Dariusz Węgrzyn
Przekroczenie przez Armię Czerwoną tzw. linii Curzona oznaczało poważny zwrot w polityce represyjnej Sowietów. Oficjalnie 22 lipca 1944 r. powstał kierowany przez komunistów Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego (PKWN). Jedną z pierwszych spraw jakimi się zajęto była umowa o nowej granicy polsko-sowieckiej.
Odpowiedni, oczywiście zgodny z wolą Józefa Stalina traktat graniczny podpisano w Moskwie 27 lipca. Kresy Wschodnie były stracone, ale nowe władze w Polsce nie chciały na razie ujawniać społeczeństwu dokumentu w tej sprawie. Dla operacji prowadzonych przez sowieckie organy bezpieczeństwa na obszarze Polski istotna była umowa podpisana z PKWN dzień wcześniej. Dotyczyła ona stosunków między Naczelnym Wodzem Armii Czerwonej a administracją tworzoną w kraju z nadania komunistów.

Sowieci mogli wszystko…
Ludność cywilna miała podlegać jurysdykcji prawnej władz polskich. Kluczowe było jednak doprecyzowanie: „[…] z wyjątkiem przestępstw popełnionych w strefie operacji wojennych, które to przestępstwa podlegają jurysdykcji radzieckiego wodza naczelnego”. Jak to przełożyć na normalny język? W strefie działań wojennych, która nie została w żaden sposób określona, czyli de facto wszędzie, Sowieci mogli aresztować każdego cywila. Polskie władze komunistyczne zezwoliły na to, by obywatele nowego państwa polskiego byli aresztowani, internowani i deportowani przez organa bezpieczeństwa i skazywani przez sądownictwo państwa trzeciego na podstawie przepisów prawa karnego tego państwa. Co najgorsze, karę skazańcy mieli również odbywać poza obszarem Polski, której byli obywatelami. W efekcie sowieccy „bezpieczniacy” na zapleczu frontów mogli działać zupełnie swobodnie, a umowy podpisane ze stroną polską dawały ich działaniom legitymizację prawną. Dlaczego władze Polski Lubelskiej na to zezwoliły? Odpowiedź była dosyć prosta. Owe działania wymierzone wobec adwersarzy komunistów umacniały pozycję Polskiej Partii Robotniczej (PPR) i pozwalały pacyfikować opór społeczny przeciwko przejmowaniu pełni władzy nad Polską stopniowo zajmowaną przez Armię Czerwoną. Dla Sowietów wrogowie byli ci sami co na Kresach Wschodnich: Armia Krajowa (AK) i struktury Polskiego Państwa Podziemnego (PPP).
„Zaproszeni” – rozbrojeni
W pierwszej kolejności uderzenie skierowano przeciwko członkom Okręgu Lubelskiego AK, który liczył około 12 tys. żołnierzy, stosunkowo dobrze, jak na realia konspiracji, uzbrojonych i wyposażonych. Wzmocnieniem dla nich stały się jednostki 27 Wołyńskiej Dywizji Piechoty AK (27 WDP AK), wycofane z obszaru Wołynia i Galicji Wschodniej. Formacja ta włączyła się do akcji „Burza”, m.in. opanowując Lubartów, Michów, Kock oraz Kozłówkę. Aktywny udział lubelskich struktur AK w akcji „Burza”, polegający m.in. na wyzwalaniu miejscowości i próbach tworzenia polskiej administracji terenowej, był dla Sowietów generalnie ułatwieniem. Zjawisko to dobrze obrazuje przypadek przywołanej już 27 WDP AK. 25 lipca 1944 r. jej oficerowie zostali zaproszeni do Skrobowa na rozmowy z gen. Bakanowem. Na miejscu zostali jednak rozbrojeni, a podległe im oddziały Sowieci otoczyli.. Powtarzały się schematy znane m.in. z Wileńszczyzny.

Struktury konspiracji niepodległościowej na Lubelszczyźnie były tak silne, że początkowo na tym terenie można nawet mówić o swoistej dwuwładzy, wobec słabości rodzącego się dopiero systemu komunistycznego. Konieczna okazała się „bratnia pomoc” Sowietów. W obliczu rozbrajania jednostek AK komendant okręgu płk Kazimierz Tumidajski „Marcin” 29 lipca 1944 r. wydał rozkaz o rozwiązaniu oddziałów, a sam został tuż potem aresztowany w Lublinie. Kilka dni później jego los podzielił Delegat Rządu na Kraj Władysław Cholewa, który z lotniska w Świdniku został przetransportowany do Związku Sowieckiego. W swoich działaniach formacje NKWD (Narodnyj Komissariat Wnutriennych Dieł/Ludowy Komisariat Spraw Wewnętrznych), NKGB (Narodnyj Komissariat Gosudarstwiennoj Biezopasnosti/Ludowy Komisariat Bezpieczeństwa Państwowego) i „Smiersz” (Smiert’ Szpionam/Śmierć szpiegom – sowiecki kontrwywiad wojskowy) powielały pewne schematy – w pierwszej kolejności aresztowano dowódców i oficerów struktur konspiracyjnych.
„Zbyt miękki kurs”
Równolegle trwały działania wymierzone w struktury Podokręgu Rzeszowskiego AK, dowodzonego przez płk. Kazimierza Putka, pseud. „Zworny”. Także i tu w newralgicznym momencie, tuż po przejściu frontu, ciężar działań represyjnych spoczywał de facto na siłach NKWD, NKGB i kontrwywiadu „Smiersz”. Dzięki sprawności sowieckich funkcjonariuszy szybko zapełniło się więzienie urządzone na zamku Lubomirskich w Rzeszowie. Początkowo koncentrowali się oni na ujawnieniu i zatrzymaniu kadry dowódczej struktur podziemnych, lecz w miarę stabilizowania się sytuacji skala represji rozszerzała się, dotykając również szeregowych żołnierzy AK. Formacje Urzędu Bezpieczeństwa spełniały często funkcje pomocnicze wobec Sowietów, przekazując im część aresztowanych. Umieszczano ich w więzieniach m.in. w Skrobowie, Sokołowie Podlaskim, Lublinie, Rembertowie, na Majdanku i w Krześlinie.
Na przełomie września i października 1944 r. na rozmowy do Moskwy udała się delegacja Krajowej Rady Narodowej i PKWN. Tam zapewne upomniano ich za „zbyt miękki kurs wobec podziemia”. Po powrocie delegacji do kraju władze postanowiły, że AK ma być bezwzględnie zwalczana: wszystkich oficerów polecono internować, a komunistyczny aparat bezpieczeństwa oraz struktury Głównego Zarządu Informacji Wojska Polskiego (kontrwywiadu) miały zostać rozbudowane.. Na każdym kroku mieli im pomagać „towarzysze radzieccy”.
Aresztowani, internowani, deportowani
Jesienią 1944 r. zapadła decyzja o wzmocnieniu sił NKWD na ziemiach polskich. Stąd rozkaz ludowego komisarza spraw wewnętrznych Ławrentija Berii z 13 października o powołaniu 64 Zbiorczej Dywizji Piechoty Wojsk Wewnętrznych NKWD. Jej jednostki bojowe w pierwszej kolejności miały pacyfikować obszary Lubelszczyzny i Rzeszowszczyzny, ale wraz z upływem czasu objęły swym zasięgiem cały obszar tzw. Polski Lubelskiej. Od października, kiedy jednostka ruszyła do akcji, do końca listopada żołnierze tej dywizji zatrzymali blisko 7 tys. osób, z czego 1617 z nich określono jako „żołnierzy AK”. Szacowano, że do 11 listopada sowieckie i polskie struktury bezpieczeństwa aresztowały w sumie 4200 osób związanych z działalnością w AK (żołnierze i współpracownicy). Do końca roku sowiecka formacja wojskowa zatrzymała łącznie 16 820 osób – 2604 żołnierzy AK, 691 dezerterów z Wojska Polskiego i 1083 uchylających się od służby wojskowej. Znowu poruszamy się na gruncie bardzo niepewnych danych. Pojawiają się szacunki, że do końca 1944 r. na terenie „Polski Lubelskiej” w rękach sowieckich znalazło się 20 tys. aresztowanych i internowanych Polaków z czego 11–12 tys. pojechało transportami kolejowymi na Wschód.
O ile osoby aresztowane przez struktury bezpieczeństwa podległe PKWN w znacznej części trafiały do ośrodków penitencjarnych zlokalizowanych na obszarze Polski Lubelskiej, to część osób zatrzymanych przez Sowietów jako internowani została wysłana do sowieckich łagrów. Z zaplecza 1 Frontu Białoruskiego i 1 Frontu Ukraińskiego (obszarów południa Polski) między sierpniem 1944 a styczniem 1945 r. do obozu nr 178–454 w Riazaniu odjechały trzy transporty: z Lublina (23 VIII 1944 r.), z Brześcia (29 IX 1944 r.) i z Przemyśla (4 X 1944 r.). Z kolei do obozu nr 270 w Borowiczach wysłano cztery transporty: dwa z Sokołowa Podlaskiego (13 i 30 XI), jeden z Lublina (18 XI 1944 r.) i jeden z Przemyśla (23 XI 1944 r.). Ostatnie transporty przed rozpoczęciem operacji wiślańsko-odrzańskiej Armii Czerwonej zostały odprawione 11 i 27 stycznia 1945 r. do obozu 283 w Stalinogorsku.

„Mścisław” nie dał się nabrać
Analogiczne działania prowadzone były przez sowiecki aparat represji na północnych obszarach Polski, na zapleczu 2 Frontu Białoruskiego. Tutaj główne uderzenie zostało wymierzone w struktury podziemia niepodległościowego działające na obszarze województwa białostockiego. Dowodzący Okręgiem AK Białystok ppłk Władysław Liniarski „Mścisław”, wiedząc co się stało z ujawnionymi w ramach akcji „Burza” strukturami konspiracji i Polskiego Państwa Podziemnego na Kresach Wschodnich, miał sceptyczny stosunek do samej akcji „Burza”, która została na obszarze okręgu przeprowadzona w ograniczonej formie – inaczej niż na Kresach czy Lubelszczyźnie. Liniarski nie mógł działać wbrew rozkazom Komendanta Głównego AK, dlatego podjęto rozmowy z przedstawicielami Armii Czerwonej. Oczywiście takie kontakty najczęściej kończyły się aresztowaniami oficerów AK, ale generalnie Sowietom było znacznie trudniej rozpracować, a potem rozbić, struktury podziemia na Białostocczyźnie.
Równolegle z aresztowaniami akowców, Sowieci intensywnie poszukiwali osób kolaborujących z III Rzeszą. Był to element taktyki NKWD, który miał udowodnić opinii publicznej, że zatrzymywano „zdrajców” i „zbrodniarzy”. Tłumaczono więc, że pozbawiano wolności „kolaborantów”, a dołączając ich do wysyłanych na Wschód żołnierzy AK powodowano, że ci ostatni byli dodatkowo oburzeni, że musieli przebywać w tych samych niekiedy łagrach co prawdziwi kolaboranci. Oficerowie służący w rozbijanych stopniowo oddziałach partyzanckich byli aresztowani, a szeregowych żołnierzy AK kierowano do obozu w Dojlidach, gdzie tworzono 4 Zapasowy Pułk Piechoty Wojska Polskiego. Represje spowodowały, że 28 sierpnia 1944 r. białostockie struktury AK ponownie przeszły do konspiracji. Powstający właśnie Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego (WUBP) w Białymstoku intensywnie włączył się do operacji pacyfikacji podziemia. Do stycznia 1945 r. przekazano władzom sowieckim „do internowania” dziewięćset zatrzymanych osób. Zatrzymywanych oficerów wysyłano najpierw do łagru w Wołkowysku, ale szybko centralnym miejscem koncentracji więźniów stał się Białystok.

Bez procesu, bez wyroku, bez amnestii
Od października 1944 r. sowieckie struktury bezpieczeństwa (NKWD, „Smiersz”, NKGB Białoruskiej Socjalistycznej Republiki Sowieckiej) działające na terenie województwa białostockiego przystąpiły do akcji masowych aresztowań i internowań. Siły NKWD w tym rejonie zostały wzmocnione do poziomu 4,5 tys. żołnierzy. Powołano Białostocką Grupę Operacyjną Wojsk NKWD, która operowała do połowy grudnia 1944 r. Na efekty nie trzeba było długo czekać, skoro do końca października aresztowano już 499 osób. Kierowano ich do więzienia w Białymstoku, które szybko się zapełniło. Remedium na to była decyzja z listopada 1944 r. o odesłaniu do ZSRS trzech transportów, liczących w sumie blisko 3 tys. osób, do obozu w Ostaszkowie. Według różnych szacunków wśród wywożonych do ZSRS około 80 proc. stanowili żołnierze AK i innych organizacji niepodległościowych. Pozostała część była określana jako tzw. kolaboranci III Rzeszy. Wspomniany łagier szybko zapełnił się osobami z Białostocczyzny, stąd dwa ostatnie transporty z tego regionu, wysłane w grudniu 1944 (27 XII) i styczniu roku następnego (30 I), trafiły już do Stalinogorska. Skład transportów do tamtejszego obozu był analogiczny do tych kierowanych do Ostaszkowa – była to bowiem ta sama operacja. Zmieniło się tylko miejsce ekspediowania zatrzymanych. W sumie od lipca 1944 do początku lutego 1945 r. z omawianego terenu wywieziono około 5 tys. osób, z czego z konspiracją niepodległościową związanych było około 3,3 tys.
Deportacje internowanych żołnierzy AK z terenów „Polski Lubelskiej” nasiliły się od listopada 1944 r. Zjawisko to jest dosyć proste do wytłumaczenia. Początkowo zatrzymani przetrzymywani byli w więzieniach i obozach tworzonych na miejscu, placówki te szybko uległy jednak przeludnieniu. Dla Sowietów koszmarne warunki bytowe nie stanowiły wielkiego problemu, większe obawy budziły ewentualne akcje jednostek polskiego podziemia zmierzające do odbicia więźniów. Zapewne stąd decyzja o wywózce zatrzymanych do obozów położonych na terenie ZSRS. Dawało to gwarancje, że ci niebezpieczni dla tworzącej się „władzy ludowej” w Polsce ludzie pozostaną poza granicami państwa tak długo, jak długo Stalin uzna to za stosowne. Taką pewność dawał status zatrzymanych, czyli internowanie. Nie byli oni skazani, nie otrzymali wyroku, więc nie podlegali również amnestii. Internowanie jako decyzja administracyjna mogło być cofnięte innym postanowieniem najwyższych władz Kraju Rad. Kiedy to miało nastąpić, zależało wyłącznie od decyzji generalissimusa Stalina. Zbliżał się początek ostatniego roku II wojny światowej i kolejny zwrot w polityce represyjnej ZSRS i akcji wywózki kolejnych grup aresztowanych i internowanych na Wschód.
Dr Dariusz Węgrzyn, Śląskie Centrum Wolności i Solidarności


