wszystko miało być wielkie, pomimo chwilowych trudności. Ale literatura rosyjska była wielka przez duże „W”. Była wielka, podobnie jak inne święte wartości. Jedyna w swoim rodzaju.

Z mojego doświadczenia wynika, że pogląd ten podzielała inteligencja. W sposób bardziej emocjonalny, mniej hierarchiczny, ale jednak podzielała. Ta rzekoma wielkość, traktowana z niemal religijną czcią, stanowiła dla ludzi potężny środek samoobrony i służyła autoafirmacji, co miało szczególne znaczenie dla tych, którzy byli bezsilni i uciskani, a którzy służąc państwu sowieckiemu zawarli z nim długotrwały moralny kompromis.

Bycie wiernym czytelnikiem „wielkiej literatury rosyjskiej” oznaczało coś więcej niż tylko doświadczenie literackie. Oznaczało to przynależność do czegoś bezsprzecznie dobrego, a przez to wielkiego i potężnego, dominującego w pokojowy sposób dzięki sile perswazji i sile słów.

W swoim wierszu z 1942 r. zatytułowanym „Odwaga” Anna Achmatowa pisała o „wielkim słowie rosyjskim” – najważniejszej, a być może jedynej wspólnej wartości, którą należało ocalić przed nacierającym Wehrmachtem. Jest to prawdopodobnie najlepszy przykład tego, jak oficjalny dyskurs o wielkości połączył się w naturalny sposób z dyskursem intelektualistów.

Takie określenie przysługiwało stale jedynie rosyjskiej literaturze.

Generalissimus może być tylko jeden

Generałów i marszałków może być wielu, ale generalissimus może być tylko jeden.

„To wstyd, smutek i przygnębiające uczucie przyznać, że moje własne poglądy nie były krytycznym spojrzeniem na świat, lecz sztucznie wyhodowanymi owocami »wielkiej kultury rosyjskiej«” – pisze ukraińska pisarka Olena Stiażkina w swoim eseju. „Mój umysł działał jak fortepian: po naciśnięciu określonego klawisza rozbrzmiewał właściwy i oczekiwany dźwięk. Gdy chodziło o poetę, to musiał to być Puszkin; jeśli o pisarza – Tołstoj; jeśli o kompozytora – Czajkowski…”. Sowiecka szkoła była szkołą rosyjską. I imperialną, ponieważ Puszkin był uważany za szczyt, miarę, według której oceniano kunszt Byrona i Burnsa, a następnie wszystkich innych współczesnych poetów na całym świecie”.

Może się wydawać, że skupiam się na czymś, co ma jedynie symboliczne znaczenie i jest praktycznie nieistotne. Być może jest to niesmaczne, nieproporcjonalne, narcystyczne lub dziecinne, ale ostatecznie nieszkodliwe. A może da się to w pewnym stopniu uzasadnić wartościami artystycznymi. Uważam jednak, że to właśnie ta „wielkość”, podtrzymywana zarówno przez państwo sowieckie, jak i elity kulturalne, pozwoliła zachować rosyjską literaturę klasyczną w sposób niewyobrażalny w przypadku innych literatur światowych. Stan ten przetrwał upadek Związku Sowieckiego.

Nie ukształtowała się żadna tradycja krytyczna, która pozwoliłaby nam dostrzec, poddać krytyce i zdekonstruować to imperialistyczne dziedzictwo, ani ujawnić kolonialną przemoc i spojrzenie zakorzenione w kulturze rosyjskiej. W tym sensie literatura rosyjska została zamrożona w czasie. Pozostaje ona – i zaskakujące jest, jak mało ten fakt jest dostrzegany lub analizowany – w dużej mierze odporna na krytyczną analizę.

Czym więc jest ta biała plama, ta najbardziej problematyczna wada?

Jednym z pierwszych słów, które przychodzą na myśl, gdy mówimy o literaturze rosyjskiej, jest „cierpienie”. Stało się ono niemal marką, cechą definiującą. Rosjanie cierpią głębiej niż ktokolwiek inny i potrafią mówić o cierpieniu w sposób, w jaki nikt inny nie potrafi.

Jednak ta fiksacja na cierpieniu prawie nigdy nie obejmuje cierpienia zadawanego przez Rosjan innym. Chociaż trwający wieki proces imperialnych podbojów był (i nadal jest, biorąc pod uwagę, że Rosja jest obecnie w stanie wojny z Ukrainą) serią wojen i aneksji skutkujących podporządkowaniem wielu grup etnicznych, rzadko się o tym wspomina.

Fotografia przedstawiająca ludzi stojących przed fragmentem pomnika, na którym widoczna jest wielka kamienna stopa
Podstawa pomnika „Ojczyzna wzywa!”. Memoriał Kurhan Mamaja. Foto: S. Lebiediew.

Inny, niezależnie od tego, czy został pochłonięty przez Imperium, czy stawia opór jego najazdowi, jest niemal całkowicie nieobecny. Jedynym godnym uwagi wyjątkiem znanym szerokiemu gronu czytelników jest „Hadżi-Murat”, nowela Lwa Tołstoja, która przedstawia perspektywę Czeczenów walczących z rosyjską okupacją.

Jest to jednak wyjątek, który jedynie potwierdza regułę.

Klasyki nie da się przepisać. Można ją jednak przemyślać i zinterpretować na nowo, a pustka i egocentryczne narracje mogą nieść ze sobą naukę i przesłanie, jeśli zostaną poddane ocenie.

W przeciwnym razie pozostają dyskretnie toksyczne.

Wróćmy jednak do Puszkina, od którego zaczęliśmy.

W 1833 r. napisał on poruszający poemat zatytułowany „Jeździec miedziany”. Wiersz opowiada historię straszliwego jeźdźca, Imperatora Piotra Wielkiego, którego brązowy posąg ożywa w noc potopu i prześladuje bohatera poematu aż do szaleństwa.

Jedna z interpretacji wiersza głosi, że Jeździec miedziany jest uosobieniem autorytarnego państwa rosyjskiego prześladującego niezależne jednostki. W tej interpretacji Puszkin jest piewcą wolności, broniącym wolności osobistej i godności jednostki przed potwornym państwem.

Nie jest to ktoś, na cześć kogo sowiecka tajna policja chciałaby nazwać ulicę, prawda?

Jednakże bezpośrednia mowa autora na początku wiersza to entuzjastyczny hymn na cześć rosyjskiej państwowości, którego wersy przesycone są imperialnym spojrzeniem, militaryzmem i szowinizmem.

Odrzuca on „nędzną” egzystencję miejscowej ludności, której ziemie zostały odebrane pod budowę nowej stolicy, Sankt Petersburga. Gloryfikuje samą stolicę, symbol imperialnej potęgi i władzy, „okno na Europę”, mimo że tysiące jej budowniczych zginęło, próbując wznieść budowle na bagnach.

Historia Jeźdźca Miedzianego i potopu staje się zatem świadectwem wcześniejszej fazy podbojów imperialnych, kiedy lokalne siły naturalne i polityczne nie zostały jeszcze całkowicie podporządkowane. Była to faza brutalna i krwawa, ale z perspektywy poety była historycznie nieunikniona, a zatem uzasadniona.

Mrok i szaleństwo [zawarte w tej historii], wręcz przeciwnie, jedynie podkreślają nowy porządek zrodzony z chaosu: nową regularność parad wojskowych, pompatyczne fasady i statki handlowe w porcie. Jest to prosperujące państwo, powstałe w burzliwych czasach dzięki silnej woli jego twórcy.

Nowoczesne, atrakcyjne, tętniące życiem państwo, które pozostawiło za sobą bolesną fazę narodzin i teraz w sposób protekcjonalny przemawia do starej Europy.

To właśnie to wyobrażenie i narracja, z którą sowiecka policja bezpieczeństwa może się utożsamiać. Pieśniarz imperium i obrońca przemocy służący jako narzędzie budowania państwa – typowo sowiecki światopogląd – taki poeta powinien otrzymać wiodącą rolę w sowieckim panteonie.

W tym sensie Puszkin jest najlepszym przykładem ambiwalentnej natury rosyjskiej literatury. Zmienia ona barwy i obrazy niczym banknot z różnymi znakami wodnymi. Z jednej strony widać w niej dążenie do wolności i praw człowieka; z drugiej – głęboko zakorzeniony kompleks imperialnej wyższości, kolonialne spojrzenie i podziw dla Wielkiej Rosji.

Właśnie w tym momencie kształtuje się dziwaczna, a zarazem intymna więź między państwem rosyjskim a literaturą rosyjską.

To powiązanie nie jest łatwo dostrzegalne, ale w pewnych warunkach staje się bardziej widoczne i namacalne.

Infrastruktura kulturowej okupacji

Niektórzy z Was zapewne słyszeli, że na Ukrainie obecnie rozbiera się pomniki Puszkina, wzniesione w czasach sowieckich. Niektórzy rosyjscy i zachodni intelektualiści wyrażają ostrożne niezadowolenie, postrzegając to jako upolityczniony atak na wartości kulturowe.

Oczywiście, nie są to wyłącznie pomniki poświęcone samemu poecie. Są to znaki rosyjskojęzycznej dominacji i wyższości kulturowej. Nie bałbym się powiedzieć, że stanowią one infrastrukturę okupacji kulturowej. Mówienie Ukrainie, co może, a czego nie może robić na swoim terytorium, jest utrwalaniem tej kolonialnej mentalności.

Chciałbym jednak pójść o krok dalej. Rozważmy pokrótce genezę rosyjskiej idei, że Ukraina nie jest podmiotem, lecz raczej jest predystynowana do bycia częścią Rosji lub świata rosyjskiego. Idea ta stanowi ideologiczne paliwo dzisiejszej rosyjskiej agresji na niepodległą Ukrainę.

W 1828 r. Puszkin napisał poemat „Połtawa” w odpowiedzi na poemat Byrona „Mazepa”, napisany dziesięć lat wcześniej.

Oba poematy odnoszą się do wydarzeń z czasów Wielkiej Wojny Północnej, która według rosyjskiej historiografii osiągnęła punkt kulminacyjny w bitwie pod Połtawą w 1709 r. Tam armia rosyjska Piotra Wielkiego pokonała Karola XII, króla Szwecji, a Rosja ostatecznie weszła do kręgu mocarstw europejskich.

Bitwa rozegrała się na Ukrainie, gdzie wojska ukraińskie zmieniły strony, porzucając Piotra i przyłączając się do Karola.

Byron opisał to jako romantyczną walkę o wyzwolenie spod władzy Imperium Rosyjskiego, ukazując skazaną na niepowodzenie, lecz szlachetną próbę młodego narodu, by zdystansować się od dominującego sąsiada. Puszkin pisał o jadowitej zdradzie braterskiej więzi, niestabilności Ukrainy i jej z góry określonym przeznaczeniu do zjednoczenia z Rosją.

Ta długa tradycja przedstawiania Ukrainy jako części Rosji wywodząca się z jego „Połtawy”, ukazuje ją jako region podatny na zewnętrzne wpływy i pokusy. W konsekwencji jest ona skazana na kontrolę i monitorowanie; w przeciwnym razie mogłaby zostać uwiedziona przez Zachód i zmienić sojusz, stając się bronią przeciwko Rosji.

Krótko mówiąc, to jest sedno obecnej rosyjskiej narracji propagandowej, mającej na celu usprawiedliwienie trwającej agresji.

Rosyjscy intelektualiści powinni śledzić i demaskować te toksyczne tropy. Jednak, jak już wspomniałem, praca ta nigdy nie została w pełni ukończona. Nic też nie wskazuje na to, że zostanie wkrótce podjęta.

Ale czy można winić narzędzie? Tak…

Przyjrzyjmy się bliżej relacji między literaturą a władzą państwową.

Podczas pracy w archiwach Litewskiego Komitetu Bezpieczeństwa Państwowego w centrum Wilna — mieszczących się w tym samym budynku, w którym niegdyś mieściło się KGB — natrafiłem na niezwykłą teczkę. Pochodzi ona z końca lat 40. XX w. i zawiera szczegółowe informacje dotyczące okresu, w którym sowieckie siły okupacyjne na Litwie likwidowały resztki zbrojnego ruchu oporu i przeprowadzały sowietyzację kraju.

W ramach tego projektu powstały nowe podręczniki dla szkół litewskich, zwłaszcza do przedmiotów takich jak historia i literatura, uznawanych za ważne z ideologicznego punktu widzenia. Powierzono je litewskim naukowcom, którzy byli uznanymi członkami partii komunistycznej i wykazali się lojalnością.

Oczywiście, ich praca była kontrolowana przez sowieckie służby bezpieczeństwa. W pewnym momencie funkcjonariusze wszczęli tajne śledztwo w sprawie autorów podręcznika do literatury.

Przypomnę: to był podręcznik do literatury dla szkół litewskich. Dla litewskich uczniów.

Autorów oskarżono jednak o umieszczenie – uwaga! – zbyt wielu litewskich autorów i tekstów. I o zbyt małą liczbę autorów i tekstów rosyjskich. Nazywano to „ideologicznym sabotażem”.

Dlatego stopień, w jakim rosyjscy klasycy byli reprezentowani w podręcznikach, mógł być kwestią życia i śmierci.

Sami klasycy byli narzędziem kulturowej interwencji lub agresji, siłą przekształcającą tożsamość narodową.

Ale czy można winić narzędzie? Tak, ponieważ jest ono odpowiednim instrumentem do tego zadania i ucieleśnia ideę imperialnej dominacji.

Niestety, historia powtarza się dzisiaj.

Na okupowanych terytoriach Ukrainy.

Ukraiński program historyczno-literacki jest zastępowany programem rosyjskim.

Rosyjskie podręczniki i książki do czytania są importowane, a nauczyciele są zmuszani do przekwalifikowania. Zbiory biblioteczne są selekcjonowane.

Ukraińskie dzieci, które zostały przymusowo przesiedlone do Rosji, są „reedukowane”, a w proces ten zaangażowane są rosyjskie instytucje kulturalne – na przykład Rosyjska Państwowa Biblioteka Dziecięca. W niedawnej deklaracji Parlamentu Europejskiego wspomniano o „przymusowej rusyfikacji” jako o części „strategii ludobójczej” wobec narodu ukraińskiego.

Najpierw „my”?

Treptower Park. Belin. Foto: T. Danilecki.

Jak rosyjska kultura i literatura mogą odzyskać swoją pozycję i wziąć na siebie odpowiedzialność?

W 1988 r. Milan Šimečka, wybitny czechosłowacki dysydent i filozof, napisał artykuł zatytułowany „Sumienie rosyjskiej inteligencji”. Artykuł ten był szeroko przedrukowywany w całej Europie, a nawet w Związku Sowieckim, gdzie ukazał się po rosyjsku.

Pozwólcie mi zacytować obszerny fragment tego tekstu.

„Po trzech latach pierestrojki wciąż odczuwam jednak głębokie rozczarowanie, że sumienie rosyjskiej inteligencji nie wykroczyło jeszcze poza granice narodu. Nie wykazało jeszcze wystarczającej wrażliwości na losy innych narodów, których nieszczęścia oraz moralny i ekonomiczny upadek wynikają z rosyjskiego losu. Wydaje mi się, że istnieje sumienie nieco ułomne, skupione wyłącznie na własnym cierpieniu narodowym. W dzisiejszych pismach rosyjskiej inteligencji czytamy wiele o niezliczonych dylematach moralnych, ale prawdziwe oburzenie moralne musi nie tylko rozpoznać rany na własnym ciele i odwrócić wzrok od ran zadanych innym. Od trzech lat słyszymy lamenty nad zrujnowanym losem milionów naszych rodaków, ale rzadko słyszymy tak intensywne lamenty nad nieszczęściami innych”.

W kontekście historii Czechosłowacji nieszczęściem, o którym mówił Šimečka, była oczywiście Praska Wiosna 1968 r. stłumiona przez inwazję sowiecką. Ale była to także cała długa historia brutalnych represji stalinowskich w Czechosłowacji po II wojnie światowej zadała głębokie rany.

W głosie Šimečki wyraźnie słychać frustrację i zdumienie: „Jak to możliwe, że wy, którzy uważacie się za ofiary i wiecie, co znaczy cierpienie, nie widzicie szkód, jakie wasz kraj wyrządza innym narodom?”

Artykuł Šimečki nie wywołał wówczas żadnych gorących ani długotrwałych dyskusji wśród rosyjskich intelektualistów. Był on rutynowo odrzucany przez Łazara Łazariewa, sowieckiego krytyka literackiego i weterana II wojny światowej, który zbudował swoją karierę pisząc o Konstantinie Simonowie. Simonow był gwiazdą sowieckiej prozy wojskowej i laureatem sześciu Nagród Stalinowskich. Brał udział w kampaniach zniesławiających Aleksandra Sołżenicyna.

W istocie Łazariew argumentował, że Sowieci są zajęci własnymi problemami wewnętrznymi, ponieważ są one kluczem do lepszej przyszłości dla wszystkich. Pomimo przyjaznej retoryki, wyraźnie nie akceptował idei, że inwazja na Czechosłowację była również wewnętrznym problemem Sowietów.

Łazariew odgranicza bardzo wyraźną linią mające pierwszeństwo – „my” – i [uważa, że] należy cierpliwie wyjaśnić niecierpliwemu Šimečce, że Czechosłowacy lepiej zrobią, jeśli zaczekają w kolejce na swój moment, podczas gdy Sowieci będą dyskutować nad swoimi sprawami wewnętrznymi.

Nie trzeba dodawać, że ten moment nigdy nie nadszedł.

Problem w tym, że polityka imperialna i kolonialna stanowią rdzeń imperium.

Są one również najbardziej problematyczną i niebezpieczną kwestią wewnętrzną dla Rosji.

Zbrodnie popełnione przez ZSRS w Europie Środkowo-Wschodniej – zbrodnie inwazji i okupacji zlecone z Moskwy – nigdy nie zostały w Rosji uregulowane prawnie i nigdy nie weszły do ​​szerokiej debaty publicznej. Zbrodnie popełnione przeciwko narodom i grupom etnicznym w Związku Sowieckim, w tym eksterminacja elit kulturalnych, głód, masowe deportacje i rusyfikacja, nie zostały uznane za kolonialne.

Świadomość społeczna Rosji jest w tym względzie pusta. Jeśli ta polityka i tradycje kulturowe będą kontynuowane, Rosja nadal będzie stanowić zagrożenie dla całego kontynentu.

Dlatego uważam, że głównym celem literatury tworzonej na wygnaniu powinna być zmiana jej punktu ciężkości. Powinniśmy podjąć się krytycznej lektury klasyki i stworzyć nową, samokrytyczną narrację. Powinniśmy uważnie słuchać, co mają do powiedzenia sąsiedzi Rosji. Co mają do powiedzenia Ukraińcy.

Słuchać i uczyć się.

Zamiast automatycznie bronić się w odpowiedzi na krytykę, powinniśmy być otwarci na głosy tych, dla których literatura rosyjska oznacza inwazję, utratę państwowości, kulturowe zniewolenie i rusyfikację.

Nadal symbolizuje ona głuchotę.

Musimy również wsłuchiwać się w głosy obywateli Federacji Rosyjskiej, którzy nie są Rosjanami i obecnie podlegają rosyjskiej dominacji. Głosy te są ledwo słyszalne na świecie zewnętrznym, ponieważ świat postrzega Rosję niemal wyłącznie przez pryzmat kultury rosyjskiej, która zaprzecza lub unika odpowiedzialności kolonialnej.

To może być długa droga.

Ale te pierwsze kroki muszą zostać podjęte.

Siergiej Lebiediew – urodził się w Moskwie w 1981 r. Jego rodzice byli geologami. Idąc w ich ślady, począwszy od 15 roku życia, Lebiediew spędził osiem sezonów jako pracownik terenowy podczas wypraw geologicznych. Od 2010 r. napisał pięć powieści poświęconych tematowi skrywanej, sowieckiej przeszłości oraz wpływowi stalinowskich represji, prześladowań i ich następstw na współczesne życie Rosjan. Jego najnowsza powieść „Biała Pani” pokazuje jakie mroczne siły napędzają dzisiejszą Rosję Putina. Książki Lebiediewa przetłumaczone zostały na 22 języki, a ich autor był finalistą głównych nagród literackich. Od 2018 r. mieszka w Niemczech. Jednoznacznie i otwarcie wypowiada się przeciwko rosyjskiej agresji na Ukrainę.

Śródtytuły pochodzą od redakcji.

Tłumaczenie z języka angielskiego: Katarzyna Remża.