Grzegorz Hryciuk
Jeszcze zanim w kwietniu 1943 r., po ujawnieniu przez Niemców masowej zbrodni NKWD na oficerach polskich w Katyniu, doszło do zerwania polsko-sowieckich stosunków dyplomatycznych, Związek Sowiecki zaczął tworzyć alternatywny wobec rządu polskiego ośrodek polityczny. Skupiał on polskich komunistów zgrupowanych w redakcji pisma „Nowe Widnokręgi” oraz kilku polskojęzycznych redakcji radia sowieckiego. Twarzą tego środowiska była Wanda Wasilewska.
Najkrótszą drogą do Polski?
W marcu 1943 r. ukazał się pierwszy numer czasopisma „Wolna Polska”, a w czerwcu odbył się zjazd założycielski Związku Patriotów Polskich, mającego być organizacją społeczną reprezentującą Polaków i obywateli polskich w ZSRS. Równocześnie na początku maja władze sowieckie zadecydowały o rozpoczęciu formowania 1 Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki, stworzonej z Polaków, formalnie ochotników, w istocie zmobilizowanych spośród obywateli polskich, którzy „nie zdążyli do Andersa”. W sierpniu ogłoszono wiadomość o utworzeniu Korpusu Polskiego, w którym do grudnia 1943 r. znalazło się ponad 30 tys. żołnierzy, podoficerów i niewielka grupa oficerów, byłych deportowanych. Dowódcą dywizji a potem Korpusu został jeden z nielicznych wysokich przedwojennych oficerów Wojska Polskiego ppłk Zygmunt Berling (awansowany przez władze ZSRS do stopnia generała – majora), który już w 1940 r. zdecydował się na współpracę ze stroną sowiecką, a w momencie ewakuacji Armii Andersa zdezerterował i pozostał w Związku Sowieckim… „Berlingowcy”, jak ich czasami określano, mieli być – w odróżnieniu od żołnierzy generała Andersa – tymi, którzy do Polski wrócą najszybciej i „najkrótszą drogą”. W istocie wiosną 1944 r. jednostki Korpusu, który po zasileniu zmobilizowanymi Polakami z Kresów Południowo-Wschodnich II RP został przekształcony w Armię, przerzucono na Wołyń, który – jak się ku zaskoczeniu i rozczarowaniu żołnierzy okazało – przestał być częścią Rzeczypospolitej. Oficerowie polityczno-wychowawczy przekonywali ich, że Polska zaczyna się dopiero na zachód od Sanu i Bugu…

Związek Patriotów Polskich, choć miał w istocie pełnić rolę polityczno-propagandową, stał się w dużej mierze organizacją, która przejęła szereg funkcji opiekuńczych pełnionych wcześniej przez Delegatury Ambasady RP i mężów zaufania. W 1945 r. jego liczebność sięgnęła 94 tysięcy osób. Ogniwa ZPP koordynowały pomoc materialną dla obywateli polskich, organizowały liczne domy dziecka (dla 5,7 tys. dzieci), prowadziły 93 przedszkola, 593 świetlice, 248 szkół, 636 bibliotek, 463 koła dramatyczne; reprezentowały obywateli polskich przed lokalnymi władzami sowieckimi.
Po rozpoczęciu formowania Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i powstaniu ZPP nastąpiła poprawa stosunku władz sowieckich do obywateli polskich, jednak sytuacja materialna deportowanych nie uległa poprawie. Na jej pogorszenie wpłynęło zmniejszenie przydziałów chleba od 21 listopada 1943 r., a także ogólny nieurodzaj w 1943 r., który odbił się również na wysokości plonów z ogrodów przydomowych zesłańców. Położenie materialne szczególnie krytyczne było zwłaszcza na przełomie 1943 i 1944 r. w północnych rejonach ZSRS, w osiedlach przedsiębiorstw leśnych. Wspominał o tym jeden z działaczy ZPP w Kirowie w liście do Zarządu Głównego Związku w Moskwie: „Ludność polska Komi ASRR w większości z Noszuli i Objaczewo, nie biorąc pod uwagę wszystkich przedsięwzięć władz, wiosną przybywa do Muraszy. Po drodze leżą trupy padłych z wycieńczenia, wiele dziecięcych”.

Jedynym ratunkiem przed zagładą tysięcy ludzi stało się w tej sytuacji przesiedlenie ich do rejonów o bardziej dogodnych warunkach klimatycznych, w których istniała szansa na lepsze zaopatrzenie w żywność.
Po usilnych staraniach władz ZPP 5 kwietnia 1944 r. Rada Komisarzy Ludowych ZSRS wyraziła zgodę na przeniesienie 26885 osób z Syberii i północnych obwodów Rosyjskiej FSRS na południe europejskiej części ZSRS – do obwodów saratowskiego, rostowskiego, kurskiego, woroneskiego, Kraju Krasnodarskiego i Stawropolskiego oraz do obwodów chersońskiego, czernichowskiego i sumskiego w Ukraińskiej SRS. Akcja trwała od maja do września 1944 r. i objęła ponad 26,5 tys. osób. Pod koniec czerwca 1944 r. Prezydium ZPP zwróciło się z prośbą o przesiedlenie dalszych 45 tys. osób z obszarów o niesprzyjających warunkach klimatycznych – z Kazachstanu, Uzbekistanu, Kraju Krasnojarskiego, obwodów: swierdłowskiego, mołotowskiego, kiemierowskiego, omskiego i wołogodzkiego na Ukrainę. Władze sowieckie 11 lipca 1944 r. wyraziły zgodę na przemieszczenie 30 tys. osób. Jeszcze w tym samym miesiącu rozpoczęła się kolejna tura przesiedlenia na obszary wschodniej i południowej Ukrainy, która zakończyła się w grudniu 1944 r. Niestety, nowe tereny osiedleńcze dotknięte były działaniami wojennymi, a warunki bytowe, mieszkaniowe i zdrowotne niewiele lepsze niż w dotychczasowych rejonach rozmieszczenia.

Przesiedlenie części obywateli polskich na tereny Rosji europejskiej oraz na południową i wschodnią Ukrainę wzmacniało ich nadzieje na rychły powrót do kraju. Jeszcze jesienią 1944 r. i w pierwszej połowie 1945 r. część byłych zesłańców próbowała powrócić do swoich miejsc rodzinnych – na Kresach Wschodnich II RP.
Umowa o „ewakuacji” z 6 lipca 1945 r.
Ostatecznie decyzja o repatriacji obywateli polskich znajdujących się na terytorium ZSRS formalnie została podjęta dopiero 6 lipca 1945 r., gdy podpisano polsko-sowieckie porozumienie „o prawie zmiany obywatelstwa radzieckiego i ewakuacji osób narodowości polskiej i żydowskiej zamieszkałych w ZSRR”. Prawo do wyjazdu do Polski w świetle tego aktu miały osoby „narodowości polskiej i żydowskiej, które posiadały do dnia 17 września 1939 r. obywatelstwo polskie”. Przed wyjazdem musiała zostać dopełniona procedura zrzeczenia się obywatelstwa sowieckiego. Sprawami tzw. opcji i ewakuacji zajmować się miała Radziecko-Polska Komisja Mieszana kierowana przez Henryka Wolpego (ze strony polskiej) i Aleksieja Andriejewa (ze strony sowieckiej). Faktycznie przesiedleniem kierował i nadzorował je Zarząd Główny ZPP.

Termin rejestracji na wyjazd do Polski upływał z dniem 1 listopada 1945 r., a termin samego wyjazdu – z końcem 1945 r. Oba okazały się całkowicie nierealne. Władze sowieckie bardzo często żądały dokumentów poświadczających obywatelstwo polskie zesłańców i uciekinierów, niejednokrotnie odebranych w toku przymusowej paszportyzacji na początku 1943 r. Jeszcze bardziej niewykonalny był wyjazd ćwierci miliona osób w ciągu dwóch jesienno-zimowych miesięcy. W listopadzie 1945 r. podpisano więc dodatkowy protokół do umowy, na mocy którego rejestracja miała trwać do końca 1945 r. (faktycznie prowadzono ją aż do momentu zakończenia akcji wyjazdowej), a same powroty miały nastąpić w pierwszej połowie następnego roku. Udało się doprowadzić do złagodzenia restrykcyjnego podejścia strony sowieckiej w kwestii udokumentowania prawa do wyjazdu. Zgodnie z przyjętym harmonogramem, najpierw wyjeżdżać mieli byli deportowani i uciekinierzy z Ukrainy i europejskiej części Rosji. Repatriację kończyć miało przesiedlenie Polaków i Żydów z republik środkowoazjatyckich ZSRS. W istocie pierwsze eszelony ruszyły pod koniec stycznia 1946 r., a ostatni niewielki transport odprawiono 19 czerwca 1946 r. z Pskowa.
„Pod przewodem ZPP z gościnnej ziemi radzieckiej do Polski”
Upragniony wyjazd po sześciu latach pobytu na „nieludzkiej ziemi” miał stać się w zamierzeniach organizatorów manifestacją przyjaźni polsko-sowieckiej. Miejscowe władze, a także działacze ZPP, pragnąc zatrzeć co najmniej przykre wspomnienia z pobytu na zesłaniu i wychodźstwie, rozdzielały wśród Polaków i Żydów pomoc odzieżową i żywnościową (zresztą pochodzącą często z amerykańskich darów przysyłanych za pośrednictwem UNRRY [United Nations Relief and Rehabilitation Administration – Administracja Narodów Zjednoczonych do spraw Pomocy i Odbudowy] – dop. red.). W obwodzie chersońskim
„We wszystkich rejonach zostały przeprowadzone wieczory i mitingi pożegnalne w miłej atmosferze polsko-radzieckiej przyjaźni […] przy czym niemal wszędzie były uchwalane rezolucje na ręce Prezydenta Kraj[owej] Rady Narod[owej] Ob[ywatela] Bieruta, Generalissimusa Stalina, przewodniczącemu Rady Komisarzy Ludowych Ukrainy Chruszczowowi, jak również podziękowanie Zarządowi Głównemu, Przedstawicielstwu na Ukrainę i Polskiej Delegacji za troskę i opiekę nad Polakami przez cały czas ich znajdowania się na gościnnej Ziemi Radzieckiej, jak również za zorganizowany powrót do Kraju. Staraniem Zarządu Obwodowego zostały wykonane portrety prezydenta KRN ob. Bieruta, godła państwowe, transparenty. Literatura i gazety znajdowały się w każdym transporcie”.

Wagony ozdabiane były „plakatami i hasłami, portretami wodzów narodu polskiego”. Każdy transport kierowany przez przedstawiciela ZPP miał mieć zapewnioną opiekę medyczną. Komisje sanitarne składające się z lekarza lub felczera oraz pielęgniarki miały do swojej dyspozycji zazwyczaj „apteczkę z lekarstwami, instrumentem leczniczym oraz fartuchy, koce i prześcieradła”.
Repatrianci przed wyjazdem mieli zostać zaszczepieni przeciwko chorobom zakaźnym. Jak to w rzeczywistości sowieckiej, w niektórych miejscach wychodźcy unikali szczepień, nie mając zaufania ani do tamtejszych władz ani do służby zdrowia, w innych znów zabrakło szczepionek. Wyjeżdżającym wydawano chleb (pół kilograma na dzień) oraz w mniejszej ilości inne produkty żywnościowe (kaszę, konserwy, tłuszcz, cukier) na 10 do 15 dni. Wielu repatriantów dostało także wsparcie pieniężne w wysokości od kilkunastu do nawet kilku tysięcy rubli na rodzinę.
Eszelony składały się z wagonów towarowych, przystosowanych do przewozu ludzi – czyli zaopatrzonych w piecyk (tzw. kozę), wyposażonych w półki do spania oraz prymitywne urządzenia sanitarne (otwór w podłodze). Ponieważ transporty formowane były na większych stacjach kolejowych, rozproszeni po niewielkich miejscowościach i wsiach, kołchozach i sowchozach repatrianci musieli pokonać ze swoim nędznym dobytkiem nierzadko kilkanaście, kilkadziesiąt i więcej kilometrów pieszo, wozami konnymi, samochodami, barkami, a w republikach środkowoazjatyckich tak egzotycznym środkiem transportu jak wielbłądy… Czas oczekiwania na sformowanie eszelonu i odjazd wynosił nierzadko kilka tygodni. Monotonię podróżowania, często postoje łagodziła świadomość powrotu do kraju, choć nie własnego domu i ulga z faktu jazdy – po raz pierwszy bodaj w Związku Sowieckim – w wagonach bez zadrutowanych okien, zamkniętych od zewnątrz drzwi, bez uzbrojonej eskorty.
Największe nasilenie akcja przesiedleńcza miała w miesiącach wiosennych – w kwietniu i maju 1946 r., kiedy przyjechało do Polski łącznie ponad 130 tys. osób. Transporty wiozące repatriantów rozsianych po ponad 100 obwodach i republikach ZSRS – od Odessy i Kijowa po Władywostok, od Archangielska po Bucharę i Samarkandę przejeżdżały po kilku-kilkunastu dniach przez graniczne przejścia kolejowe w Brześciu, Jagodzinie i Medyce, skąd kierowano je w dalszą podróż na Ziemie Zachodnie i Północne. Tam, w nowym miejscu osiedlenia, zwłaszcza rodziny wojskowych czekały, niekiedy daremnie, na moment połączenia się z najbliższymi – zdemobilizowanymi żołnierzami Wojska Polskiego i Polskich Sił Zbrojnych na Zachodzie.
Niepewny bilans repatriacji
Zgodnie z oficjalnymi danymi, 199 zbiorowymi transportami, składającymi się z ponad 10 tys. wagonów towarowych i 139 osobowych, od stycznia do czerwca 1946 r. wyjechało około 233 tys. repatriantów (w tym ponad 5,3 tys. dzieci z sierocińców), wśród których co najmniej 115 tys. stanowili Żydzi – obywatele polscy. Nie obyło się przy tym bez niesnasek: Polacy niekiedy nie chcieli podróżować wspólnie z Żydami w tych samych wagonach. Formowano też transporty składające się niemal wyłącznie z ludności żydowskiej. Żydzi, zwłaszcza po przekroczeniu granicy polskiej, spotykali się niejednokrotnie z przejawami niechęci i antysemityzmu.

Dokumentacja repatriacji jest tak pełna paradoksów i sprzecznych informacji, że trudno nawet precyzyjnie określić liczbę repatriowanych. Jeśli wierzyć statystykom Państwowego Urzędu Repatriacyjnego, już w drugiej połowie 1945 r. do kraju powróciło 22 tys. repatriantów z ZSRS, nie wliczonych do ogólnego bilansu transferu zawartego w sprawozdaniach wspólnej Komisji Mieszanej do spraw Ewakuacji. Z kolei np. w transportach z obwodu odeskiego wyjechało do Polski, jeśli zaufać dokumentacji ZPP, niecałe 500 Żydów, a według danych Centralnego Komitetu Żydów w Polsce przyjechało ich 1210… Wśród przybyłych do Polski była niewielka grupa byłych obywateli sowieckich, którzy zawarli związki małżeńskie z Polakami lub Żydami żyjącymi przez 6 lat w głębi ZSRS. Kwestia ich wyjazdu sprawiała największe problemy. Nie brakowało także nadużyć – o wyjazd do Polski starali się także mieszkańcy ZSRS, którzy za pomocą łapówek i przekupstw usiłowali uzyskać dokumenty repatriacyjne. Jedna z bardziej dramatycznych historii zdarzyła się w obwodzie odeskim. Miejscowy przewodniczący Zarządu Obwodowego ZPP Mikołaj Tarnowski nie tylko próbował umożliwić wyjazd do Polski grupie odeskich Polaków, ale wraz z instruktorka ZPP Haliną Piotrowską zajął się także „organizacją” małżeństw fikcyjnych dla celów opcji. Zwracali się publicznie do kawalerów, wdowców, panien i wdów, żeby wypełniali patriotyczny obowiązek i zawierali fikcyjne małżeństwa z miejscowymi Polakami. Zagitowani często to czynili bezinteresownie […] Takie małżeństwa zawarli: Buzanowa – Wiewióra, Tarnowska – Kawczyński, Kolczanowa – Sienkiewicz, Zawalewska i szereg innych osób. […] Tarnowski był związany z grupą reakcyjną miejscowych Polaków. Jedna z nich Zawalewska, którą Tarnowski posługiwał się i wciągnął do aktywu została aresztowana przez NKGB. Ob. Tarnowski stale puszczał wersje, że Związek Radziecki nie wypuści prawdziwych patriotów polskich do Kraju”.
Poza transportami zbiorowymi, 21 tys. osób miało przyjechać indywidualnie. Dane te nie obejmują tych, którzy w 1945 r. wyjechali na Kresy Wschodnie i starali się przesiedlić stamtąd na własną rękę, korzystając z umów o ewakuacji, jakie zawarł PKWN z władzami republik litewskiej, ukraińskiej i białoruskiej we wrześniu 1944 r. A nie była to liczba mała, skoro z samego obwodu mikołajowskiego między 1 maja a 1 września 1945 r. zniknęło 860 osób (a więc 25 proc. byłych zesłańców). Grupa ta szacowana jest niekiedy na 30–40 tys. osób. Tym samym z głębi Związku Sowieckiego przyjechać mogło do Polski w latach 1945–1946, wbrew danym zawartym w rocznikach statystycznych z tego okresu, od 276 do nawet 306 tys. osób (a więc więcej niż znajdowało się w wykazach ZPP oraz władz sowieckich), w tym co najmniej 136,5 tys. Żydów polskich.

Repatrianci ze Związku Sowieckiego, pochodzący w znacznej części z ziem wschodnich II RP, osiedlani byli przede wszystkim na Ziemiach Zachodnich i Północnych. Pod Szczecinem i na Dolnym Śląsku powstały też skupiska ludności żydowskiej m.in. we Wrocławiu, Legnicy, Wałbrzychu, Dzierżoniowie, Bielawie, Pieszycach i Świdnicy. Nie przetrwały one jednak długo. Większość Żydów polskich, również tych którzy przetrwali wojnę w ZSRS, po pogromie kieleckim w 1946 r., w udała się na emigrację albo do krajów Europy Zachodniej i Stanów Zjednoczonych, albo do swojej nowej siedziby narodowej powstającej w Palestynie.
Przybyli z ZSRS „Sybiracy” i tułacze przez dziesięciolecia skazani byli na swoistą wybiórczą pamięć – o ile, choć rzadko, można było mówić o działalności ZPP, o powrocie do kraju, częściej – o formowaniu i ofiarnym szlaku bojowych tych „spod Lenino”, o tyle ich tragiczne przeżycia z lat 1940–1943 podlegać miały intencjonalnej niepamięci, świadomemu zapomnieniu. Te przez dziesięciolecia pozostawały ich osobistą traumą, którą dzielić się mogli jedynie z najbliższymi, doświadczonymi przez los, tak samo jak oni.
Dr hab. Grzegorz Hryciuk, historyk, profesor Uniwersytetu Wrocławskiego


