Bartłomiej Krzysztan
Śmierć posła
Był burzowy wieczór, sobota 29 sierpnia 1931 r. Od prawie trzech tygodni poseł Tadeusz Hołówko był kuracjuszem w Truskawcu, znanym ze źródeł mineralnych bieszczadzkim uzdrowisku leżącym wówczas w województwie lwowskim. Pobyt tam zalecił mu lekarz ze względu na znaczne osłabienie mięśnia sercowego. Mieszkał w pensjonacie greckokatolickich sióstr bazylianek. Taki wybór mógł być dla Hołówki manifestacją pojednawczej postawy wobec mniejszości ukraińskiej. Piszący w listach do żony o swej samotności Tadeusz planował wyjechać z Truskawca następnego dnia. Chwilę po godzinie 20 w drzwiach jego pokoju stanęło dwóch mężczyzn. Strzelili do niego sześciokrotnie, wszystkie rany postrzałowe okazały się śmiertelne.

Nagła śmierć Hołówki wywołała dość jednoznaczne reakcje w podzielonym politycznie kraju. Odpowiedzialnością za zabójstwo obarczono radykalne skrzydło ukraińskich nacjonalistów. Różne były interpretacje tego tragicznego zdarzenia: dla sanacji było to potwierdzenie słuszności kursu koncyliacyjnego proponowanego przez Hołówkę, dla endecji – potwierdzenie konieczności siłowego rozwiązania i „negacji ruchu ukraińskiego”. Odmienne zdanie prezentowali tylko komuniści oraz legalna prasa ukraińska.
Śledztwo wlokło się niemiłosiernie i tylko przypadek sprawił, że sprawców udało się ująć. We wrześniu 1932 r. policja, po pościgu, aresztowała Wasyla Biłasa i Dmytro Danyłyszyna za napad na kasę w Gródku Jagiellońskim. W czasie procesu Biłas przyznał, że był członkiem Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów i dokonał zamachu na Hołówkę. Sąd we Lwowie, nie rozpatrując sprawy zabójstwa Hołówki, zadecydował o najwyższym wymiarze kary za napad w Gródku. Wina straconych mężczyzn została potwierdzona w kolejnym roku w procesie o zabójstwo Hołówki toczonym przed sądem w Samborze. Nie rozstrzygnięto jednak kwestii odpowiedzialności politycznej. Nie ulegało wątpliwości, że zabójcy Hołówki byli członkami OUN, ale sam proces i jego kontekst spowodował wykreowanie czterech odmiennych wersji motywacji sprawców. Według pierwszej Hołówko miał być ofiarą nacjonalistów ukraińskich inspirowanych przez weimarskich Niemców, według drugiej – Ukraińców mieli zainspirować do zabójstwa komuniści, według trzeciej – zabójstwa dokonali wskutek polskiej prowokacji (przeciwników polityki Hołówki), czwartej wreszcie – działali bez żadnej inspiracji i prowokacji, lecz z własnej woli. Każda z wersji miała logiczne uzasadnienie, żadna nie znalazła nigdy wystarczającego faktograficznego poparcia. Po śmierci Hołówko stał się symbolem polsko-ukraińskiego pojednania, mimo tego, że sprzeciw wobec jego poglądów wyraźny był nawet w jego własnym obozie politycznym, a sam, podobnie jak niemal wszyscy mu współcześni publicyści, uznawał wyższość kulturową Polaków nad Ukraińcami i Białorusinami.
Prometeista i federalista
Nurtowało go wzrastające poczucie historyczności powołania życiowego. (…) Nie przypuszczał, a wierzmy, że i w ostatniej chwili życia uświadomić sobie nie zdążył, że największe dzieło Jego ducha rozpocznie się w chwili, gdy w nędzną pościel hotelowego łóżka w Truskawcu, godziną wieczorną i taką skądinąd zwykłą, do innych podobną, wsiąknie wszystka krew z Jego serca, – znienacka, nagle podstępie rozdartego przez zbrodnię. Zamilkł. A przecież przemawia i mówić będzie długo i mówić doniośle, – przez nasze mówić będzie sumienia.

Tak Wojciech Stpiczyński zakończył przedmowę do niedokończonych wspomnień Tadeusza Hołówki, wydanych już po tragicznej śmierci. Żegnał przyjaciela, który swym dziełem poszukiwać miał porozumienia między zwaśnionymi narodami, który miał być inicjatorem i orędownikiem pojednania i współpracy polsko-ukraińskiej, a który zamordowany został przez nieprzejednanych radykalnych członków Organizacji Ukraińskich Nacjonalistów. Stpiczyński, doskonały ideolog, przesadzał rzecz jasna, a wpływ Hołówki na politykę narodowościową II RP, oceniany jest różnie. Najczęściej – jako ograniczony do słów, bez realnego przełożenia na politykę. Niemniej to jako publicysta zajmujący się tą tematyką, pozostał, być może ze względu na okoliczności śmierci, szczególnie zapamiętany.
Hołówko, choć nie był politykiem pierwszego pepeesowskiego i sanacyjnego szeregu, wpłynął jednak znacząco na kształt polskiego myślenia o polityce wschodniej – jako propagator idei federacyjnej i prometeizmu. Tę wizję, teoretycznie rozwijaną wówczas już od ponad dekady, podsumował niedługo przed swoją śmiercią w przemówieniu wygłoszonym w czerwcu 1931 r. Jako naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ, a więc wykonawca idei prometejskiej, nie miał wątpliwości, że kluczowym zadaniem Polski na Wschodzie jest wspieranie dążeń niepodległościowych nierosyjskich narodów zamieszkujących okrainy ZSRS. Jego zdaniem, ład wersalski był niemożliwy do utrzymania, a kryzys mógł zostać zażegnany dzięki aktywnej polityce Polski, mającej ambicje mocarstwowe. Tę mocarstwowość zapewnić miała w nowym ładzie idea jedności w Europie Środkowej i Wschodniej pod przewodnictwem Polski. Nie chodziło jednak o mocarstwowość w starym stylu, opartą na przemocowym imperializmie i ideach kolonialnych, ale raczej o przewodzenie ruchowi odrodzonych narodów. Pisał: „winniśmy zrozumieć, że naszą ambicją być pierwszymi wśród młodych, a nie ostatnimi wśród starych”. Nie był też klasycznym prometeistą w jeszcze jednym sensie – jego antyimperializm nie był wyłącznie antyrosyjski. Był on w istocie antykolonialny, a w jego wizji, Polska powinna wspierać wszystkie narody walczące o wyzwolenie w celu likwidacji dotychczasowych imperiów.
Taka emancypacyjna postawa nie przeszkadzała mu jakkolwiek z pełnym przekonaniem bronić zarówno zamachu majowego, jak i wyborów brzeskich. Nie był jednak piłsudczykiem bezkrytycznym, a jego rozgoryczenie budziło szczególnie zaprzepaszczenie idei federacyjnej. Nastąpić ono miało w latach 1919–1920, a jego hańbiącym zwieńczeniem był traktat ryski z 1921 r., kończący wojnę polsko-bolszewicką. Pisał potem: „istotnie w Rydze Polska ze zdumiewającą lekkomyślnością przekreśliła swoją dotychczasową politykę na Wschodzie, zmierzającą w kierunku federacyjnym […]. Nazywajmy rzeczy po imieniu – opuściliśmy, zdradziliśmy Petlurę w Rydze”.
„Kirgiz”, emisariusz, socjalista
Hołówko wcześnie włączył się w walkę o niepodległość. W 1909 r. rozpoczął studia w Petersburgu, natychmiast wiążąc się z PPS. Wówczas otrzymał pseudonim Kirgiz. W Szkole Centralnej PPS poznał Józefa Piłsudskiego, który już do końca jego życia miał pozostać dla niego autorytetem i odniesieniem. Za współkierowanie strajkiem studenckim został relegowany z uniwersytetu. W 1913 r. zaczął karierę publicysty w „Głosie Młodych”, organie Związku Młodzieży Postępowo-Niepodległościowej. Po wybuchu Wielkiej Wojny udał się do Warszawy i wstąpił do Polskiej Organizacji Wojskowej. Wciąż pisał i już wówczas w jego tekstach pojawiała się idea federacji Polaków z Białorusinami, Ukraińcami i Litwinami. Był więźniem niemieckich obozów jenieckich, po zwolnieniu w maju 1916 r. kontynuował pracę publicystyczną w konspiracji. Sytuacja polityczna zmieniła się po wybuchu rewolucji bolszewickiej. Działacze związani z Piłsudskim szybko uświadomili sobie, że konieczna jest reorientacja dotychczasowej polityki i przejęcie przez lewicę niepodległościową kontroli nad siłami polskimi w ogarniętej rewolucją Rosji. Hołówko został emisariuszem tajnej Organizacji „A”, która cel powyższy miała zrealizować. Udał się do Moskwy, gdzie rozmawiał z Leninem i Trockim, których miał przekonywać do wyrażenia zgody na utworzenie polskiej armii. Bez skutku. Po latach postanawia historię swojej misji opowiedzieć. Zaczyna spisywać wspomnienia, jednak kule wystrzelone w Truskawcu uniemożliwiają ich dokończenie. W niepełnej formie zostały one potem wydane w dwóch tomach pt. Przez dwa fronty i Przez kraj czerwonego caratu.

Po fiasku rozmów w Moskwie zaczyna nowy etap. W listopadzie 1918 r. jest w Lublinie i bierze udział w powołaniu Rządu Ludowego. Staje się niezwykle płodnym publicystą lewicowym, zajmuje się nie tylko polityką narodowościową i zagraniczną, ale również pisze o sprawiedliwości społecznej. W 1924 r. ponownie angażuje się politycznie wchodząc do Centralnego Komitetu Wykonawczego PPS. Popiera zamach majowy, a w 1927 r. opuszcza PPS, stając po stronie Marszałka. Jest jednym z inicjatorów powstania Bezpartyjnego Bloku Współpracy z Rządem. Przez trzy lata, jako naczelnik Wydziału Wschodniego MSZ, zmienia idee prometejskie w praktykę polityczną, budując sieć kontaktów od Teheranu i Ankary do Paryża. Po „wyborach brzeskich” zostaje posłem BBWR. Już zasiadając w sejmie, po akcji sabotażowej i akcji pacyfikacyjnej, latem 1930 r. włącza się w rozmowy z Ukraińskim Zjednoczeniem Narodowo-Demokratycznym. Rozmowy, choć nie przyniosły rezultatów są dla nacjonalistów ukraińskich zdradą. I – być może – to właśnie one przyczyniły się do przedwczesnej śmierci Hołówki.
Zesłanie w Turkiestanie, a więc kraj lat dziecinnych
Powrót do lat dziecinnych Hołówki jest o tyle interesujący, że wymaga błądzenia nieco we mgle. A czas to zdaje się fascynujący, bo wówczas ukształtować się miała osobowość Hołówki, a jego interpretatorzy widzą w odosobnieniu i obcości kulturowej przyczynę jego moralnej postawy i politycznych wyborów. Autor naukowej biografii Hołówki Iwo Werschler swoją pracę z 1984 r. rozpoczyna w istocie od momentu, kiedy Tadeusz staje się studentem uniwersytetu w Petersburgu. Tylko niejako z kronikarskiego obowiązku wspomina o dzieciństwie, które nazwać można okresem turkiestańskim. Pisze tak: „Tadeusz Ludwik Hołówko urodził się 15 września 1889 roku w Semipałatyńsku w Turkiestanie (obecnie Kazachska SRR). Nasuwają się pytania: jakie było jego pochodzenie? Kim byli rodzice, skąd przybyli? W jaki sposób znaleźli się w tym odległym azjatyckim kraju? O matce Marii z Maciejewskich, brak bliższych danych. Wiadomo natomiast, że ojciec Tadeusza, Wacław Hołówko, pochodził z Białorusi, z Nowogródczyzny”.

Jedynie przypuszczeniem biografa jest pochodzenie rodziny Hołówków oraz ich rola w burzliwych polskich dziejach, od powstania Chmielnickiego i bitwy pod Wiedniem poczynając. Światło na bliższe Tadeuszowi czasy rzuca Helena, jego pierwsza żona, z którą Werschler zdążył porozmawiać na potrzeby swojej książki. Pamiętać jednak trzeba, że to pamięć rodzinna, nie ma więc pewności, czy nie wdały się w nią elementy autokreacji i koloryzowania. Za udział w insurekcji kościuszkowskiej przodkowie Hołówki mieli zostać pozbawieni majątku na Wołyniu, po czym zostali dzierżawcami ziem na Nowogródczyznie. Aleksander, pradziad Tadeusza, zasłużył się z kolei w czasie powstania listopadowego. W nagrodę miał otrzymać 60 hektarów lasu, gdzie założył folwark Puszcza, później zwaną Hołówkowem. Tradycja oporu musiała być w rodzinie silna, bo dziad Tadeusza – Józef miał bez wahania włączyć się do walki w powstaniu styczniowym. To wraz z nim w rodzinie, obok tradycji powstańczej, pojawiła się nowa – zesłańcza. Józef wrócił do ojczyzny dzięki carskiej amnestii. Dokąd został zesłany – nie wiadomo. W Polsce zostawił synów, w tym Wacława. Ten, po skończeniu szkoły w Białymstoku, wstąpił do Instytutu Technologicznego w Petersburgu, gdzie miejsca jednak długo nie zagrzał. Po studenckich rozruchach politycznych został zesłany na Syberię bez prawa powrotu do europejskiej części Rosji. Tułać się miał po różnych miejscach Syberii, by dotrzeć ostatecznie do Turkiestanu Zachodniego – jak wówczas nazywano część Azji Środkowej pod panowaniem Rosji. Osiadł w Semipałatyńsku (obecnie Semej), u podnóży Ałtaju i Tien-Szanu. Tam urodził się Tadeusz. Na początku lat 90. XIX w. Wacław przeniósł się do Żarkentu, przy granicy z Chinami. Będąc naczelnikiem komory celnej wybudował tam dom, założył ogród i sad. Nie zdołał wrócić do Polski.

Bardzo niewiele wiemy o turkiestańskich latach życia Hołówki. Jak pisze Werschler, mimo namów Stanisława Mackiewicza, Hołówko nie zdążył spisać swoich młodzieńczych wspomnień. Tylko z jego tekstów, a także opowieści, które przekazał swoim bliskim, odtworzyć można doświadczenie drugiego pokolenia zesłanych. Źródłem też nieocenionym, choć dalekim od obiektywności, jest przyjaciel Hołówki Wincenty Rzymowski. Według niego Tadeusz wzrastał „w kraju od Boga i ludzi zapomnianym, oddzielonym dosłownie tysiącami kilometrów od Polski, od Europy, od cywilizacji romańskiej”. Rzymowski, radykalny piłsudczyk, opisuje dom rodzinny Tadeusza – jeden z dwóch polskich domów w całym Żarkencie – jako wypełniony patriotyczną tęsknotą za Polską, w którym wrogość wobec caratu była równie znacząca jak nieufność wobec Rosji rewolucyjnej „łudzącej Polaków majakami braterstwa broni”. Prócz tej antyrosyjskości, równie znacząca była kulturowa obcość wśród Azjatów, opisywanych w charakterystycznych dla epoki kategoriach półdzikości. Były również rzeczy dobre, jak zapierająca dech przyroda. Rzymowski pisze: „Dżarkent leżał niemal u stóp wyniosłych gór Tian-Szanu […]. Te góry w młodości na zawsze w duszy Hołówki pozostaną pomnikiem piękna i majestatu”. Choć i tu dostrzec można niepokój zesłańczy, bo „wszystko spiskowało, aby dusze tych dzieci wynarodowić, aby oczy ich ujarzmić urokiem obcej przyrody, wyobraźnie obcym napełnić światem, myśl wdrożyć do zamykania w wyrazie obcej mowy”. Słusznie Werschler charakteryzuje ten patriotyzm w oderwaniu od ojczyzny jako romantyczny i niemal mistyczny.

Hołówko tradycyjnie wysłany zostaje do szkoły w najbliższym mieście gubernialnym Wierny (dzisiejsze Ałmaty), leżącym ponad 300 kilometrów od Żarkentu. Rzymowski, a za nim Werschler, doszukują się już w tym okresie późniejszej politycznej postawy Tadeusza. W uczniu rosyjskiej szkoły, obcym synu uciskanego narodu, pośród przedstawicieli innych uciskanych narodów, kiełkować zaczyna tolerancja i zrozumienie dla cudzych dążeń niepodległościowych, a więc – zalążek idei prometejskiej. Tam też jeszcze wyraźniej kształtuje się jego niechęć wobec Rosjan i to niezależnie od ich pochodzenia klasowego. Dużo czyta, a jego horyzont wyznaczają z jednej strony romantycy i neoromantycy, z drugiej Sienkiewicz, z trzeciej – czasopisma i książki socjalistyczne. Już w Wiernym w czasie rewolucji 1905 r. zaczyna się angażować politycznie, nawiązuje współpracę z partią socjalistów-rewolucjonistów, za co grozi mu wydalenie ze szkoły z „wilczym biletem”. Mimo to zdoła ukończyć gimnazjum i – jako patriotycznie i socjalistycznie ukształtowany dwudziestolatek – wyjechać do stolicy carów.
Od zesłańca do posłańca
Mało kto dziś pamięta postać Tadeusza Hołówki. Zniknął gdzieś zapomniany, jak wiele wpływowych postaci pierwszej połowy XX w. Nie był w końcu politykiem pierwszego szeregu ani w trakcie walki o niepodległość, ani później, w odrodzonej Rzeczypospolitej. Szczególnie nie wyróżniał się politycznie, będąc lojalnym wyznawcą Marszałka – już w Polskiej Partii Socjalistycznej i Polskiej Organizacji Wojskowej, a następnie w Polsce demokratycznej i sanacyjnej. Jednak jego biografia – polityczna i intelektualna, ale też, a może przede wszystkim prozaiczna, rozumiana jako droga życia, z pewnością jest nietuzinkowa. Bo Tadeusz Hołówko, jak mało kto, przez swoje wybory, ale też przez tę część własnego losu, na którą nie miał wpływu, połączył tak odległe geograficznie światy jak Syberia, Kaukaz, Ukraina i Polska.
Bartłomiej Krzysztan, doktor nauk politycznych, adiunkt w Instytucie Studiów Politycznych Polskiej Akademii Nauk. W badaniach zajmuje się antropologią polityki, pamięcią kulturową i polityczną, postkolonializmem.

Bibliografia:
A. Danek, Sny o potędze. Koncepcje i wątki imperialne w polskiej myśli politycznej pierwszej połowy XX wieku, Wydawnictwo Naukowe Akademii Ignatium w Krakowie, Kraków 2021;
I. Werschler, Z dziejów obozu belwederskiego. Tadeusz Hołówko życie i działalność, Państwowe Wydawnictwo Naukowe, Warszawa 1984;
T. Hołówko, Brześć, w: Ostatni rok, Książnica Atlas, Warszawa 1932;
tenże, O demokracji, polityce i moralności życia publicznego, Wyd. Sejmowe, Warszawa 1999;
tenże, Przez dwa fronty, Libra, Warszawa 2014;
tenże, Przez kraj czerwonego caratu, Libra 2014;
tenże, Zagubiona „Złota Hramota”, „Droga”, 1926, nr. 3–4; W. Rzymowski, W walce i burzy. Tadeusz Hołówko na tle epoki, nakładem autora, Książnica-Atlas, Warszawa 1933.


