Pamięć o kresie zesłańczej tułaczki. W osiemdziesiątą rocznicę umowy repatriacyjnej

6/12/2025

Wojciech Marciniak

We wrześniu 2013 r. Sejm RP przyjął uchwałę ustanawiającą Światowy Dzień Sybiraka, przypadający na dzień 17 września – rocznicę agresji Związku Radzieckiego (ZSRR) na Polskę. Parlamentarzyści chcieli w ten sposób upamiętnić rodaków, którzy zginęli na Wschodzie, ale także tych, którym udało się powrócić do Ojczyzny bądź osiedlili się w innych krajach, albo z różnych przyczyn pozostali na Sybirze i tam kultywowali polskość.

Niezabliźnione rany

Tradycje uroczystych obchodów 17 września sięgają początków istnienia III RP i wydaje się, że ta data jest w polskim społeczeństwie powszechnie i trafnie identyfikowana z najazdem Armii Czerwonej. Także inne rocznice związane z losami ludności polskiej w ZSRR bądź na ziemiach wschodnich II RP w latach 1939–1945 weszły nie tylko do kalendarza patriotycznych uroczystości, ale także trwale zakorzeniły się w świadomości sporej części społeczeństwa. Katyń, Wołyń, Sybir – to hasła, które przywołują obrazy tragedii Polaków na Wschodzie. Mimo że od tamtych wydarzeń dzielą nas dekady, to wydaje się, że wciąż stanowią one niezabliźnione rany, tematy żarliwych dyskusji, a nawet sporów dyplomatycznych bądź nawet międzynarodowych prowokacji. Przykładem może być rosyjska narracja usprawiedliwiająca atak ZSRR 17 września 1939 r., która jest w zasadzie odnowioną wersją stalinowskich kłamstw. Również problemy związane z ekshumacjami oraz należytymi pochówkami polskich ofiar UPA szkodzą polsko-ukraińskiemu pojednaniu i niestety są wykorzystywane przez rosyjską propagandę.

Grupa starszych ludzi siedzących na zewnątrz
17 września 2021 r. Obchody Światowego Dnia Sybiraka. Otwarcie Muzeum Pamięci Sybiru. Fot. Krzysztof Karpiński

Repatriacje czy przesiedlenia?

W sejmowej uchwale z 2013 r. jest mowa o upamiętnieniu Sybiraków, którym udało się powrócić do Polski. W ten sposób nawiązano do spraw repatriacji. Ten element pamięci o Sybirze zdaje się jednak najsłabiej zaznaczony w przestrzeni społecznej, w edukacji, a zatem także i w społecznej świadomości. W polskich podręcznikach do historii losy ludności polskiej w ZSRR są opisywane przede wszystkim do momentu ewakuacji Armii Polskiej gen. Władysława Andersa, a potem w kontekście powstania 1. Dywizji Piechoty im. Tadeusza Kościuszki i jej ciężkich bojów pod Lenino. W kontekście zmiany kształtu terytorialnego powojennej Polski repatriacja zesłańców, którzy pozostali w ZSRR po 1942 r. ustępuje narracji o masowych przesiedleniach. Niekiedy nawiązuje się do ruchów repatriacyjnych i reemigracyjnych z szeregu państw, ale w zasadzie nie wyodrębnia się płynącego do Polski strumienia ofiar radzieckich wywózek z lat 1940–1941, którzy „nie zdążyli do Andersa”, ale i nie zaciągnęli się do Armii Berlinga.

Wyjechać mogli tylko Polacy i Żydzi

Przypomnijmy zatem – podstawą do powrotu do kraju byłych zesłańców była umowa repatriacyjna z 6 lipca 1945 r. W imieniu Polski podpisał ją Zygmunt Modzelewski jako przedstawiciel Tymczasowego Rządu Jedności Narodowej. Było to czwarte z kolei porozumienie, dotyczące przesiedlenia ludności polskiej z ZSRR. 9 i 22 września 1944 r. Polski Komitet Wyzwolenia Narodowego zawarł traktaty z rządami radzieckich republik Białorusi, Ukrainy i Litwy o transferach ludnościowych. Te tzw. „układy republikańskie” zapowiadały wysiedlenie obywateli polskich narodowości polskiej i żydowskiej z ziem wcielonych do ZSRR, a następnie ich osadnictwo na obszarach włączonych do Polski po wojnie. Z głębi ZSRR także mogli wyjechać jedynie Polacy i Żydzi, natomiast obywatelom II RP uznanym za przedstawicieli innych narodowości odmówiono prawa do powrotu do Ojczyzny.

Wykonanie lipcowej umowy już od samego początku napotykało na wiele trudności. Jesienią 1945 r., w ramach procedury zmiany obywatelstwa (z radzieckiego na polskie), władze radzieckie zażądały od zesłańców udowodnienia swojej przynależności państwowej sprzed września 1939 r. Za wiarygodne potwierdzenia uznawano wówczas dokumenty urzędowe, których w większości nasi rodacy już nie posiadali. Na szczęście w listopadzie 1945 r., po interwencjach Ambasady RP w Moskwie, złagodzono te kryteria. Akcja masowych wyjazdów z głębi ZSRR rozpoczęła się w styczniu i lutym 1946 r., ale największe jej nasilenie nastąpiło wiosną tamtego roku.

Cztery umowy wystarczą?

Organizacja transportów napotykała na wiele problemów – brakowało bowiem taboru kolejowego, jego wyposażenia, a także żywności i lekarstw potrzebnych przy tak długiej podróży. Ponadto ogromne odległości do stacji kolejowych i opóźnienia w podstawianiu składów dezorganizowały repatriacyjne rozkłady jazdy. Ambasada RP zgłaszała Sowietom liczne trudności, ale władze radzieckie niechętnie i z opóźnieniem usuwały nieprawidłowości. Ostatecznie z głębi ZSRR w 1946 r. do Polski w jej nowych granicach przyjechało w ramach zorganizowanej akcji ponad 250 tys. byłych zesłańców. Osiedlili się zarówno na tzw. ziemiach dawnych, czyli w centralnej Polsce, jak i w zachodnich i północnych dzielnicach kraju, nazywanych wówczas propagandowo Ziemiami Odzyskanymi.

Rodzice z dziećmi stojący przed domem. Fotografia.
Rodzina Dyrdowskich po powrocie z zesłania. Kodeń, lubelskie, 1946 r.
Fot. ze zbiorów Muzeum Pamięci Sybiru.

Po zakończeniu akcji masowych przesiedleń ludności polskiej z ziem wschodnich II RP (wielokrotnie przesuwanej w czasie) oraz repatriacji z głębi ZSRR, władze radzieckie uznały transfery ludnościowe do Polski za zakończone. Wydaje się, że także podporządkowane Sowietom władze w Warszawie były początkowo przekonane, że cztery umowy przesiedleńczo-repatriacyjne z lat 1944–1945 rozwiążą przynajmniej większość problemów z przyjazdem Polaków ze Związku Radzieckiego. Tymczasem do polskiego rządu i Ambasady RP w Moskwie docierały sygnały o bardzo licznych grupach naszych rodaków, którzy z rozmaitych przyczyn ciągle nie zdołali wyjechać z ZSRR, a pragnęli znaleźć się w Polsce. Do różnych instytucji państwowych, ministerstw i organów administracji wpływały dziesiątki tysięcy dramatycznych podań, próśb i listów w sprawach osób znajdujących się w ZSRR. Dotyczyły one rodaków uwięzionych w łagrach i więzieniach oraz przebywających na wolności w głębi tego państwa i na byłych wschodnich ziemiach polskich. Wśród nich byli m.in.: represjonowani żołnierze Armii Krajowej i innych formacji niepodległościowych, Polacy wywiezieni ze Śląska i polscy jeńcy z armii niemieckiej, Kaszubi, Warmiacy, Mazurzy, polscy emigranci na Łotwie i na Kowieńszczyźnie, Polacy wcieleni bądź zdemobilizowani z Armii Czerwonej, byli łagiernicy i więźniowie odesłani do dawnych miejsc zamieszkania na Kresach, poszukiwane przez bliskich ofiary obławy augustowskiej, dzieci (w tym sieroty), rodziny rozdzielone itd. Na podstawie napływających do powojennych władz listów można mnożyć kategorie ludności polskiej, zainteresowanej repatriacją z ZSRR. Wobec oświadczeń władz radzieckich o wypełnieniu porozumień oraz masowych podań od społeczeństwa, których nie można było ignorować, polska dyplomacja rozpoczęła żmudną akcję interwencyjną, obliczoną na sprowadzenie do kraju jak największej liczby osób. Nie pomagał w tym zmieniający się nad Wisłą system polityczny, z każdym miesiącem nabierający cech stalinizmu. Podporządkowany Moskwie rząd stopniowo odstępował zatem od upominania się o własnych obywateli przebywających na Wschodzie. Fiaskiem zakończyły się także podejmowane w latach 1947–1948 przymiarki do zawarcia polsko-radzieckiego traktatu ekstradycyjnego, który mógł być szansą na sprowadzenie do kraju choć części więźniów.

Niechęć Moskwy

Pod koniec lutego 1947 r. nowy polski premier Józef Cyrankiewicz udał się z wizytą do ZSRR, gdzie na początku marca zawarł szereg umów dotyczących wzajemnych relacji obu państw. Wśród nich miało znaleźć się porozumienie o wznowieniu akcji repatriacyjnej. Nie był to jednak klasyczny traktat, ale wymiana listów pomiędzy szefem polskiego rządu a Andriejem Wyszynskim – wiceministrem spraw zagranicznych ZSRR (a wcześniej stalinowskim prokuratorem odpowiedzialnym m.in. za zbrodnie z okresu tzw. wielkiej czystki). Obniżona ranga „układu” wskazywała na niechęć Moskwy do faktycznego uregulowania kwestii repatriacyjnych. Oficjalnie podane daty wymiany listów (5 i 11 marca 1947 r.) także należy podać w wątpliwość, bowiem materiał źródłowy wskazuje, że Wyszynski podpisał odpowiedź na list Cyrankiewicza dopiero pod koniec kwietnia, a dokumenty tak naprawdę antydatowano. Kolejne miesiące pokazały, że „porozumienie” było atrapą, a zamiast kontynuacji repatriacji miało na celu jej definitywne zakończenie. Sowieci torpedowali wszelkie akcje interwencyjne polskiej ambasady, mnożyli absurdalne trudności formalne i sprzeciwiali się zwolnieniom przetrzymywanych w łagrach Polaków. 19 stycznia 1948 r. Ambasadzie RP w Moskwie przekazano notę, z której wynikało, że repatriacja oraz przesiedlenie ludności polskiej z ZSRR zostały definitywnie zakończone. „Wznowienie” akcji na podstawie „porozumienia” z 1947 r. oraz indywidualnych zabiegów Ambasady przyniosło pozwolenie na wyjazd do Polski zaledwie około 15 tys. osób. Tymczasem dziesiątki tysięcy Polaków, których nazwiska znało polskie przedstawicielstwo, wciąż tkwiły w radzieckich łagrach, więzieniach, na miejscu dawnego zesłania bądź jako teoretycznie wolni obywatele ZSRR na ziemiach wschodnich II RP.

Kilkoro ludzi w drzwiach wagonu towarowego. Repatriacja Polaków ze Związku Sowieckiego
Repatriacja Polaków ze Związku Sowieckiego, 1945-1946. Fot. ze zbiorów Muzeum Pamięci Sybiru

Odzyskać dzieci

W takich okolicznościach Ambasada RP w Moskwie skupiła się na zabiegach o repatriację dzieci. Do radzieckiego resortu spraw zagranicznych wysyłała szereg not z postulatami przekazania Polsce dzieci obywateli polskich, których liczba rosła w miarę aktualizowania danych. Dopiero późną jesienią 1950 r. Sowieci zapowiedzieli zgodę na ich repatriację, co zostało potwierdzone notą z 29 listopada 1950 r. Co prawda treść noty przypominała repatriacyjny „układ”, ale tym razem Kreml nie zdecydował się nawet (jak wiosną 1947 r.) na wymianę korespondencji ze stroną polską, ale na kolejne obniżenie rangi „porozumienia” ze zwasalizowaną Polską. Nota była jednostronnym podyktowaniem warunków wyjazdu dzieci i należy ją uznać za ostatni akt dotyczący repatriacji w pierwszych latach powojennej Polski. Kolejny rozdział dziejów repatriacji rozpoczął się dopiero po śmierci Stalina. Od kwietnia do listopada 1951 r. z ZSRR do Polski w trybie zorganizowanym przyjechało zaledwie 652 dzieci. Według danych radzieckich cała akcja z lat 1948–1950 przyniosła repatriację 787 dzieci, co stanowiło niecałe 30 proc. nieletnich, o które upominali się rodzice, krewni i Ambasada Polski w Moskwie.

Znaki pamięci

Obecne w przestrzeni publicznej znaki pamięci nawiązujące do przeżyć zesłańców, łagierników, więźniów i jeńców dotyczą przede wszystkim ich deportacji bądź kaźni, czyli koncentrują się na martyrologicznym aspekcie dziejów obywateli polskich na Wschodzie. W Polsce nie brakuje przy tym obelisków, tablic pamiątkowych czy instalacji dotyczących przesiedleńców z ziem wschodnich II RP – osadników zagospodarowujących nowe ziemie na północy i zachodzie kraju. Duża część z nich ma charakter nostalgiczny i akcentuje utratę małych ojczyzn na Kresach Wschodnich. Niestety o wiele mniej upamiętnień oddaje dzieje repatriacji Sybiraków. Jedno z najbardziej znaczących znajduje się w nadmorskim Rewalu. 17 września 2012 r. na tamtejszym Placu Sybiraków odsłonięto granitowy blok usytuowany na autentycznych torach kolejowych. Inicjatywa obelisku należała do miejscowego środowiska Sybiraków oraz ówczesnego wójta Roberta Skraburskiego. Znajdująca się na pomniku tablica poświęcona jest „pamięci mieszkańców gminy, którzy powrócili z nieludzkiej ziemi”. Towarzyszy jej symbolika Związku Sybiraków oraz Krzyża Zesłańców Sybiru. Na ścianach obelisku umieszczono także nazwy miejsc, z których przybyli Sybiracy (Republika Komi i Syktywkar, regiony Kazachstanu i Kirgistanu oraz Kraju Krasnojarskiego, Kołyma, obwód tomski), a także nazwiska 34 przyjezdnych. Rewalski pomnik odgrywa ważną rolę w budowie tożsamości gminy, której mieszkańcy pamiętają o tych, którzy po ciężkich przeżyciach na Wschodzie przybyli do niej i budowali jej najnowszą, powojenną historię. Na placu przed monumentem organizowane są uroczystości patriotyczne z licznym udziałem lokalnej społeczności, które prowadzi Paweł Pawłowski – pełnomocnik wójta ds. dziedzictwa kulturowego, a prywatnie syn Sybiraka Rudolfa Pawłowskiego. Szczególny wymiar mają w Rewalu obchody Dnia Sybiraka. W obecności wojska, pocztów sztandarowych, władz samorządowych, duchownych, seniorów, młodzieży szkolnej, mieszkańców gminy oraz oczywiście świadków historii pielęgnowana jest pamięć o wywózkach na Wschód i powojennej repatriacji. W uroczystościach 17 września 2025 r. wziął udział Włodzimierz Kaczyński – ostatni Sybirak żyjący w gminie Rewal.

Z kolei w Bolesławcu (Dolny Śląsk) na Placu Wolności w 1995 r. ustawiono głaz poświęcony Polakom pochodzącym z obszarów wschodnich II RP, nazywanym powszechnie Pomnikiem Kresowiaków. Znajduje się na nim tablica upamiętniająca 50. rocznicę przyjazdu pierwszego transportu z przesiedleńcami z Drohobycza na ziemię bolesławiecką (17 września 1945 r.). W 1996 i 2004 r. na pomniku znalazły się tablice upamiętniające Polaków przyjeżdżających po wojnie z Jugosławii oraz z Francji. Nietrudno zauważyć, że brakowało jedynie upamiętnienia repatriacji Sybiraków. Inicjatywę takiej tablicy wysunął w 2012 r. Zdzisław Lach – członek miejscowego Związku Sybiraków. Finalnie to właśnie ta organizacja sfinansowała tablicę, która została umieszczona na postumencie i uroczyście odsłonięta w maju 2013 r. Umieszczony na niej napis głosi: „Po zesłaniu i głodowej tułaczce na Syberii wróciliśmy do ojczyzny. W 68. rocznicę powrotu. Sybiracy”.

O wyjątkowości obelisku w Bolesławcu świadczy różnorodność jego przekazu, nawiązującego do przesiedleń, repatriacji i reemigracji Polaków z różnych państw. Warto zauważyć, że duża część, jeśli nie większość znaków pamięci instalowanych po wojnie na przyłączonych do Polski obszarach miała pośredni związek z interesującą nas problematyką i była związana z hasłem „powrotu ziem piastowskich do macierzy”. Narracja o „ziemiach odzyskanych” jako ułomna pod względem historycznym i naznaczona piętnem propagandy z okresu Polski Ludowej zasadniczo nie stanowi kanwy dla współcześnie wznoszonych pomników, choć oczywiście zdarzają się wyjątki. Niewłaściwym byłoby jednak wymazać pamięć o narzuconych Polsce zmianach terytorialnych po II wojnie światowej oraz o przesiedleńcach i repatriantach, którzy dokonali dzieła zagospodarowania nowych dzielnic kraju.

Uroczystości 17 września 2025 r. przy pomniku w Bolesławcu. Fot. Bolesławiec.eu, ze zbiorów W. Marciniaka.

Powrót Polski

Upamiętnieniom należy nadawać jednak treść zgodną z faktami historycznymi, a zarazem pozbawioną ideologicznego bądź propagandowego zacięcia. Próbę taką ostatnio podjął Narodowy Bank Polski, który 26 czerwca 2025 r. wyemitował bardzo elegancką srebrną monetę kolekcjonerską o nominale 10 złotych w „80 rocznicę powrotu Polski na Ziemie Zachodnie i Północne”. Odwrócona narracja (nie powrót ziem do Polski, ale powrót Polski na ziemie) oraz właściwe i historycznie prawidłowe nazewnictwo geograficzne (nie „ziemie odzyskane”, ale Ziemie Zachodnie i Północne) wydają się przekonującą propozycją banku centralnego upamiętniającą jedno z najbardziej kluczowych i zarazem tragicznych wydarzeń w historii Polski XX w.

Awers i rewers monety 80 lat powrotu Polski na Ziemie Zachodnie i Północne. Fot. W. Marciniak

Pamięć o przesiedleniach i repatriacji przyświecała także twórcom tablicy poświęconej Zarządowi Centralnemu Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Łodzi, która została zainstalowana na historycznej siedzibie tej instytucji (ul. Piotrkowska 29) i 12 kwietnia 2023 r. uroczyście odsłonięta przez JM Rektor Uniwersytetu Łódzkiego prof. Elżbietę Żądzińską. Inicjatywę tego upamiętnienia przed laty wysunął prof. Albin Głowacki, a współcześnie podjął ją i doprowadził do finału autor tego artykułu. Tekst na tablicy informuje społeczeństwo o szerokiej działalności PUR-u oraz o mnogości kategorii powojennych ruchów migracyjnych z udziałem Polaków. Nieprzypadkowo w uroczystości odsłonięcia licznie uczestniczyli łódzcy Sybiracy, którzy dzielili się wspomnieniami z okresu repatriacji.

JM prof. Elżbieta Żądzińska, Rektor Uniwersytetu Łódzkiego odsłania tablicę upamiętniającą działalność Państwowego Urzędu Repatriacyjnego. Fot. S. Szwajkowski, Radio Łódź, ze zbiorów W. Marciniaka
Łódzcy Sybiracy i Wojciech Marciniak przed tablicą PUR. Fot. S. Szwajkowski, Radio Łódź, ze zbiorów W. Marciniaka

Największy punkt etapowy PUR-u na Warmii i Mazurach mieścił się w Giżycku, w gmachu późniejszej szkoły medycznej przy ul. Sikorskiego 3. W marcu 2019 r., z inicjatywy miejscowego Koła Sybiraków, na elewacji budynku umieszczono tablicę pamiątkową poświęconą Kresowianom – zesłańcom i zarazem repatriantom, którzy osiedli na Mazurach. Giżyckie upamiętnienie to ciekawy i zarazem unikatowy przykład połączenia tematyki kresowej, sybirackiej i repatriacyjnej, a ponadto związanej z instytucjami niosącymi pomoc przyjezdnym, a jednocześnie niestety nieco przez społeczeństwo zapomnianymi bądź niesprawiedliwie kojarzącymi się wyłącznie z komunistyczną administracją. Mowa oczywiście o Państwowym Urzędzie Repatriacyjnym oraz o punktach repatriacyjnych z okresu drugiej fali przyjazdów Polaków z ZSRR w latach 50. XX w.

Dwupiętrowy budynek murowany z jasną elewacją w kolorze beżowym
Dawna siedziba Państwowego Urzędu Repatriacyjnego w Giżycku, widok współczesny. Fot. W. Marciniak

Warto dodać, że w 2025 r. Stowarzyszenie Wolne Miasto Giżycko przy wsparciu władz miejskich, powiatowych i Giżyckiego Centrum Kultury ogłosiło konkurs rzeźbiarski na Pomnik Przesiedleńców, który ma stanąć nieopodal miejscowego dworca kolejowego. W regulaminie konkursu czytamy, że „Pomnik ma sprzyjać zachowaniu pamięci o wszelkiego rodzaju przesiedleniach grupowych i indywidualnych, przymusowych i dobrowolnych, jakie stały się udziałem mieszkańców naszego miasta i okolic. Przesiedlenia owe, zwłaszcza te z lat 40., były momentem przełomowym w historii naszego miasta – to wtedy, na tym dworcu narodziło się współczesne Giżycko”. Uniwersalna idea upamiętnienia wydaje się niezwykle trafna.

Tablica memoratywna z czarnego marmuru wisząca na jasnej ścianie budynku.
Tablica pamiątkowa na ścianie dawnej siedziby PUR w Giżycku. Fot. W. Marciniak

Pamięć o repatriacji zapisana jest także w treści epitafium na grobie Zofii i Stefana Teligów oraz ich córki Zofii Teligi-Mertens. Zofia-matka, jako działaczka Związku Patriotów Polskich, jesienią 1945 r. współorganizowała przygotowania do zorganizowanego wyjazdu obywateli polskich z Południowego Kazachstanu, a od 1946 r. już w Moskwie angażowała się w ogólną akcję repatriacyjną obywateli polskich z ZSRR. Wspierała ją wówczas niespełna dwudziestoletnia córka, która z kolei na początku XXI w., będąc już na emeryturze, doprowadziła do przyjazdu do Polski około 200 rodaków z Rosji, Ukrainy i Kazachstanu. Obie Zofie-Sybiraczki swoje życie poświęciły ofiarnej pracy dla dobra Ojczyzny i nie szczędziły wysiłków dla sprawy powrotów Polaków ze Wschodu.

Grób Rodziny Teligów we Wrocławiu. Fot. K. Ruchniewicz, ze zbiorów W. Marciniaka

Po osiemdziesięciu latach od zakończenia II wojny światowej wciąż powinniśmy pamiętać o procesach przyjazdów naszych rodaków z ZSRR oraz o tych, którzy pomagali im dotrwać do końca zesłańczej tułaczki i nieśli wsparcie w osiedleniu się w Polsce. Dzieje Polaków na Wschodzie toczyły się bowiem od deportacji do repatriacji, a więc bez pamięci o tym ostatnim elemencie historia Sybiraków nie będzie pełna.

Dr Wojciech Marciniak, Katedra Historii Polski i Świata po 1945 r., Archiwum Sybiraków Uniwersytetu Łódzkiego

Przejdź do treści